W opisywanym schemacie wiadomość przychodzi z konta osoby zapisanej w telefonie, z poprawnym zdjęciem profilowym i historią rozmowy. To sprawia, że odbiorcy chętniej klikają link do rzekomego głosowania na dziewczynkę walczącą o stypendium na naukę.
Bankier opisuje przykład, w którym link prowadził do domeny ballet-pl.com, a połączenie przerwała CyberTarcza Orange. Operator oznaczył adres jako fałszywą stronę podstawioną przez przestępców i ostrzegł, że może ona próbować wyłudzić dane lub nakłonić do działań zagrażających urządzeniu.
Szczegóły mechanizmu wyjaśnia ostrzeżenie CERT Polska opublikowane 2 sierpnia. Według zespołu kampania nie wykorzystuje luki pozwalającej przejąć konto po samym kliknięciu, ale legalną funkcję komunikatora: łączenie konta z kolejnym urządzeniem.
WIDEOTrzęsienie ziemi w CPK. Horała: mógłbym złożyć papiery
Warunkiem oddania głosu ma być rzekoma weryfikacja przez WhatsApp. Ofiara dostaje polecenie zeskanowania kodu QR w aplikacji albo przepisania kodu służącego do powiązania urządzenia. W praktyce dodaje do konta sprzęt kontrolowany przez oszustów, co otwiera im dostęp do komunikatora.
Co zrobić?
Po przejęciu przestępcy rozsyłają tę samą prośbę do następnych kontaktów, wykorzystując zaufanie do znanego nadawcy. O kampanii zrobiło się głośno po tym, jak 2 sierpnia wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha ostrzegł, że z jego konta wysłano wiadomości z linkiem. Interia informowała też o podobnym wpisie byłego szefa CBA Pawła Wojtunika. Ostrzeżenie CERT Polska udostępniły MSWiA oraz Kancelaria Premiera.
CERT Polska podaje, że osoba, która tylko otworzyła link, ale nie wpisała kodu i nie zeskanowała kodu QR, powinna zamknąć stronę i nic na niej nie podawać. Po przejściu fałszywej weryfikacji zalecane jest wejście w WhatsApp w "Połączone urządzenia" i wylogowanie nierozpoznanych sesji, a kontakty trzeba ostrzec innym kanałem.
Podejrzane strony można zgłaszać przez incydent.cert.pl lub usługę "Bezpiecznie w sieci" w aplikacji mObywatel, a podejrzane SMS-y wysłać na bezpłatny numer 8080.