Rząd przyjął we wtorek ostateczny projekt ustawy budżetowej na 2027 r. Przepisami w tej sprawie zajmie się teraz Sejm. Plan Ministerstwa Finansów zakłada, że dochody państwa wyniosą w przyszłym roku 696,4 mld złotych. Część ekonomistów zwraca jednak uwagę na to, że niektóre założenia resortu mogą się nie zmaterializować.
– Co do zasady budżet państwa powinien być puentą dla podjętych wcześniej ustaleń, jak zmieniamy skalę obciążeń dla poszczególnych grup społecznych – mówi money.pl Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Tym razem tak nie jest. Nad projektem będzie teraz pracować parlament, a my na dobrą sprawę aż do późnej jesieni nie będziemy mieć pewności, co się w nim ostatecznie znajdzie – dodaje.
Zdaniem ekspertów problem polega na tym, że Ministerstwo Finansów w dużo większym stopniu niż dotychczas zaplanowało przyszłoroczne dochody w oparciu o przepisy, które jeszcze nie obowiązują. Co więcej, istnieje duże prawdopodobieństwo, że pewna część zakładanych rozwiązań spotka się z blokadą ze strony prezydenta.
Rada Fiskalna w opinii do projektu budżetu wydanej w połowie września oszacowała, że tzw. ryzyko legislacyjne wynosi w przyszłym roku 15,2 mld złotych. "Ryzyko legislacyjne obejmuje ubytek dochodów wskutek nieuchwalenia, zawetowania lub opóźnienia wejścia w życie rozwiązań uwzględnionych w projekcie budżetu" – tłumaczy Rada.
Eksperci wskazują przede wszystkim na zapowiedziany w sierpniu rządowy pakiet zmian w podatku PIT, CIT i ryczałcie, ale też na plany podwyższenia podatku CIT dla branży energetycznej, zmiany w stawkach akcyzy na alkohol i podwyższenie podatku VAT na określone napoje bezalkoholowe. Projekt budżetu państwa zakłada również dodatkowe dochody z wciąż projektowanego podatku cyfrowego.
Obawy ekonomistów związane z uszczupleniem budżetu nie są bezpodstawne. Niemal każda z przytoczonych powyżej propozycji spotkała się albo z chłodnym przyjęciem przez Pałac Prezydencki (tak było w przypadku pakietu podatkowego), albo wprost z wetem (zmiany w akcyzie) lub odesłaniem ustaw do Trybunału Konstytucyjnego.
Z ustaleń money.pl wynika, że tylko w ciągu pierwszego roku kadencji decyzje Karola Nawrockiego spowodowały ubytek w dochodach państwa na poziomie od 7 do ponad 8 mld złotych. Nasze wyliczenia potwierdziło później oficjalnie Ministerstwo Finansów.
"Trudno wyjść z politycznego klinczu"
Konflikt na linii rząd-prezydent znalazł się również niedawno w centrum uwagi agencji ratingowej Moody's. W uzasadnieniu do decyzji o obniżeniu oceny wiarygodności kredytowej Polski analitycy wskazali wprost na utrzymujący się spór polityczny. Zdaniem agencji, brak porozumienia ogranicza pole do konsolidacji, czyli do uporządkowania finansów publicznych, zwłaszcza w obliczu nadchodzących wyborów parlamentarnych.
Gdybyśmy żyli w idealnym świecie – a tak, niestety, nie jest – to aktualna administracja rządowa zorganizowałaby duże spotkanie z udziałem wszystkich sił politycznych z prostym przekazem: sytuacja budżetowa jest trudna i każdy musi "trochę odpuścić" – mówi Piotr Soroczyński.
– Zamiast tego rząd kładzie na stole propozycję korzystnych zmian w podatku PIT kosztem bardzo dużych obciążeń dla przedsiębiorców. Taki brak równowagi powoduje z kolei, że najbardziej poszkodowana grupa obywateli szybko znajduje obrońców, np. w postaci pana prezydenta, przez co trudno wyjść z politycznego klinczu – dodaje główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.
Bez porozumienia będzie "uderzenie w ścianę"?
Nasz rozmówca podkreśla, że problem z układaniem budżetu państwa nie dotyczy tylko przyszłego roku. – To jest wyzwanie na lata. Jeśli klasa polityczna nie podejmie się rozwiązania tego problemu tu i teraz, to obecny rząd lub jego następcy muszą być przygotowani na "zderzenie ze ścianą" – przestrzega Piotr Soroczyński.
Jak tłumaczy, chodzi między innymi o tempo, w jakim polski dług publiczny zbliża się do pierwszego progu ostrożnościowego, zawieszonego na poziomie 55 proc. PKB. Minister finansów Andrzej Domański poinformował we wtorek, że Polska naruszy wspomniany limit prawdopodobnie w 2028 r.
– Moim zdaniem jest bardzo duże ryzyko, że do tego dojdzie. A jeśli tak się stanie, to obowiązujące prawo wymusi na rządzących bardzo bolesne dostosowania – komentuje ekonomista KIG. Tu w szczegółach opisaliśmy na łamach money.pl, jak rządowy pakiet naprawczy odbije się na dochodach emerytów, rencistów czy pracowników budżetówki.
Niedoszacowana dotacja celowa dla NFZ
Poza ryzykiem legislacyjnym Rada Fiskalna zwraca też uwagę na problemy po stronie wydatkowej. Według ekspertów rządzący niedoszacowali poziomu dotacji, jaką w ciągu roku trzeba będzie przeznaczyć z budżetu państwa do Narodowego Funduszu Zdrowia. W projekcie ustawy budżetowej rząd zarezerwował na to rekordowe 41,5 mld złotych, ale zdaniem Rady w praktyce trzeba będzie do tego "dołożyć" jeszcze 16 mld złotych.
"Systematyczne niedoszacowanie kosztów i uzupełnianie finansowania (NFZ – przyp. red.) w trakcie roku stały się trwałą wadą planowania budżetowego w ochronie zdrowia" – czytamy w opinii Rady Fiskalnej.
W latach 2021–2025 wykonanie kosztów NFZ przewyższało plan pierwotny o około 19–22 mld złotych rocznie. Pierwotnie planowane koszty dostosowuje się do dostępnych przychodów, mimo presji wynikającej ze świadczeń nielimitowanych, wzrostu wynagrodzeń i zmian wycen. Przy utrzymaniu obecnych zasad ryzyko zwiększenia dotacji jest bardzo wysokie
fragment opinii Rady Fiskalnej do projektu ustawy budżetowej na 2027 r.
"Powtarzający się brak uzgodnienia planu NFZ z ministrem finansów i jego formalnego zatwierdzenia dodatkowo osłabia wiarygodność planowania budżetowego" – dodano. W związku z tymi zastrzeżeniami Rada rekomenduje rządzącym, by plan finansowania Narodowego Funduszu Zdrowia był jednym z obowiązkowych załączników do każdej kolejnej ustawy budżetowej.