Prezydent Karol Nawrocki chce ustawowo ograniczyć marże koncernów paliwowych. Jego projekt ma również przewidywać zwolnienie sprzedaży paliw na stacjach z podatku od sprzedaży detalicznej oraz możliwość elastycznego obniżania akcyzy. Według Kancelarii Prezydenta rozwiązania mogłyby obniżyć cenę litra paliwa o 1,70–2,60 zł.
Orlen wskazuje jednak na ryzyko związane z ograniczeniem cen. Koncern argumentuje, że część paliw zużywanych w Polsce pochodzi z importu, a sprzedawanie ich krajowym kierowcom poniżej ceny rynkowej mogłoby sprawić, że sprowadzanie diesla przestanie się opłacać.
Orlen: możemy mieć problem z importem
W odpowiedzi na propozycję prezydenta Orlen wskazuje na specyfikę krajowego rynku diesla. Według koncernu polskie rafinerie produkują około dwóch trzecich oleju napędowego zużywanego w kraju. Pozostała część musi zostać sprowadzona z zagranicy.
Dwie trzecie diesla zużywanego w Polsce produkują nasze rafinerie. Więcej nie są w stanie. To ich maksymalna moc. Ale jedną trzecią musimy kupić za granicą i przywieźć do Polski - mówi na filmie prezes Orlenu Ireneusz Fąfara.
DLA CIEBIEMorning Run Club by Opel Astra
Problem polega na tym, że importerzy kupują paliwo po cenach wynikających z notowań na światowych rynkach. Jeśli cena w Polsce zostałaby ustawowo obniżona poniżej poziomu, po którym można kupić paliwo za granicą, import przestałby być opłacalny.
Orlen przekonuje, że w takiej sytuacji w Polsce mogłoby zabraknąć około jednej trzeciej potrzebnego diesla. Koncern wskazuje również na ryzyko tzw. eksportu spekulacyjnego – tańsze paliwo dostępne w Polsce mogłoby być kupowane przez pośredników i sprzedawane za granicą.
- Później dojdzie do eksportu spekulacyjnego. Eksporterzy będą hurtowo kupować tańsze paliwo w Polsce, żeby sprzedać je za granicą - mówi Fąfara.
Spółka przywołuje przy tym doświadczenia z 2023 roku, kiedy przed wyborami parlamentarnymi ograniczenie marż krajowego producenta miało – według Orlenu – przyczynić się do problemów z dostępnością paliwa na części stacji.
- Paliwo to globalny produkt. Jego cena, tak jak wielu innych produktów, zboża, złota, kawy, jest wszędzie zbliżona. Dlatego CPN był dobrym rozwiązaniem. Polacy tankowali najtaniej w Europie, a mechanizmy rynkowe działały - wyjaśnia prezes Orlenu.
Ekspert: importer kupowałby drożej, sprzedawał taniej
Zdaniem Dawida Czopka ceny ropy i paliw są uzależnione od notowań na światowych rynkach. Polska nie produkuje jednak wystarczającej ilości diesla, by pokryć całe zapotrzebowanie – krajowe rafinerie odpowiadają za około dwie trzecie konsumpcji. Reszta musi pochodzić z importu, w którego cenie oprócz samego paliwa są m.in. transport, obowiązkowe zapasy, biokomponenty oraz marża importera.
Ekspert zwraca uwagę, że obecne marże rafineryjne na dieslu są bardzo wysokie i przekraczają 2 zł na litrze. Gdyby zostały ograniczone do 50 groszy, cena paliwa mogłaby spaść o około 1,50 zł netto. Problem w tym, że importer nadal kupowałby paliwo po cenach światowych, więc przy krajowym limicie ponosiłby stratę przekraczającą 1 zł na litrze. W takiej sytuacji import mógłby przestać się opłacać.
To oznaczałoby, że na rynku zostałoby przede wszystkim paliwo produkowane w kraju, czyli około dwóch trzecich obecnego zapotrzebowania. Czopek wskazuje też na ryzyko, że tańsze paliwo kupowane od Orlenu mogłoby być następnie wywożone za granicę. Przy różnych cenach paliwa krajowego i importowanego mogłyby natomiast pojawić się kolejki do tańszego produktu.