Bartosz Marczuk, były wiceminister rodziny, ocenił w rozmowie z "Rzeczpospolitą" że po latach wypłat widać poprawę sytuacji materialnej wielu rodzin, ale bez trwałego efektu demograficznego. Dlatego proponuje, by zamiast powszechnego świadczenia pieniężnego część wsparcia miała formę "znaczonych" pieniędzy na cele mieszkaniowe.
Po raz pierwszy nie wysyłalibyśmy gremialnie ludzi do banków, tylko dalibyśmy im "znaczone" pieniądze, które mogliby przeznaczyć na wkład własny, remont albo materiały budowlane – ogłosił Marczuk.
DLA CIEBIENajwiększe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6
Bon w wysokości maksymalnej 100 tys. zł miałby zostać przyznany po urodzeniu trzeciego dziecka.
Proponowane rozwiązanie miałoby kosztować ok. 20 mld zł rocznie. Jednocześnie Marczuk opowiedział się za przywróceniem kryterium dochodowego dla pierwszego dziecka.
Bon na mieszkania i wyższe ceny?
Zdaniem Jarosława Sadowskiego z Rankomat.pl wprowadzenie bonu mieszkaniowego doprowadziłoby do wzrostu popytu na rynku. W efekcie mieszkania byłyby jeszcze droższe. Sadowski zwrócił uwagę, że kluczem byłyby szczegóły wprowadzonego rozwiązania.
"Znaczenie mogą mieć m.in. limity i mechanizm dostosowania wsparcia do warunków rynkowych, np. poziomu stóp procentowych i zdolności kredytowej" – czytamy w "Fakcie".
Źródło: "Fakt", "Rzeczpospolita"