Projekt Nawrockiego ws. cen paliw. Orlen odpowiada prezydentowi

Prezydent chce ograniczyć marże koncernów paliwowych i obniżyć ceny na stacjach. Orlen odpowiada, że sztuczne zaniżenie cen mogłoby doprowadzić do braków diesla, bo krajowe rafinerie pokrywają tylko część zapotrzebowania.

Prezydent chce tańszego paliwa. Orlen ostrzega przed brakamiPrezydent chce tańszego paliwa. Orlen ostrzega przed brakami
Źródło zdjęć: © getty images | Artur Widak | ZipZapic.com
Magda Żugier

Prezydent Karol Nawrocki chce ustawowo ograniczyć marże koncernów paliwowych. Jego projekt ma również przewidywać zwolnienie sprzedaży paliw na stacjach z podatku od sprzedaży detalicznej oraz możliwość elastycznego obniżania akcyzy. Według Kancelarii Prezydenta rozwiązania mogłyby obniżyć cenę litra paliwa o 1,70–2,60 zł.

Orlen wskazuje jednak na ryzyko związane z ograniczeniem cen. Koncern argumentuje, że część paliw zużywanych w Polsce pochodzi z importu, a sprzedawanie ich krajowym kierowcom poniżej ceny rynkowej mogłoby sprawić, że sprowadzanie diesla przestanie się opłacać.

Orlen: możemy mieć problem z importem

W odpowiedzi na propozycję prezydenta Orlen wskazuje na specyfikę krajowego rynku diesla. Według koncernu polskie rafinerie produkują około dwóch trzecich oleju napędowego zużywanego w kraju. Pozostała część musi zostać sprowadzona z zagranicy.

Dwie trzecie diesla zużywanego w Polsce produkują nasze rafinerie. Więcej nie są w stanie. To ich maksymalna moc. Ale jedną trzecią musimy kupić za granicą i przywieźć do Polski - mówi na filmie prezes Orlenu Ireneusz Fąfara.

DLA CIEBIE
Morning Run Club by Opel Astra

Problem polega na tym, że importerzy kupują paliwo po cenach wynikających z notowań na światowych rynkach. Jeśli cena w Polsce zostałaby ustawowo obniżona poniżej poziomu, po którym można kupić paliwo za granicą, import przestałby być opłacalny.

Orlen przekonuje, że w takiej sytuacji w Polsce mogłoby zabraknąć około jednej trzeciej potrzebnego diesla. Koncern wskazuje również na ryzyko tzw. eksportu spekulacyjnego – tańsze paliwo dostępne w Polsce mogłoby być kupowane przez pośredników i sprzedawane za granicą.

- Później dojdzie do eksportu spekulacyjnego. Eksporterzy będą hurtowo kupować tańsze paliwo w Polsce, żeby sprzedać je za granicą - mówi Fąfara.

Spółka przywołuje przy tym doświadczenia z 2023 roku, kiedy przed wyborami parlamentarnymi ograniczenie marż krajowego producenta miało – według Orlenu – przyczynić się do problemów z dostępnością paliwa na części stacji.

- Paliwo to globalny produkt. Jego cena, tak jak wielu innych produktów, zboża, złota, kawy, jest wszędzie zbliżona. Dlatego CPN był dobrym rozwiązaniem. Polacy tankowali najtaniej w Europie, a mechanizmy rynkowe działały - wyjaśnia prezes Orlenu.

Ekspert: importer kupowałby drożej, sprzedawał taniej

Zdaniem Dawida Czopka ceny ropy i paliw są uzależnione od notowań na światowych rynkach. Polska nie produkuje jednak wystarczającej ilości diesla, by pokryć całe zapotrzebowanie – krajowe rafinerie odpowiadają za około dwie trzecie konsumpcji. Reszta musi pochodzić z importu, w którego cenie oprócz samego paliwa są m.in. transport, obowiązkowe zapasy, biokomponenty oraz marża importera.

Ekspert zwraca uwagę, że obecne marże rafineryjne na dieslu są bardzo wysokie i przekraczają 2 zł na litrze. Gdyby zostały ograniczone do 50 groszy, cena paliwa mogłaby spaść o około 1,50 zł netto. Problem w tym, że importer nadal kupowałby paliwo po cenach światowych, więc przy krajowym limicie ponosiłby stratę przekraczającą 1 zł na litrze. W takiej sytuacji import mógłby przestać się opłacać.

To oznaczałoby, że na rynku zostałoby przede wszystkim paliwo produkowane w kraju, czyli około dwóch trzecich obecnego zapotrzebowania. Czopek wskazuje też na ryzyko, że tańsze paliwo kupowane od Orlenu mogłoby być następnie wywożone za granicę. Przy różnych cenach paliwa krajowego i importowanego mogłyby natomiast pojawić się kolejki do tańszego produktu.

Wybrane dla Ciebie