Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
"Ceny paliwa". Ta zbitka w ostatnich tygodniach jest odmieniana przez wszystkie przypadki nie tylko w mediach. Sprawa jest bardzo bliska portfelom milionów Polaków, którzy wypowiadając powyższe słowa coraz częściej używają ich łącznie z jakimś mniej lub bardziej wyszukanym przekleństwem.
Nic dziwnego. Widok 8 zł na pylonie za litr benzyny i 9 zł za diesla nie jest niczym nadzwyczajnym. W środę po południu, kiedy piszę te słowa, średnia cena 95-tki w naszym kraju wynosi 7,81 zł. Jeśli chodzi o olej napędowy, jest to 8,68 zł za litr. A na horyzoncie nie widać raczej poprawy.
Mamy więc do czynienia z bardzo złożoną układanką, której efektem najprawdopodobniej i tak będzie wyższa inflacja. I na to musimy być gotowi.
Środowisko Karola Nawrockiego, po wcześniejszym torpedowaniu rządowych rozwiązań, ostatecznie ogłosiło swój pomysł na ulżenie portfelom kierowców.
DLA CIEBIEMorning Run Club by Opel Astra
Czym jest PKN?
Prezydencki projekt nazwany PKN ("Paliwo kosztuje normalnie"; złośliwi mogą dopowiedzieć "Propozycja Karola Nawrockiego") zakłada pełne zwolnienie sprzedaży paliw na stacjach z podatku VAT. Karol Nawrocki chce również wprowadzić ograniczenie marż koncernów. Paweł Szefernaker podczas konferencji prasowej stwierdził, że prezydencka propozycja ustawy wpłynie do Sejmu do końca tygodnia.
Na wykresie detalicznych cen paliw można śledzić losy amerykańsko-irańskiej wojny rozpętanej (nie do końca wiadomo po co) przez Donalda Trumpa oraz interwencji polskiego rządu. Ostatnie doniesienia z frontu nie napawają optymizmem. Na rozwój wypadków reagują oczywiście ceny ropy na światowych rynkach.
Przypomnijmy, że w pierwszej połowie września został zaatakowany rurociąg Wschód – Zachód przecinający Arabię Saudyjską, będący swego rodzaju wentylem bezpieczeństwa \"bypassującym\" cieśninę Ormuz. Rurociąg był zresztą zbudowany w latach 80. w tym właśnie celu – aby zabezpieczyć eksport ropy w przypadku blokady cieśniny w wyniku konfliktu Iraku z Iranem. Atak został dokonany przez siły sympatyzujące z Iranem. Nie wiadomo, ile potrwa naprawa rurociągu. Strona saudyjska twierdzi, że powinna przywrócić transport surowca za kilka tygodni.
W momencie pisania tego tekstu ceny ropy Brent oscylują w okolicach 102 dolarów za baryłkę. Tym samym, po tygodniach uspokojenia cen, powróciły do bardzo wysokich odczytów z okresu tuż po rozpoczęciu Trumpowskiej inwazji na Iran.
To, że latem nie odczuliśmy w portfelach zwyżek na światowych rynkach paliw, zawdzięczaliśmy rządowemu programowi CPN, czyli Ceny Paliw Niżej. Polegał on na obniżeniu VAT z 23 do 8 proc., obniżeniu akcyzy oraz zastosowaniu cen maksymalnych na stacjach. Miejcie Państwo w głowie ten pierwszy mechanizm, jeszcze wrócimy do tego wątku.
Koniec ochrony
Pierwsza "edycja" CPN obowiązywała od końca marca do końca czerwca. W "schyłkowym" okresie obowiązywania pierwszego etapu programu ceny na światowych rynkach spadły do 70 dolarów za baryłkę. I był to poziom porównywalny z tym sprzed wojny. Później wyceny znów podskoczyły i potrzebna była druga "edycja" CPN, która trwała od połowy do końca sierpnia. Z końcem wakacji skończył się okres ochronny. I dzisiaj mamy to, co mamy – za benzynę płacimy nie niecałe 7 zł, a prawie 8 zł.
Czy czeka nas kolejny, trzeci już "sezon" CPN? To zależy od wielu czynników i od politycznej gry, w którą gra prezydent Karol Nawrocki.
Przypomnijmy, że CPN kosztował budżet państwa ponad 5 miliardów złotych. Takie środki w skali całego budżetu nie są ogromnymi pieniędzmi. Ale stają się problematyczne wtedy, kiedy mamy kłopoty z dopinaniem długu. Ten rośnie, ponieważ rosną wydatki na zbrojenia. Do tego rośnie obciążenie po stronie systemu ochrony zdrowia oraz systemu emerytalnego, a rządzący nie bardzo kwapią się do podwyżki podatków.
Od początku inwazji Rosji na Ukrainę rok po roku przekraczamy ostrożnościowy próg 3 proc. deficytu względem PKB (deficyt oznacza dziurę w finansach publicznych w danym roku). To z kolei przekłada się na rosnący dług publiczny. Jego ostrożnościowy poziom jest definiowany jako 60 proc. w relacji do PKB. Tę wartość przeskoczyliśmy w zeszłym roku (dług publiczny to suma niespłaconych, przeszłych deficytów).
Choć ostrożnościowy poziom długu publicznego wzięty jest trochę z sufitu (nie ma żadnego ekonomicznego twardego uzasadnienia, dla którego powinno to być 60 proc., a nie 50 proc. czy 80 proc.), to jego polityczne następstwa są jak najbardziej realne. Chodzi o tak zwaną procedurę nadmiernego deficytu, którą Unia nałożyła na Polskę.
I tu wracamy do kwestii obniżenia cen paliw na stacjach w ramach przywrócenia CPN. Jeżeli rządzący mieliby odpalić ponownie program, to musiałby być on bilansowany. Do tego miał służyć podatek od zysków nadzwyczajnych (windfall tax) nałożony na koncerny paliwowe.
Jak miał wyglądać? Otóż podatek w wysokości 60 proc. zostałby nałożony na zyski przekraczające o 20 proc. średnią marżę z 2025 roku. Rząd chciał w ten sposób uzyskać około 4 mld zł.
Projekt ustawy skierował jednak do Trybunału Konstytucyjnego Karol Nawrocki. Dlaczego? Pałac Prezydencki swoje stanowisko motywował tym, że nowe prawo miało obejmować również zyski osiągnięte przed wprowadzeniem podatku – od początku inwazji amerykańskiej (a więc działać wstecz). Wydaje się to jednak tylko pretekstem. Dlaczego?
Ponieważ Nawrockiemu wcale nie zależy na tym, żeby ceny na stacjach były niższe. Wiadomo bowiem, że za drożyznę wyborcy w pierwszym rzędzie obwinią rządzących. A to oznacza utratę poparcia. Dla Pałacu (oraz związanego z nim PiS) im sytuacja wygląda gorzej, tym jest lepiej.
Propozycja Nawrockiego
Scenariuszem, w którym PiS-owi (i Karolowi Nawrockiemu) mogłoby zależeć na obniżeniu cen paliw, jest ten, w którym obniżkę można przypisać wyłącznie im. I stąd najnowsza propozycja Nawrockiego (prezydent do końca tygodnia wniesie do Sejmu projekt ustawy, który ma obniżyć ceny paliw na stacjach – zapowiedział w czwartek szef jego gabinetu Paweł Szefernaker. Projekt zakłada m.in. ustawowe ograniczenie marż koncernów paliwowych - przyp. red.).
Tymczasem środowisko Donalda Tuska podejmuje właśnie drugie podejście do wprowadzenia podatku od zysków nadzwyczajnych (tak, wiem, ta gra przypomina brazylijską telenowelę). - Premier proponuje obniżenie cen przez nałożenie nowego podatku – mówi z kolei Paweł Szefernaker.
Rzeczywiście firmy mają tendencję do przerzucania podatków na ostatecznych klientów. Ale w tym wypadku mamy do czynienia z nadzwyczajnymi zyskami. Ich częściowe "przycięcie" nie musi się skończyć wyższymi cenami. A rząd musi bilansować budżet – właśnie na tym polega "myk" z windfall tax – ścinamy podatki wpływające na cenę paliw na stacjach, jednocześnie ubytek z ich wpływów do budżetu równoważymy podatkiem od nadzwyczajnych zysków. Wszystko mniej więcej wychodzi na zero (albo na niewielki minus).
Środowisko Karola Nawrockiego nie przedstawiło na razie pomysłu na bilansowanie swojego pomysłu. Nie musi, ponieważ to nie ono jest odpowiedzialne za budżet. Ale może grać czystym PR-em wiedząc, że wyborca tego wszystkiego nie ogarnie.
Wyższe ceny paliw przekładają się na inflację na dwa sposoby. Pierwszym kanałem są nasze portfele wyjmowane na stacjach benzynowych. Ceny paliwa mają niemały udział w koszyku inflacyjnym. Im więc większa cena benzyny i ropy, tym mniejsza zawartość portfela.
Drugi kanał jest mniej oczywisty. Chodzi o przedsiębiorstwa. I – paradoksalnie – na nich program CPN nie działa tak jak na zwykłych kierowców (prawdopodobnie na biznes nie zadziałałby również program PKN). I teraz wracamy do kwestii VAT-u. Przedsiębiorcy kupują paliwo w hurcie i odliczają od tego VAT. O ile cięcie tego podatku przekłada się na to, co widzimy na pylonach, tak sztuczka ta nie działa na przewoźników.
"Mechanizm jest prosty: niższa stawka VAT i obniżona akcyza zmniejszają cenę brutto, ale skoro odliczenia VAT są mniejsze, realny koszt netto rośnie. To klasyczny paradoks, w którym widoczna na stacji ulga dla konsumenta wcale nie oznacza tańszego paliwa dla biznesu, mimo że rząd prezentuje spadek cen jako ulgę dla wszystkich" – cytował Money.pl serwis wnp.pl.
Choć więc zwykli kierowcy na stacjach czują ulgę, to podwyżki, które już rozlewają się po branży transportowej i tak prędzej czy później zobaczymy na sklepowych półkach. To tylko kwestia czasu. Pytanie nie brzmi "czy" tak się stanie, tylko jaka będzie skala tego zjawiska.
Tutaj również rządzący mają pewne karty w rękawie. Przypomnijmy, że Prawo i Sprawiedliwość również ścięło górkę inflacyjną przez obniżki podatków. Tylko że był to czas, w którym nasz dług publiczny był na o wiele niższych poziomach, co dzisiaj i na takie sztuczki było po prostu miejsce.
I tu wracamy do skomplikowanej gry kilka miesięcy przed rokiem wyborczym. Jak zostało powiedziane, środowisku Karola Nawrockiego w ogóle nie zależy na tym, żeby na półkach (oraz na stacjach) było taniej. Im drożej, tym więcej potencjalnych głosów straci obecna koalicja rządząca. Chyba że ścięcie cen będzie wynikiem działań z jego strony!
Z jeszcze innej strony bilansowanie szerszego programu antyinflacyjnego niż CPN również na rządzących wymagałoby podwyższania danin. Na tym z kolei nie zależy również ekipie Donalda Tuska, ponieważ zdaje sobie ona sprawę z tego, że czego jak czego, ale podwyższania podatków (nawet dla najbogatszych) Polacy szczerze nienawidzą.
Mamy więc swoisty klincz, w którym bezsensowne działania Donalda Trumpa powodują presję na podwyżkę cen ropy, którą trudno jest w Polsce opanować z uwagi na niechęć Karola Nawrockiego do pomocy rządowi w bilansowaniu wydatków. A na finansowanie programów deficytem nie ma za bardzo miejsca z uwagi na konieczność zbrojeń spowodowaną działaniami Władimira Putina. O tym wie Karol Nawrocki. I na tym też gra.
Zapowiada nam się więc ciekawy czas, jeśli chodzi o ekonomię (pamiętajmy, że życzenie życia "w ciekawych czasach" jest przekleństwem). Trzymajmy się za portfele. Nawet jeśli uda się wprowadzić kolejną rundę CPN, to prawdopodobnie wyższa inflacja i tak nas nie ominie. Jakimś pocieszeniem niech będzie to, że nawet w najgorszych scenariuszach nie widać na razie inflacyjnej powtórki z 2022 roku.