- Eurochem i Uralchem dostarczały do Europy mocznik i saletrę amonową do produkcji nawozów. Te same koncerny produkują chemikalia potrzebne do wytwarzania materiałów wybuchowych do rosyjskiej amunicji.
- W latach 2020-2026 rosyjskie koncerny chemiczne zarobiły na eksporcie nawozów sztucznych do państw UE nawet 10 mld euro, z czego 6,5-7 mld już w czasie wojny. UE ograniczyła ten napływ dopiero w połowie 2025 roku.
- Napływ tanich nawozów był korzystny dla polskiego sektora rolniczego, ale przydusił polskie zakłady chemiczne, takie jak Grupa Azoty.
- KAS wskazuje, że w ostatnim czasie do "nawozowej gry" weszła również Białoruś. "Furtkę" wykorzystuje objęta sankcjami spółka Grodno Azot.
- Polskie służby obawiały się, że Rosjanie – pod legendą handlu nawozami – dokonają eksplozji blisko terminala LNG w Świnoujściu albo zdetonują skład towarowy.
Od połowy 2022 r., czyli tuż po inwazji Rosji na Ukrainę – europejscy i polscy traderzy zaczęli kupować na dużą skalę nawozy azotowe pochodzące z firm kontrolowanych przez biznes bliski Władimirowi Putinowi. Jak wynika z ustaleń Wirtualnej Polski, mocznik i saletrę amonową (azotan amonu) do Europy dostarczały koncerny Eurochem i Uralchem, uznawane w Rosji za strategiczne. To dlatego, że razem z trzema innymi firmami wytwarzają ponad 75 proc. chemikaliów potrzebnych do produkcji materiałów wybuchowych i prochu.
Bez prekursorów od Eurochemu i Uralchemu nie jest możliwe wypełnianie głowic rakiet Ch-101 oktogenem, czyli jednym z najsilniejszych kruszących materiałów wybuchowych. Pociski manewrujące z rodziny "Ch" to te, które codziennie spadają na Ukrainę i które kilka razy spadły na terytorium Polski. Ostatni taki incydent miał miejsce pod koniec lipca pod Tarnawą na Lubelszczyźnie.
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
Prekursory od tych dwóch koncernów służą również do wytwarzania materiałów wybuchowych znajdujących się w głowicach dronów z rodziny Gerań. Tych samych, które uderzały niedawno tuż przy przejściu granicznym w Dorohusku.
Bez Uralchemu i Eurochemu Rosja nie zdobyłaby również przewagi nad Ukrainą w produkcji amunicji 152 mm. Bezpośrednim odbiorcą chemikaliów od Eurochemu i Uralchemu w Rosji jest przede wszystkim spółka Specchimia, wchodząca w skład koncernu Rostec, czołowego producenta materiałów wybuchowych. Wirtualna Polska widziała część dokumentacji, która jest dowodem na tę współpracę.
Ludzie z kręgu Putina
Na czele Rostecu stoi Siergiej Czemiezow, bliski współpracownik Władimira Putina. Znają się jeszcze z lat 80., kiedy razem pracowali w drezdeńskiej rezydenturze KGB. A kto jest właścicielem i założycielem firm, które dostarczały do Polski i na rynek unijny rosyjskie nawozy? Uralchem należy do Dmitrija Mazepina, a Eurochem został założony przez Andrieja Mielniczenkę.
O pozycji pierwszego z nich najlepiej świadczy to, że 24 lutego 2022 r., czyli w dniu inwazji na Ukrainę, był na spotkaniu w wąskim gronie z rosyjskim prezydentem.
Jego firma dostarczała skoncentrowany kwas azotowy i azotan sodu do zakładu w Bijsku, który produkuje materiały wybuchowe, oraz do Briańska, gdzie produkowana jest amunicja do Gradów, Tornado i Smierszów, którymi ostrzeliwane są miasta ukraińskie.
Mazepin i jego firma odpowiadają również za dostawy komponentów do pocisków przeciwpancernych Arkan, bomb lotniczych FAB 500 i pocisków obrony powietrznej Pantsir. W tym przypadku Wirtualna Polska również zapoznała się z dokumentacją dowodzącą współpracy Uralchemu z rosyjską zbrojeniówką.
Z kolei Andriej Mielniczenko, drugi z biznesmenów, od 2024 r. jest konsekwentnie wprowadzany do medialnego obiegu na Zachodzie jako sprawny menedżer i pragmatyk, z którym można i należy robić interesy. Mielniczenko występował w podcastach Tuckera Carlsona. Rozmawiał z nim między innymi o swojej wizji prowadzenia firmy, zrównoważonym rozwoju i o zmianach klimatu.
W niczym nie przeszkadzało to, że w marcu 2022 r. trafił na unijną i amerykańską listę sankcyjną za poparcie dla rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie (znajduje się na niej również Dmitrij Mazepin).
Biuro prasowe Eurochemu przekonuje, że koncern dostarcza chemikalia tylko do "użytku cywilnego". Dodano również, że Mielniczenko od dawna nie ma nic wspólnego z firmą. To w zasadzie prawda – gdy oligarcha trafił na listę sankcyjną, wycofał się z biznesu wokół Eurochemu, aby nie szkodzić koncernowi.
Jak wynika jednak ze śledztwa, które w 2024 r. przeprowadził Reuters, nie ma wątpliwości, że zarówno koncern, jak i sam Mielniczenko byli świadomi, że są częścią rosyjskiej machiny produkującej amunicję i zaopatrującej armię Władimira Putina. I w tym przypadku potwierdzają to dokumenty, które widziała WP.
Zalali rynek, zarobili miliardy
Dostawcy nawozów, z którymi po wybuchu wojny intensywnie współpracowali polscy traderzy, byli pod lupą Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Krajowej Administracji Skarbowej. Okazało się jednak, że ani ABW, ani KAS nie mogły skutecznie blokować handlu. To dlatego, że choć właściciele firm byli na liście sankcyjnej, to nie znalazły się na niej ani Uralchem, ani Eurochem.
Wyjątek stanowiła jedynie szwajcarska spółka Eurochemu, która na wniosek szefa ABW znalazła się na krajowej liście sankcyjnej w kwietniu 2022 r.
Handel jednak kwitł dalej przez pośredników. Rząd Donalda Tuska dopiero w drugiej połowie 2025 r. wprowadził cła oraz kontyngenty na nawozy produkowane na bazie składników od koncernów zaangażowanych w produkcję materiałów wybuchowych. Choć decyzję podjęto już wcześniej, w grudniu 2024 r., sprawę sfinalizowano w czasie polskiej prezydencji w UE.
Wówczas pojawiło się tzw. "okno logistyczne" trwające do połowy 2025 r. W tym czasie w Polsce miały miejsce rekordowe zakupy mocznika i saletry amonowej z Rosji. Do dziś krąży ona na rynku polskim i unijnym.
Od połowy 2022 r. Polska importowała od firm biorących udział w produkcji materiałów wybuchowych ponad 25 proc. wszystkich nawozów rosyjskich, które trafiały na rynek unijny.
Jak mówi w rozmowie z WP były prezes Grupy Azoty Andrzej Skolimowski – w latach 2009–2016 do Polski z Rosji i Białorusi trafiło rocznie 300 tys. ton nawozów. W latach 2016–2022 było to już 800 tysięcy ton. Ale w pierwszym etapie inwazji na Ukrainę, czyli w latach 2022–2023, mowa już o milionie ton. Kolejny rok to 1,5 miliona, a tylko pierwsze półrocze 2025 – czyli wspomniane "okno logistyczne" – to milion ton. Potencjał rocznej produkcji w polskiej branży chemicznej to siedem milionów ton.
Dla wszystkich rosyjskich koncernów był to złoty czas. W okresie poprzedzającym pełnoskalową wojnę (czyli w latach 2020–2021) – według danych Eurostatu – zarabiały one 0,8–1,2 mld euro rocznie. Jednak w roku 2022 było to już 1,8–2,0 mld euro; a w 2023 r. ok. 1,28 mld euro. Kolejny rok przyniósł wzrost tej kwoty do 1,5–1,7 mld euro, a statystyki za 2025 mówią o ok. 1,74 mld euro. To właśnie wtedy w pierwszej połowie roku nastąpił boom zakupowy – importerzy sprowadzali nawozy "na zapas" przed wejściem w życie opłat celnych.
W pierwszej połowie roku 2026 widoczny był już wpływ ceł wprowadzonych przez Unię – Rosjanie zarobili szacunkowo "tylko" 0,4 – 0,6 mld euro.
Podsumowując: w latach 2020–2026 rosyjskie koncerny chemiczne zarobiły na eksporcie nawozów sztucznych do państw Unii Europejskiej łącznie szacunkowo około 8,5–10 mld euro, z czego na lata wojny przypada 6,5–7 miliardów.
Rządy poszczególnych państw UE, ale i Komisja Europejska, przymykały oko na handel z Rosjanami, bo zablokowanie go w chwili, gdy rosły ceny paliwa i gazu, mogłoby przyczynić się do podwyżek cen żywności.
Jaka jest logika działania UE i polskiego rządu w tej sprawie?
"Wprowadzenie kolejnych sankcji czy ceł stanowi wyraz dalszego ograniczenia zdolności Rosji do prowadzenia wojny poprzez osłabienie jej zdolności finansowych. Jednocześnie biorąc pod uwagę zależności handlowe, UE nie zdecydowała się na wprowadzenie sankcji (środka ograniczającego) w postaci całkowitego zakazu importu nawozów, a na wniosek Komisji przyjęte zostało rozporządzenie Rady i Parlamentu Europejskiego stopniowo podnoszące cła na te towary" – odpowiedziało na pytania WP biuro prasowe polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
"Wprowadzone przez UE środki mają na celu rozłożone w czasie uniezależnienie się od dostaw zewnętrznych, mając jednak na uwadze zapewnienie równowagi na rynku wewnętrznym i bezpieczeństwa żywnościowego" – czytamy dalej w odpowiedziach z MSZ.
Przyduszone Azoty
Mocznik produkowany przez Uralchem i Eurochem był o ok. 200 złotych tańszy na tonie. Dlatego napływ tanich nawozów był korzystny dla polskiego sektora rolniczego, ale zabójczy dla polskich zakładów chemicznych, takich jak Grupa Azoty.
Podstawowym surowcem wykorzystywanym do produkcji nawozów jest gaz ziemny, którego udział w kosztach wytworzenia sięga nawet 80 proc. Gdy po wybuchu wojny ceny gazu w Europie wystrzeliły do rekordowych poziomów, rentowność Grupy Azoty została zdemolowana. W najtrudniejszych momentach spółka była zmuszona nawet do czasowego wstrzymywania lub drastycznego ograniczania produkcji. Do najdłuższego w historii Grupy zatrzymania produkcji nawozów doszło pomiędzy sierpniem a październikiem 2022 r. W marcu 2023 r. wstrzymano wybrane linie chemiczne. W 2026 r. problemy z gazem, spowodowane blokadą Cieśniny Ormuz, były również powodem wstrzymania przyjmowania nowych zamówień.
Dodatkowym źródłem kłopotów Grupy była też inwestycja w Polimery Police. Miała kosztować ok. 3 mld zł, a skończyło się na ponad 7 miliardach.
Problemów, które rzutowały na biznes Azotów, nie mieli producenci nawozów z Rosji mający dostęp do taniego surowca, a dodatkowo zwolnieni z unijnych wymogów ekologicznych. Zanim UE zdecydowała się na wprowadzenie wyższych ceł ochronnych, polski koncern utracił znaczną część udziałów w rynku – przed 2022 r. należało do niego ok. 70–80 proc., a w szczytowym okresie napływu nawozów ze wschodu już tylko poniżej 50 proc.
Strach przed powtórką z Libanu
Z informacji WP wynika, że ABW ostrzegała polskie władze o jeszcze jednym zagrożeniu związanym z rekordowym importem rosyjskiego mocznika i saletry amonowej.
Polskie służby obawiały się, że Rosjanie – pod legendą handlu nawozami dostarczanymi do Europy przez jednostki "taniej bandery" z Liberii, Panamy czy Saint Kitts i Nevis – dokonają eksplozji blisko terminala LNG w Świnoujściu (rozładunek odbywał się w porcie w Szczecinie) albo zdetonują skład towarowy, wykorzystując dywersantów werbowanych poprzez Telegram.
Przypominano w tym kontekście wydarzenia w Bejrucie z sierpnia 2020 r. Wówczas w porcie wybuchło 2750 ton saletry amonowej, niszcząc niemal cały port i wiele budynków w mieście.
– Rząd libański doliczył się 218 ofiar śmiertelnych. 7,5 tys. osób zostało rannych. Miasto zostało zniszczone. Nie tylko rejon portu. Masowiec może przewozić od kilkuset do 30 tys. ton saletry amonowej. Port w Świnoujściu, do którego trafiała saletra amonowa z Eurochemu i Uralchemu, może przyjmować duże masowce – przekonuje rozmówca WP z polskich służb.
Dodaje, że o ile dało się zabezpieczyć terminal LNG w Świnoujściu przed zagrożeniem ze strony dronów – poprzez zagłuszanie i środki walki radioelektronicznej – o tyle statek pod banderą Saint Kitts czy Nevis wyładowany saletrą amonową to zupełnie inne wyzwanie.
Jak wynika z informacji WP, zarówno KAS, jak i ABW lobbowały za zamknięciem rynku dla Rosjan.
– Przywóz nawozów azotowych z Rosji do UE, w tym Polski, był przedmiotem analiz. Ministerstwo Finansów, w tym KAS oraz resorty właściwe ds. gospodarki, sygnalizowały również na forum krajowym i unijnym problem wzmożonego napływu nawozów z Białorusi i Rosji – informuje Wirtualną Polskę KAS.
Po całkowite zamknięcie rynku jednak nie sięgnięto. Zrobili to Ukraińcy, którzy w połowie 2025 r. zamknęli tranzyt saletry amonowej przez zespół portów Odessa-Piwdennyj, powołując się na zasady bezpieczeństwa i po to, aby nie powtórzyć wariantu z Bejrutu.
Białoruskie zagrożenie
Krajowa Administracja Skarbowa wskazuje również na inny poważny problem. W ostatnim czasie do "nawozowej gry" wszedł również rosyjski proxy (państwo zastępcze), czyli Białoruś. A konkretnie objęta sankcjami spółka Grodno Azot.
– W latach 2024–2025 KAS zintensyfikowała działania ukierunkowane na zwalczanie nielegalnego przywozu nawozów (głównie mocznika) z Białorusi przez Grodno Azot – informuje nas KAS.
Ta białoruska państwowa spółka nawozowa, objęta unijnymi sankcjami, znalazła sposób na obejście zakazu eksportu, m.in. poprzez wysyłanie swoich produktów przez podmioty pośredniczące – nie tylko z Białorusi – podszywające się pod producentów lub przedstawiające dokumenty o niebiałoruskim pochodzeniu eksportowanych towarów.
– W celu ominięcia sankcji podmiotowych nałożonych na Grodno Azot powstały podmioty pośredniczące w eksporcie nawozów, w tym dokonujące przywozu mocznika na teren Unii Europejskiej poprzez przejścia graniczne z Polską – dodaje KAS.
KAS skierował wnioski o wpisanie eksporterów udających producentów nawozów na krajową listę sankcyjną Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. Działania te były prowadzone we współpracy z MSWiA oraz innymi właściwymi instytucjami. Jak wynika z informacji WP, ci, którzy eksportują do Polski z Białorusi, zazwyczaj mają wynajęte biura w Mińsku. W niektórych wypadkach są to tylko adresy.
Sytuacja skomplikowała się w obliczu odwilży na linii USA-Białoruś, dlatego trudno się spodziewać zaostrzenia polityki wobec Mińska. Waszyngton raczej rozważa odmrożenie pieniędzy białoruskich producentów, które zostały zablokowane po inwazji na Ukrainę w lutym 2022.
"Stany Zjednoczone pracują nad potężnym układem związanym z zakupem potażu z Białorusi. Ceny byłyby znacząco mniejsze niż te, które płacimy obecnie Kanadzie" - napisał w poniedziałek Donald Trump na swojej platformie społecznościowej Truth Social. Zaznaczył przy tym, że to "bardzo dobre wieści" dla amerykańskich rolników i hodowców bydła. Potaż, czyli sól potasu, stosowany jest jako nawóz mineralny szeroko używany w rolnictwie. To również jeden z głównych towarów eksportowych Białorusi, która jest drugim po Kanadzie największym producentem.
Niebawem mają zostać odblokowane między innymi konta koncernu Biełaruśkalij, produkującego nawozy potasowe. Pytanie, czy wpłynie to na ponowny zalew naszego rynku nawozami ze wschodu, pozostaje na razie bez odpowiedzi.