Jeżeli wszyscy kredytobiorcy skorzystają z przewalutowania, sektor bankowy będzie uboższy o około 22 miliardy złotych. To szacunki Komisji Nadzoru Finansowego. Jeżeli nie zmienią się założenia ustawy, stabilność tej branży może być zagrożona, twierdzi KNF.
DLA CIEBIEMorning Run Club by Opel Astra
Aktualizacja 16:12
Według przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Andrzeja Jakubiaka problemem jest między innymi to, że regulacja zakłada jednorazowe obciążenie banków.
- To już nie chodzi o to, że zwiększono kwotę umorzenia. To, co jest niezwykle istotne, to jest to uderzenie jednorazowe. Projekt pierwotny zakładał rozłożenie tego na trzy lata i kwota, o której tutaj mówimy, to jest wpływ na wynik jednorazowy - mówi Jakubiak.
Jak podkreśla, niektóre instytucje finansowe będą musiały przeznaczyć na przewalutowanie wieloletnie zyski. - Mamy 15 banków, które są zaangażowane w kredyty frankowe. W stosunku do dziesięciu to jest ponad roczny wynik, a w stosunku do sześciu jest to trzykrotność tego wyniku. Są takie banki, gdzie to jest jeszcze większa krotność - wylicza.
Żeby zakończyć instrumenty finansowe we franku, zabezpieczające kredyty walutowe i jednocześnie zachować płynność i bezpieczeństwo naszych oszczędności banki, zdaniem szefa nadzoru będą musiały pozyskać około 37 miliardów złotych.
- Dzisiaj mają aktywa w walucie, we franku i nagle jak ci przyjdą przewalutować, to oni muszą coś z tymi frankami zrobić. Jeżeli oni będą mieli aktywa w złotych, to muszą mieć w złotych - mówi szef KNF. Andrzej Jakubiak nie wyklucza, że banki zwrócą się o pomoc do Narodowego Banku Polskiego.
Polskie instytucje finansowe będą według Jakubiaka też gorzej oceniane przez zagranicznych inwestorów. To może przełożyć się na koszt pozyskania finansowania i na wzrost oprocentowania kredytów.
Przewodniczący KNF zastrzega, że wyliczenia mogą się zmienić w toku prac parlamentu.