finanse (strona 173 z 380)

Pytanie o podwyżkę. To dobry moment? "Opada covidowy kurz, czas podwyżek"
3:28
WIDEO

Pytanie o podwyżkę. To dobry moment? "Opada covidowy kurz, czas podwyżek"

Inflacja szaleje, rosną przez to koszty życia. Rosną także wynagrodzenia. To dobry moment na upomnienie się o podwyżkę? - Boję się to powiedzieć, bo moi pracownicy też mogą słuchać tego wywiadu. Tak, to jest ten moment. Pracodawcy mieli swoje półtora miesiąca na początku roku, teraz pracownicy są dominujący. Jeżeli ktoś myśli o podwyżce, to kurz pocovidowy powoli osiada, pracodawcy wychodzą z problemów finansowych. Końcówka tego roku to dobry moment, jeżeli widzimy postępy w swojej pracy, wzrost kwalifikacji czy wzrost wydajności, to można porozmawiać z przełożonym o podwyżce. Warto się rozejrzeć, ile płacą gdzie indziej, by mieć twarde argumenty - powiedział w programie "Money. To się liczy" Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service. - Argument rosnących kosztów życia to argument ludzki. To nie jest argument do podwyżki pensji. Masa rzeczy zależy od nas, do pracodawcy średnio trafiają problemy związane ze wzrostem kosztów. Bardziej trafia to, że gdzie indziej płacą więcej, a ktoś jest zaangażowany i nie chce zmieniać miejsca pracy. Jeżeli ktoś ma trudną sytuację życiową, warto o tym porozmawiać, nie ukrywać tego, to też może być argument w takiej dyskusji. Wynagrodzenia rosną, to też jest argument, płaca minimalna jest silnie podnoszona, w niektórych niewykwalifikowanych miejscach pracy wynagrodzenia dochodzą do 18, a nawet 22 złotych za godzinę. Więc jeśli ktoś za 22 złote pakuje rzeczy w centrum logistycznym to tym bardziej jeżeli ktoś jeździ karetką i naraża własne życie, powinien mówić, że wynagrodzenie na poziomie poniżej 22 złotych jest mało akceptowalne - dodał.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Boom na kredyty hipoteczne. Prof. Orłowski: Trochę powtórka z kredytów we frankach. Mogą być pozwy
2:28
WIDEO

Boom na kredyty hipoteczne. Prof. Orłowski: Trochę powtórka z kredytów we frankach. Mogą być pozwy

Polacy ustawiają się w kolejkach po kredyty hipoteczne. Póki stopy procentowe są bliskie zera, raty są niskie. Kredytobiorców czeka katastrofa, gdy stopy procentowe wzrosną? - To jest troszkę powtórka sprawy kredytów frankowych. Chociaż akurat w przypadku stóp procentowych i kredytów złotówkowych nie oczekuję aż takiego wzrostu rat kredytów. Nie mamy ryzyka kursowego, mamy ryzyko stopy procentowej. Oczywiście oceny koszty kredytu są sztucznie zaniżone, przez co również sztucznie zaniżone jest poczucie ryzyka kredytowego - powiedział w programie "Money. To się liczy" prof. Witold Orłowski, ekonomista, wykładowca Akademii Finansów i Biznesu Vistula. - Nie uważam, że dzieje się coś bardzo złego, kredyty hipoteczne są dla ludzi. Jednak jeśli bank centralny sztucznie utrzymuje praktycznie zerowe stopy procentowe, to jest moment, w którym inne instytucje finansowe, przede wszystkim nadzór, powinny wydać odpowiednie regulacje. Rzeczywiście, szykuje nam się duży problem z ludźmi, którzy będą składali pozwy do sądów, że zostali oszukani przez banki, bo te obiecały, że stopy procentowe zawsze będą niskie. Instytucje nadzoru mogą zacząć od apelowania do rozsądku, ale mają też narzędzia, które mogą zniechęcić do brania kredytów. Na przykład żądając wyższych zabezpieczeń, czy wyższych rezerw - dodał.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Budżet państwa. Zerowy deficyt w 2021 roku? Prof. Orłowski: Fikcja i kabaret. Rząd może manipulować liczbami
5:59
WIDEO

Budżet państwa. Zerowy deficyt w 2021 roku? Prof. Orłowski: Fikcja i kabaret. Rząd może manipulować liczbami

Więcej wpływów do kasy państwa to zmniejszenie deficytu budżetowego. Rząd zapowiada, że w tym roku dziura budżetowa wyniesie mniej niż 13 mld zł, ale może być nawet bliski zera. To sztuczki księgowe, czy faktycznie jest lepiej niż prognozowano? - Nie muszę tego mówić sam, stwierdziła to Najwyższa Izba Kontroli w swoim raporcie. Sposób raportowania sytuacji budżetowej przez rząd zamienił się w kompletną fikcję. To jest kabaret. Zależy wyłącznie od humoru premiera i ministra. Jeśli założą sobie, że jest na przykład 50 miliardów złotych nadwyżki, to tak to pokażą. A jak będą chcieli pokazać 10 miliardów złotych deficytu, to tak to pokażą - powiedział w programie "Money. To się liczy" prof. Witold Orłowski, ekonomista, wykładowca Akademii Finansów i Biznesu Vistula. - Gdyby chciało się pokazać prawdziwą sytuację, to wyszłoby co najmniej kilkadziesiąt miliardów deficytu. Cały czas mamy problem z nazewnictwem. To nie jest budżet państwa tylko budżet rządu. Państwo wydaje kilka razy więcej, niż jest to zapisane w budżecie rządu. To efekt ukrywania wydatków, przenoszenia ich poza budżet. Dlatego premier może sobie ogłosić dowolną liczbę, która mu tylko przyjdzie do głowy. Proszę sobie wyobrazić, że prowadzi się firmę i samemu ustala się prawo. A prawo jest takie, że tworzy się filie firmy, do której się przepisze połowę kosztów. Pokazuje się w głównej firmie zysk, dlatego, że połowa kosztów została przerzucona do filii. To jest niby zgodne z prawem, ale sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. A Unia Europejska wymaga raportowania finansów całej firmy, a nie tylko centrali, bez tej filii, na którą przerzuciło się koszty - podkreślił prof. Orłowski.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Rekordowa inflacja. Tak drogo nie było od 20 lat. Prof. Orłowski: Najbardziej martwi mnie skokowy wzrost cen żywności
5:17
WIDEO

Rekordowa inflacja. Tak drogo nie było od 20 lat. Prof. Orłowski: Najbardziej martwi mnie skokowy wzrost cen żywności

Inflacja bije kolejny rekord - 5,4 proc. według danych GUS. Ceny nie rosły tak mocno aż od 20 lat. - Nie dzieje się nic, co mogłoby być zaskoczeniem. Zaskakuje tylko tempo tego, co się dzieje - powiedział w programie "Money. To się liczy" prof. Witold Orłowski, ekonomista, wykładowca Akademii Finansów i Biznesu Vistula. - Zaskakuje też Narodowy Bank Polski, który ciągle informuje, że inflacja doszła już do szczytu i zaraz zacznie spadać. A ona zamiast spadać, to się ciągle rozkręca. Jednak emocjonujemy się niewłaściwymi wskaźnikami. Inflacja na poziomie 5,4 proc. to jeszcze nie jest groźne zjawisko, bo ten poziom wynika głównie ze wzrostów cen ropy naftowej i paliw. Natomiast to, co mnie naprawdę niepokoi, to na przykład wskaźnik wzrostu cen żywności, który z miesiąca na miesiąc się zwiększa. Jeszcze niedawno był bliski zera, a teraz to 4 proc. To skokowy wzrost. A prezes NBP i jego analitycy ciągle podkreślają, że wzrost inflacji to właśnie kwestia drogich paliw, że mamy zacisnąć zęby i z tym żyć. A skokowy wzrost cen żywności i usług, co wszyscy widzimy, to już ewidentnie efekt dwóch składowych. Po pierwsze, to popyt rosnący szybciej niż gospodarka jest w stanie dostarczyć podaż. Po drugie, to bezrobocie na prawie zerowym poziomie, więc nie można znaleźć ludzi do pracy. Dlatego mnie od kilku miesięcy niepokoi rosnąca dynamika cen usług i żywności. Jeśli to się nie zatrzyma, to może być kiepsko - dodał prof. Orłowski.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski