Czesi piszą o palącym problemie Polski. I pytają: jak długo to potrwa?

Jacek Losik
Andrzej Domański
Paweł Supernak
GPW, konferencja, polityk, politykaMinister finansów i gospodarki Andrzej Domański
Źródło zdjęć: © PAP | Paweł Supernak

Polska przesuwa konsolidację finansów publicznych za wybory parlamentarne w 2027 r. – zauważa czeski serwis patria.cz. W artykule, którego autorzy pytają w tytule, jak długo Warszawa będzie odkładała zaciśnięcie pasa, zwrócono uwagę m.in. na rosnące koszty obsługi długu publicznego. W przyszłym roku wyniosą one 107 mld zł.

Projekt budżetu rozpatrywany przez Sejm przewiduje dochody na poziomie 696,4 mld zł oraz wydatki sięgające 977,6 mld zł. Oznacza to deficyt w wysokości 281,2 mld zł. Agencja Fitch prognozuje, że deficyt finansów publicznych wyniesie 7,1 proc. PKB, czyli tylko nieznacznie mniej niż w bieżącym roku, jak podkreślają autorzy tekstu Patria.cz.

Na obronność, razem ze środkami z funduszu pozabudżetowego, ma trafić 198 mld zł. Wydatki na ochronę zdrowia zaplanowano na 274 mld zł, a obsługa długu państwowego ma kosztować 107 mld zł. Mimo solidnego wzrostu gospodarczego zadłużenie nie stabilizuje się, jak akcentują Czesi.

I dodają, że plan dochodów opiera się jednak na optymistycznych założeniach dotyczących wpływów podatkowych oraz na zmianach, których parlament jeszcze nie przyjął. Prezydent nie może zawetować samego budżetu, może natomiast zablokować ustawy podatkowe niezbędne do jego wykonania. "Utrzymanie zakładanego deficytu nie jest więc pozbawione ryzyka" – czytamy w tekście.

Ustawowy próg zadłużenia może zadziałać z opóźnieniem

Najważniejszym sprawdzianem, który wskazują Czesi, będzie ustawowy próg długu wynoszący 55 proc. PKB. Ministerstwo Finansów przewiduje, że w przyszłym roku skorygowany wskaźnik krajowego zadłużenia osiągnie 54,7 proc. Rada fiskalna ocenia jednak ryzyko przekroczenia limitu jako bardzo wysokie. Wskazuje również na zbyt małą rezerwę oraz oszczędności, których realizacja może być trudna.

Przekroczenie progu w 2027 r. uruchomiłoby obowiązkowe działania, między innymi zamrożenie wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej oraz ograniczenie waloryzacji emerytur. Skutki tych decyzji pojawiłyby się jednak w budżecie dopiero w 2029 r. Oznacza to, że reguła nie zatrzymałaby natychmiast dalszego wzrostu długu. Przeniosłaby obowiązek naprawy finansów na rząd powołany po wyborach.

Krajowa definicja długu nie obejmuje części zadłużenia

Skuteczność progu ogranicza także wąska krajowa definicja długu. Nie uwzględnia ona zadłużenia wybranych funduszy zarządzanych przez państwowy bank BGK, jak zauważa patria.cz. "Przenoszenie finansowania do tych funduszy może opóźnić uruchomienie ustawowych mechanizmów, ale nie zmniejsza rzeczywistego zadłużenia państwa" – podkreślają Czesi.

W tekście ponadto napisano, że według szerszej unijnej metodologii dług Polski ma w przyszłym roku wynieść 69,3 proc. PKB. "Samo formalne utrzymanie zadłużenia poniżej krajowego limitu nie zapewnia więc zaufania inwestorów" – czytamy. We wrześniu Moody’s obniżyła rating Polski do poziomu A3. Fitch utrzymuje ocenę A- z negatywną perspektywą. W listopadzie swoją decyzję przedstawi S&P, a zmiana perspektywy na negatywną jest realna.

"Brak wiarygodnego planu konsolidacji może oznaczać dalszy wzrost kosztów finansowania. Kluczowe pytanie dotyczy więc nie tylko momentu przekroczenia ustawowego progu, lecz także tego, czy Polska zacznie ograniczać nierównowagę wcześniej, zanim zmuszą ją do tego przepisy albo rynki" – czytamy w artykule.

"Im dłużej rząd będzie zwlekał, tym większą część przyszłych oszczędności pochłoną odsetki. Zmniejszy się również przestrzeń do stopniowego dostosowania finansów publicznych. Dla Narodowego Banku Polskiego luźna polityka fiskalna pozostaje w tym czasie źródłem ryzyka inflacyjnego" – dodają autorzy.

Źródło: Patria.cz

Wybrane dla Ciebie