Polskie finanse pod lupą zagranicy. Media, agencje ratingowe i banki wskazują na ryzyka

Zagraniczni analitycy, agencje ratingowe i media coraz uważniej przyglądają się polskim finansom publicznym. Czesi pytają, jak długo Warszawa będzie odkładać konsolidację.

Minister Domański zmaga się z problemami fiskalnymiMinister Domański zmaga się z problemami fiskalnymi
Źródło zdjęć: © East News | Dawid Wolski
Robert Kędzierski

Polskie finanse publiczne coraz częściej stają się tematem analiz zagranicznych banków, agencji ratingowych i mediów ekonomicznych. W ich ocenach powtarzają się dwa wątki. Pierwszy to wysoki deficyt budżetowy i szybko rosnący dług publiczny. Drugi to odkładanie ograniczania nierównowagi na czas po wyborach parlamentarnych w 2027 r..

Przykładów takich analiz jest bardzo dużo. Czeski serwis Patria.cz w tekście, którego autorzy pytają, na jak długo Polska odkłada konsolidację, zwraca uwagę, że naprawa finansów została przesunięta za wybory. Przypomina, że rozpatrywany przez Sejm projekt budżetu zakłada dochody na poziomie 696,4 mld zł, wydatki w wysokości 977,6 mld zł oraz deficyt sięgający 281,2 mld zł. Powołując się na agencję Fitch, Czesi wskazują, że deficyt całego sektora finansów publicznych wyniesie 7,1 proc. PKB, czyli tylko nieznacznie mniej niż w tym roku.

Według wyliczeń serwisu na obronność, łącznie z funduszem pozabudżetowym, ma trafić 198 mld zł, na ochronę zdrowia 274 mld zł, a obsługa długu państwowego pochłonie 107 mld zł. Autorzy zauważają, że solidny wzrost gospodarczy nie wystarcza do ustabilizowania zadłużenia, a rosnące koszty odsetek sprawiają, że odkładanie oszczędności staje się coraz droższe. Dodają, że plan dochodów opiera się na optymistycznych założeniach dotyczących wpływów podatkowych oraz na zmianach, których parlament jeszcze nie uchwalił. Prezydent nie może zawetować samej ustawy budżetowej, ale może zablokować ustawy podatkowe potrzebne do jej wykonania.

Czesi "rozliczają" Polaków z planu

Za najważniejszy sprawdzian Patria.cz uznaje ustawowy próg długu wynoszący 55 proc. PKB. Ministerstwo Finansów zakłada, że skorygowany wskaźnik krajowego zadłużenia osiągnie w przyszłym roku 54,7 proc. PKB. Rada Fiskalna ocenia jednak ryzyko przekroczenia tej granicy jako bardzo wysokie i zwraca uwagę na zbyt małą rezerwę oraz oszczędności, które mogą okazać się trudne do zrealizowania. Przekroczenie progu w 2027 r. oznaczałoby m.in. zamrożenie płac w państwowej sferze budżetowej i ograniczenie waloryzacji emerytur. Skutki tych działań pojawiłyby się jednak dopiero w budżecie na 2029 r., co przerzuciłoby ciężar naprawy finansów na rząd wyłoniony po wyborach.

Czeski serwis podkreśla także, że skuteczność ustawowej reguły osłabia wąska krajowa definicja długu, która nie obejmuje zadłużenia części funduszy obsługiwanych przez BGK. Przenoszenie finansowania do tych funduszy może według autorów opóźnić uruchomienie mechanizmów ostrożnościowych, ale nie zmniejsza faktycznego zadłużenia państwa. Według unijnej metodologii dług Polski ma w przyszłym roku sięgnąć 69,3 proc. PKB. "Im dłużej rząd będzie zwlekał, tym większą część przyszłych oszczędności pochłoną odsetki" – czytamy w tekście.

Na ten sam problem zwracają uwagę ekonomiści czeskiego banku Česká spořitelna, należącego do grupy Erste. W analizie opublikowanej na początku września ocenili, że projekt budżetu na 2027 r. po raz kolejny pokazuje stopniowe pogarszanie się ścieżki deficytu i długu. Ich zdaniem jest ona gorsza nie tylko od wcześniejszych projekcji resortu finansów, lecz także od prognoz zewnętrznych instytucji, w tym Komisji Europejskiej i agencji ratingowych. W odróżnieniu od lat ubiegłych rząd nie zakłada już nawet stopniowego zmniejszania nierównowagi, choć nominalny wzrost PKB ma zbliżać się do 6 proc. rocznie, a nowe inicjatywy podnoszące koszty netto nie są planowane.

Analitycy České spořitelny uważają, że ujawnienie gorszej od oczekiwań ścieżki fiskalnej zwiększa ryzyko niekorzystnych decyzji agencji ratingowych. Przekroczenie progu 55 proc. PKB określonego w ustawie o finansach publicznych uznali za praktycznie nieuniknione, jeśli nie w 2027 r., to bardzo prawdopodobnie w 2028 r., nawet w optymistycznym scenariuszu niższych od planu deficytów. Jak przypominają, przekroczenie tej granicy w 2027 r. oznaczałoby, że budżet na 2029 r., przygotowywany w 2028 r., musiałby być bez deficytu albo zapewniać spadek relacji długu Skarbu Państwa do PKB.

O polskim zadłużeniu piszą również inne czeskie media. Ekonomický magazín zestawił rating Polski od Moody's, wynoszący obecnie A3, z oceną Czech na poziomie Aa3. Autor komentarza zwraca uwagę, że różnica dwóch stopni na skali agencji oznacza z punktu widzenia rynków finansowych dwa odmienne światy. Według jego szacunków polskie 10-letnie obligacje wyemitowane w tym samym czasie i w tej samej walucie co czeskie byłyby oprocentowane wyżej o około 0,3 do 0,6 pkt proc.

Dziennik e15.cz umieścił z kolei Polskę na trzecim miejscu wśród krajów Europy z najdroższym zadłużeniem. W 2025 r. na każde 100 zł średniego długu publicznego przypadało około 4,50 zł kosztów odsetkowych. Gazeta tłumaczy, że polski dług ma krótszą zapadalność niż w większości państw regionu, a znaczną jego część stanowią obligacje o zmiennym oprocentowaniu, przez co zmiany stóp rynkowych szybciej przekładają się na koszty państwa. W lipcu rentowność polskich 10-letnich obligacji wynosiła 5,50 proc.

Serwis burzovnisvet.cz, powołując się na dane Eurostatu, zwrócił uwagę na tempo zadłużania. W pierwszym kwartale 2026 r. relacja polskiego długu publicznego do PKB wzrosła rok do roku o 4,5 pkt proc. Był to trzeci najwyższy przyrost w Unii Europejskiej, po Finlandii i Bułgarii. Zadłużenie liczone według unijnej metodologii osiągnęło 61,6 proc. PKB, przy średniej dla całej UE na poziomie 82,9 proc. PKB.

Agencje ratingowe obniżają oceny i ostrzegają.

Najdalej idącą decyzję podjęła agencja Moody's, która 18 września obniżyła długoterminowy rating Polski z A2 do A3, a krótkoterminowy z P-1 do P-2. Jednocześnie zmieniła perspektywę oceny z negatywnej na stabilną. Tak nisko Moody's oceniał wiarygodność kredytową Polski ostatnio w 2002 r. Po tej decyzji agencja, która dotąd oceniała Polskę najwyżej z trójki największych instytucji, zrównała swoją ocenę z poziomem przyznawanym przez Fitch i S&P.

Moody's uzasadniła obniżkę oczekiwaniem trwałego pogorszenia siły fiskalnej kraju. Agencja spodziewa się, że deficyt sektora finansów publicznych pozostanie w okolicach 7 proc. PKB zarówno w 2026, jak i w 2027 r., mimo silnego wzrostu gospodarczego. Wskazała też na słabszą skuteczność polityki fiskalnej, czyli kontynuowanie ekspansji mimo dobrej koniunktury oraz ograniczoną gotowość lub zdolność władz do odbudowy buforów. Zwróciła również uwagę, że coraz większa część zadłużenia narasta poza zasięgiem krajowej reguły długu.

Agencja odnotowała ponadto ograniczenia polityczne, w tym spór między rządem a prezydentem oraz bliskość wyborów parlamentarnych zaplanowanych na listopad 2027 r. Oczekuje szybszej konsolidacji dopiero po głosowaniu i stabilizacji długu na poziomie od 70 do 75 proc. PKB pod koniec dekady. Prognozuje wzrost PKB o 3,7 proc. w 2026 r. i o 3,2 proc. w 2027 r., a dług według jej szacunków ma wzrosnąć z 59,7 proc. PKB w 2025 r. do 68,9 proc. PKB w 2027 r. "Traktujemy tę decyzję poważnie, ale spokojnie" – skomentował minister finansów Andrzej Domański, dodając, że wzmacnianie finansów wymaga współpracy wszystkich instytucji państwa, w tym prezydenta.

Agencja Fitch 21 sierpnia potwierdziła rating Polski na poziomie A- z perspektywą negatywną, którą nadała jeszcze we wrześniu 2025 r. Jak podała, negatywna perspektywa odzwierciedla brak wiarygodnego planu konsolidacji fiskalnej, wyzwania polityczne w kraju oraz ryzyko luzowania polityki fiskalnej przed wyborami. Fitch szacuje, że dług sektora finansów publicznych sięgnie około 72,7 proc. PKB w 2028 r. Powrót do stabilnej perspektywy byłby możliwy przy wolniejszym przyroście długu. Już w marcu agencja ostrzegała, że polityczny pat, którego przykładem był spór wokół weta prezydenta do ustawy o unijnych pożyczkach obronnych SAFE o wartości blisko 44 mld euro, ogranicza zdolność państwa do reagowania na presję fiskalną.

Agencja S&P utrzymuje ocenę Polski na poziomie A-, na którym pozostaje ona od 2018 r., z perspektywą stabilną. Przy ostatnim potwierdzeniu oceny wskazała, że perspektywa równoważy korzystne widoki wzrostu gospodarczego z ryzykiem związanym z szybko rosnącym długiem. Według S&P dług netto sektora może zbliżyć się do 70 proc. PKB w 2029 r. Kolejną decyzję agencja przedstawi w listopadzie, a według Patria.cz zmiana perspektywy na negatywną jest realna.

Rynki i Bruksela śledzą rosnący dług.

Twarde dane z Brukseli potwierdzają skalę problemu. Według Eurostatu deficyt Polski wyniósł w 2025 r. 7,3 proc. PKB i był drugim najwyższym w Unii Europejskiej, po Rumunii z wynikiem 7,9 proc. PKB, przy średniej unijnej na poziomie 3,1 proc. Dług publiczny sięgnął 59,7 proc. PKB wobec średniej unijnej wynoszącej 81,7 proc. PKB, ale od 2022 r. wzrósł o blisko 11 pkt proc. W pierwszym kwartale 2026 r. po raz pierwszy przekroczył 60 proc. PKB. Komisja Europejska w czerwcowej prognozie oczekiwała deficytu na poziomie 6,5 proc. PKB w 2026 r. i 6,3 proc. PKB w 2027 r. oraz wzrostu długu odpowiednio do 64,5 i 68,3 proc. PKB. W analizie stabilności zadłużenia z 2025 r. Komisja szacowała, że bez reform dług Polski może zbliżyć się do 107 proc. PKB w 2036 r.

Polska jest objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu od lipca 2024 r., kiedy Rada UE stwierdziła jego istnienie. W styczniu 2025 r. Rada przyjęła zalecenia dotyczące jego likwidacji, a Warszawa od tego czasu regularnie raportuje o podjętych działaniach, ostatnio 6 października 2026 r. Rząd zobowiązywał się wcześniej do obniżenia deficytu do 3,7 proc. PKB w 2027 r., tymczasem projekt budżetu zakłada wynik niemal dwukrotnie wyższy.

Zagraniczne instytucje sygnalizowały wzrost ryzyka już rok temu. W sierpniu 2025 r. Reuters informował, że rząd podniósł prognozę deficytu na 2025 r. do 6,9 proc. PKB z pierwotnego celu na poziomie 5,5 proc., a na 2026 r. zakładał 6,5 proc. PKB. Ankietowani przez agencję analitycy oczekiwali wówczas 6,4 proc. PKB. Jeden z warszawskich dilerów mówił, że rynek spodziewał się konsolidacji fiskalnej, a potrzeby pożyczkowe rosną rok do roku o 40 proc. Premier Donald Tusk przekonywał wtedy, że "nie obronimy polskiej granicy małym deficytem".

Ekonomiści Citi Handlowego wskazywali w tamtym czasie, że cała ścieżka deficytu okazała się wyższa od ich oczekiwań, bo zakładali 5,7 proc. PKB w 2026 r. Ostrzegali, że ryzyko weta prezydenta wobec wyższej akcyzy i podatku CIT od banków może podnieść deficyt o około 0,2 pkt proc. PKB. Zwracali uwagę na wzrost potrzeb pożyczkowych netto z 300 mld zł do 422,9 mld zł, wynikający w dużej mierze z pożyczek z unijnego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności. Dług liczony według krajowej metodologii miał wynieść 53,8 proc. PKB, co ekonomiści określili jako poziom niekomfortowo bliski ustawowemu limitowi.

Wybrane dla Ciebie