WAŻNE
TERAZ

Rozłam w PiS. Kaczyński oskarża Morawieckiego

Szaleństwo w cenach paliw. Ale ósemka z przodu nie musi zostać z nami na długo [OPINIA]

Droga od ropy naftowej do gotowych paliw jest dość daleka. Ostatnio na tyle daleka, że rafineria za przetworzenie ropy naftowej na olej napędowy żąda opłaty, która sięga nawet 70-80 dolarów za baryłkę. Wartość ta powoduje, że produkt, który wychodzi z rafinerii, potrafi kosztować nawet 1 dolara za litr - zauważa w opinii dla money.pl ekspert ds. rynku paliw Dawid Czopek.

 Dlaczego paliwa w Polsce drożeją? Działania Donalda Trumpa na Bliskim Wschodzie to jedna z przyczyn
Źródło zdjęć: © Getty Images | Kevin Dietsch, Marysia Zawada, ZipZapic.com
Dawid Czopek

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Ostatnie podwyżki cen paliw na stacjach skłaniają do zastanowienia się, ile może w nieodległej przyszłości kosztować litr najpopularniejszych paliw, w tym przede wszystkim benzyny 95 oraz oleju napędowego.

Ósemka z przodu na pylonach

Wracając we wtorek z pracy, przyglądałem się pylonom warszawskich stacji paliw i na razie na żadnej z nich nie widziałem jeszcze ceny zaczynającej się od cyfry osiem (dotyczy wymienionych wcześniej rodzajów paliw), ale ceny na poziomie 7,99 są w zasadzie standardem dla diesla (w środę w money.pl pisaliśmy o przebitej barierze 8 zł za litr ON - przyp. red.).


WIDEO
Rzecznik rządu o stacji Skolima. Piosenkarz oferuje tańsze paliwo


Już po powrocie spojrzałem na notowania ropy naftowej i tutaj sytuacja wygląda lepiej. Ceny od czwartkowego szczytu spadły o blisko 20 proc., co może wkrótce zaowocować spadkami cen gotowych paliw. Może, ale nie musi. Tutaj nadchodzi miejsce, żeby wytłumaczyć, skąd biorą się rekordowe ceny paliw na stacjach, choć baryłka ropy wcale nie kosztuje tak dużo.

Gdybyśmy mieli przeliczyć bieżącą cenę ropy na litry, to przy całym uproszczeniu tej kalkulacji wychodzi, że litr ropy kosztuje obecnie 1,9 złotego. Jak to policzyłem? Bardzo prosto. Baryłka ropy to około 159 litrów, czyli 1 litr ropy kosztuje 0,5 dolara, co przy kursie USD/PLN 3,8 daje nam wartość 1,9 złotego.

Co zatem dzieje się z tą różnicą i kto na tym zarabia?

Przede wszystkim droga od ropy naftowej do gotowych paliw jest dość daleka. Ostatnio na tyle daleka, że rafineria za przetworzenie ropy naftowej na olej napędowy żąda opłaty, która sięga nawet 70-80 dolarów za baryłkę. Wartość ta powoduje, że produkt, który wychodzi z rafinerii, potrafi kosztować nawet 1 dolara za litr.

Dlaczego paliwa są drogie?

I tak naprawdę, to jest najważniejsza wartość, która wpływa na dzisiaj wysokie ceny paliw. Zwróćmy uwagę, że cena 80 dolarów za baryłkę ropy nie jest rekordowa, ale już marża, którą dolicza sobie rafineria, tak. W ten sposób otrzymujemy koszt gotowego produktu, tak jakby ropa kosztowała nie 80 dolarów, a 160 dolarów.

Oczywiście zawsze rafineria pobierała opłatę za przerobienie ropy na gotowe paliwo, ale zwykle dla diesla czy benzyny był to poziom 10-20 dolarów za baryłkę. Na przykład przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie marża na dieslu wynosiła 20 dolarów, a na benzynie 10 dolarów. Oznaczało to, że przy ówczesnej cenie baryłki na poziomie 60 dolarów cena oleju napędowego wynosiła 80 dolarów (obecnie 160), a benzyny 70 dolarów (obecnie 120).

A zatem cena ropy wzrosła o 1/3, natomiast cena gotowego diesla o 100 proc.

Biorąc pod uwagę te czynniki, powinniśmy patrzeć nie tylko na ceny ropy naftowej, ale także, a może przede wszystkim na to, co dzieje się z marżami rafineryjnymi. Dlaczego są one tak wysokie? Odpowiedź leży na Wschodzie. Zarówno tym Bliskim (zwanym z angielska Środkowym), jak i tym jeszcze bliższym, czyli tuż za naszą wschodnią granicą.

Zniszczenia, jakich dokonują ukraińscy żołnierze na instalacjach naftowych w Rosji, powodują, że duży eksporter paliw staje się powoli ich importerem. A w sytuacji, gdy potężne rafinerie na Bliskim Wschodzie nie są w stanie eksportować swoich produktów, mocy rafineryjnych musi brakować.

Trudne prognozy

Wiele razy pisałem o ograniczeniach europejskiego i amerykańskiego przemysłu rafineryjnego. Tu wiele się nie zmieni, pozostaje trzymać kciuki, żeby rafinerie wybudowane w latach 60. dały z siebie wszystko i nie odmawiały posłuszeństwa, pracując na 100, a czasem więcej, procent mocy nominalnych.

Nie wiem, czy sytuacja w Rosji ulegnie poprawie. Wojna trwa ponad cztery lata i chyba najbliższe tygodnie nie przyniosą wielkich zmian. Pozostaje liczyć na uspokojenie sytuacji na Bliskim Wschodzie, a kierowcom samochodów z silnikami benzynowymi odliczać czas do końca wakacji, bo zakończenie sezonu wakacyjnego powinno sprzyjać spadkowi popytu na benzynę i niższym marżom.

Z dieslem sytuacja wygląda gorzej, bo październik to okres zakupów oleju opałowego, który z punktu widzenia rafinerii jest tym samym co olej napędowy, czyli na spadek popytu na tzw. średnie destylaty jeszcze przez jakiś czas może nie być szans. Pocieszające jest to, że przy tak drogich paliwach popyt powinien w jakimś stopniu się dopasować do wysokich cen i być może suma ceny ropy i marży rafineryjnej już nie wzrośnie.

Bez interwencji rządu nie ma co liczyć na obniżenie pozostałych elementów ceny paliw. Przypomnę, że są to koszty transportu, domieszki biopaliw, utrzymywanie stanów magazynowych, które łącznie wynoszą ok. 1 złotego na litr, oraz akcyza i podatki. Akcyza i podatki bez VAT to w zależności od rodzaju paliwa ok. 1,6 – 1,7 złotego za litr oraz VAT, który przy takiej podstawie netto wynosi ok. 1,5 złotego. Dla całości obrazu warto jeszcze dodać ok. 30 groszy marży detalicznej.

Jak widać, walczymy o obniżenie ceny gotowych paliw do racjonalnych poziomów, które dają nam szanse na spadki kombinacji ropa+marża do poziomu poniżej 100 dolarów za baryłkę. To spowoduje spadek ceny paliw o 0,5-1 złotego netto na litr, czyli sytuację, w której zapłacimy za paliwo poniżej 7 złotych za litr. Potem mogą być dalsze spadki w kierunku 80 dolarów i kolejną złotówkę niżej na stacji, choć to może być w najbliższych miesiącach trudne.

Nie wiem, jak rozwinie się sytuacja na Bliskim Wschodzie, ale widzę, że cena ropy na poziomie 100 dolarów za baryłkę powoduje większą skłonność do dyplomatycznego rozwiązania konfliktu (przykład z ostatniego tygodnia), a obecne marże rafineryjne są na tyle wysokie, że ryzyko ich dalszego wzrostu jest niewielkie. Zatem może jest szansa na to, że cyfra 8 nie będzie pojawiać się zbyt często na pierwszym miejscu pylonów cenowych.

Na koniec jeszcze kilka uwag.

Zyski koncernów budzą emocje

Nie warto irytować się tym, ile zarabia teraz Orlen. Oczywiście 80 czy nawet 40 dolarów marży na dieslu czy benzynie to nie jest pełen obraz. W procesie przerobu część ropy stanowi wkład do procesu rafineryjnego i w pewnym uproszczeniu znika, niektóre wyroby otrzymywane po rafinacji, np. ciężkie frakcje, sprzedawane są z ujemną marżą (taniej niż ropa, z której zostały wytworzone), stąd marże Orlenu nie są aż tak wysokie, ale i tak poziom 30-40 dolarów marży na rafinacji baryłki ropy jest kosmiczny w stosunku do historii (w zeszłym roku średnia marża wyniosła ok. 13 dolarów na baryłce i wszyscy uznali, że był to dobry rok).

Natomiast jeszcze raz trzeba przypomnieć, że Polska jest importerem paliw, a sztuczne zaniżanie ceny gotowych paliw nadal będzie przynosić zyski Orlenowi, ale nikt nie będzie dopłacał do importu, co oznacza, że paliwa zabraknie.

Trzeba też pamiętać, że wspomniane wcześniej podatki i inne obciążenia stanowią istotną część dochodów budżetu państwa. W Polsce sprzedaje się ok 30 mld litrów benzyny i oleju napędowego. Wspomniane wcześniej liczby wskazują, że z każdego litra do budżetu trafia ponad 3 złote, co w skali roku oznacza kwotę ok 90 mld złotych.

Część z tej kwoty jest co prawda odliczana od podatku VAT przez przedsiębiorstwa, które mogą to robić, ale i tak dochody z paliw są znaczne i przekraczają 10 proc. dochodów budżetowych. Oczywiście można obniżać te podatki, ale trzeba mieć świadomość, że będzie się to wiązać z uszczupleniem dochodów budżetu, czyli albo oznaczać cięcie wydatków, albo podwyżkę podatków w innych miejscach.

I tak już zupełnie na koniec, nie mam pełnego wpływu na to, jakim opisem zostanie zatytułowany ten artykuł, ale najchętniej podpisałbym go jako: "Dawid Czopek – prosty kierowca, który w najbliższym czasie będzie musiał zatankować swój samochód".

Wybrane dla Ciebie