Takich danych o amerykańskim długu nie było od 2008 r. Złoty zagrożony?

Realne stopy procentowe w USA osiągnęły poziom niewidziany od 2008 r. Jednocześnie rosną ceny ropy i obawy o wzrost amerykańskiej inflacji. Czy taki splot okoliczności zagraża kursowi złotego? Spytaliśmy o to analityków.

Amerykański dług najdroższy od 2008 r.Amerykański dług najdroższy od 2008 r.
Źródło zdjęć: © East News | Alex Brandon, Associated Press, East News
Robert Kędzierski

W ostatnich dniach światowe giełdy odnotowały spadki - rozciągają się w różnym stopniu od Azji przez Europę aż po Stany Zjednoczone. Kapitał, który ucieka z giełd, nie trafia jednak na rynek długu, o czym świadczy wzrost rentowności obligacji - głównie amerykańskich. W przypadku papierów dziesięcioletnich wskaźnik ten osiągnął 4,6 proc.

Największy niepokój budzą realne stopy procentowe. Dla papierów trzydziestoletnich rentowność zbliża się obecnie do 2,9 proc., co stanowi najwyższy poziom od 2008 r. To oznacza, że chętnych na kupno amerykańskich papierów jest mniej, a Waszyngton musi za pożyczanie pieniędzy płacić realnie więcej.


WIDEO
Namierzyli najemników Grupy Wagnera po jednej komórce. Ich spółka jest warta 850 mln zł


Geopolityka dyktuje warunki rynkowe

Wysoki koszt pieniądza to w największej mierze efekt obaw o wzrost inflacji oraz napięć na arenie międzynarodowej. Rynek ropy naftowej reaguje na wznowienie działań wojennych między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Ruch statków przez cieśninę Ormuz odbywa się znacznie wolniej niż zwykle. W ciągu jednej doby przepłynęły tamtędy zaledwie 34 statki, co stanowi 35 proc. standardowej przepustowości tego szlaku.

Efekty dotykają nie tylko geopolityki, ale i ekonomii. Droższa ropa naftowa na nowo napędza obawy o powrót wysokiej inflacji. Paliwo na amerykańskich stacjach kosztuje obecnie o około 50 proc. więcej niż przed kryzysem w rejonie cieśniny Ormuz. Dlatego inwestorzy z uwagą czekają na nowe dane z amerykańskiej gospodarki. Rynek spodziewa się, że główny wskaźnik inflacji w Stanach Zjednoczonych za czerwiec spadnie z 4,2 proc. do 3,9 proc.

Co ze złotym? Tak amerykańska gospodarka wpływa na polską walutę

Jakub Rybacki, ekonomista mBanku, w rozmowie z money.pl zauważa, że ostatnie wydarzenia są korzystniejsze dla amerykańskiej waluty.

Krótkoterminowo jastrzębia retoryka Fed i pojawianie się oczekiwań na podwyżkę prowadzą do umocnienia dolara – możemy to obserwować przez wzrost pary dolar-złoty. Uważamy jednak, że w dłuższej perspektywie dolar amerykański będzie tracił na wartości. Spodziewamy się splotu negatywnych czynników. To rosnące zadłużenie USA, nieprzewidywalność działań obecnej administracji choćby w kontekście polityki handlowej czy walki z niezależnością Fed, spadek znaczenia dolara jako głównej waluty rezerwowej – ocenia ekonomista.

Marcin Materna z Biura Maklerskiego Banku Millennium podkreśla z kolei, że kwestia amerykańskiego zadłużenia aż tak na inwestorów nie wpływa.

- Zastanówmy się, czy rzeczywiście to USA mają dziś wyjątkowy problem z zadłużeniem. Fakt, rentowności amerykańskich obligacji pozostają wysokie, a inwestorzy coraz częściej zwracają uwagę na skalę amerykańskiego długu publicznego, tyle że podobne problemy występują wszędzie. Zadłużenie większości rozwiniętych gospodarek znajduje się blisko historycznych maksimów, a starzenie się społeczeństw oznacza dalszy wzrost presji fiskalnej - ocenia.

Zdaniem ekonomisty w ostatnich miesiącach dolar osłabiał się głównie dlatego, że rynek zaczął wyceniać scenariusz szybkich obniżek stóp procentowych w USA oraz obawiać się pogorszenia stanu finansów publicznych.

- Pytanie brzmi jednak, czy te obawy nie poszły za daleko. Trudno trochę argumentować, że waluty europejskie powinny automatycznie zyskiwać wobec dolara. Strefa euro mierzy się z własnymi problemami strukturalnymi: niskim wzrostem gospodarczym, słabą produktywnością oraz rosnącymi potrzebami fiskalnymi związanymi z obronnością i transformacją energetyczną. Polska z kolei pozostaje krajem o wysokim deficycie i relatywnie dużych potrzebach pożyczkowych państwa. Tu mieliby kupować obligacje inwestorzy? Szczególnie gdy w euro jest niższe oprocentowanie? - pyta Marcin Materna.

Nie podzielam przekonania, że dalsze osłabienie dolara jest scenariuszem oczywistym. Wręcz przeciwnie. Jeżeli globalni inwestorzy ponownie zaczną bardziej obawiać się spowolnienia gospodarczego lub sytuacji geopolitycznej, dolar może wrócić do swojej tradycyjnej roli bezpiecznej przystani. W takim otoczeniu dalsze umocnienie amerykańskiej waluty nie byłoby żadnym zaskoczeniem, nawet pomimo dyskusji o amerykańskim długu - wskazuje ekonomista Banku Millennium.

Stopy procentowe utrzymane. Nastroje coraz bardziej jastrzębie

Giełdowi gracze uwzględniają też środową decyzję Rezerwy Federalnej. Fed pozostawił stopy procentowe w przedziale od 3,50 do 3,75 proc. Kolejnym sygnałem będzie przemówienie Kevina Warsha. Prezes amerykańskiego banku centralnego wygłosi wkrótce w Kongresie swoje pierwsze półroczne sprawozdanie.

Konrad Soszyński z Biura Analiz Makroekonomicznych PZU w czwartkowym komentarzu zwrócił uwagę na retorykę władz monetarnych. Jak na razie przekaz FED jest "wyraźnie jastrzębi".

Przewodniczący Kevin Warsh przypomniał, że 2-procentowy cel inflacyjny jest celem realnym. Podkreślił, że utrzymywanie się inflacji przez pięć lat na wysokim poziomie nie oznacza, że nieformalny cel inflacyjny Fed jest wyższy niż deklarowany. Zwrócił również uwagę, że spadek inflacji w czerwcu nie oznacza trwałej poprawy sytuacji, a bank centralny nie zawaha się podjąć działań, jeśli inflacja będzie utrzymywać się na uporczywie wysokim poziomie – napisał Soszyński w komentarzu.

Szef amerykańskiego banku centralnego unikał jednoznacznych deklaracji w kwestii kolejnych kroków polityki monetarnej. Zaznaczył jednak, że brak ruchu na stopach nie oznacza pauzy w cyklu. Instytucja musi po prostu dokładnie ocenić dane, które trafiają z gospodarki.

Amerykańska gospodarka silniejsza niż europejska

Konrad Soszyński przypomniał też sytuację w Europie. Europejski Bank Centralny sugerował w ostatnim czasie, że kolejnym krokiem władz monetarnych może być raczej podwyżka, a nie obniżka stóp procentowych. Przedstawiciel PZU ocenia jednak, że to w Stanach Zjednoczonych taki ruch ma większe szanse na realizację.

– Uważamy, że taki scenariusz jest bardziej prawdopodobny w przypadku Fed. Wynika to z wyraźnie lepszej kondycji gospodarki amerykańskiej oraz jej większej odporności na wzrosty cen energii, których Stany Zjednoczone są częściowym beneficjentem. W przeciwieństwie do Fed, EBC musi liczyć się z potencjalnie stagflacyjnymi skutkami zwyżek cen surowców energetycznych i ryzykiem neutralizowania ich przez politykę fiskalną w dłuższym horyzoncie, pomimo poprawiających się, lecz wciąż niskich, dynamik aktywności realnej – podsumował analityk.

Wybrane dla Ciebie