- Rząd chce wprowadzić 3-procentowy podatek cyfrowy, ale dzięki wydatkom na rozwój i innowacje big techy będą mogły obniżyć daninę nawet do zera - wynika z dokumentów, do których dotarł money.pl.
- Nową daninę zapłacą przede wszystkim te korporacje, które nie dokładają się do polskiej gospodarki. Mam nadzieję, że pod tym kątem ustawę będą oceniać Sejm i Senat, ale również prezydent Karol Nawrocki - mówi w rozmowie z nami Dariusz Standerski.
- Aplikacja mObywatel przeszła w ostatnim czasie rewolucję. Do końca tej kadencji Sejmu chcemy uruchomić kilka dodatkowych funkcjonalności, w tym dostęp do informacji emerytalnej - zapowiada wiceminister cyfryzacji.
Tomasz Setta, money.pl: Czy Polska jest już bliżej wprowadzenia podatku cyfrowego? Zapowiedzi w tej sprawie było mnóstwo, a na efekty wciąż czekamy.
Dariusz Standerski, wiceminister cyfryzacji: Wszystko przebiega zgodnie z założonym harmonogramem. Od początku zapowiadaliśmy, że prace potrwają kilka miesięcy, bo to zbyt ważny projekt. Ostatnie tygodnie poświęciliśmy na konsultacje, warsztaty i wypracowanie najlepszych rozwiązań. Sztuką jest stworzyć takie narzędzie, które z jednej strony będzie spełniać cele fiskalne, a z drugiej nie będzie uciążliwe pod kątem procedur dla przedsiębiorców.
W tej chwili jesteśmy już na finiszu prac. Jeszcze w lipcu rozpoczniemy proces konsultacji, uzgodnień i opiniowania na poziomie rządowym. Ale chcę podkreślić: nie będziemy się spieszyć z pisaniem tego prawa i każdy zainteresowany projektem będzie miał czas na przedstawienie swojego stanowiska.
Presja USA ws. nowego podatku w Polsce. Minister: ja się nie cofnę
Podatki to z reguły domena Ministerstwa Finansów. Czy projekt, nad którym pracujecie, ma poparcie pozostałych członków rządu?
Mówimy o projekcie ustawy, który na początku tego roku został wpisany do rządowego wykazu prac legislacyjnych. Zgodził się na to zespół, w którym uczestniczy również minister finansów, wobec czego wszyscy te propozycje widzieli i zaakceptowali. Oczywiście, jesteśmy otwarci na uwagi resortu finansów, zwłaszcza w zakresie procedury egzekwowania nowego podatku. Współpraca przebiega bardzo dobrze.
Wiemy, ile budżet państwa na tym zyska? Pierwotne szacunki się zmieniły?
W pierwszym roku pełnego obowiązywania nadal zakładamy dochody na poziomie 1,7 mld złotych, w drugim roku ok. 2 mld złotych, a w kolejnych możemy dojść nawet do 3 mld złotych.
Pytałem o Ministerstwo Finansów, ale prawdziwą przeszkodą dla wprowadzenia tych przepisów może być Pałac Prezydencki. Nie jest tajemnicą, że podatek cyfrowy uderzy w amerykańskie firmy, a Karol Nawrocki utrzymuje dobre relacje z obecną administracją w USA.
Podatek cyfrowy nie dotyczy żadnego konkretnego państwa. Nie dotyczy też żadnej konkretnej grupy podmiotów, którą możemy zidentyfikować według ich siedziby. Ale faktem jest, że nową daninę zapłacą również duże firmy ze Stanów Zjednoczonych.
Podatek obciąży przede wszystkim firmy, które mają bardzo wysokie zyski i praktycznie zerową obecność na terytorium Polski, bez jakiegokolwiek wkładu w naszą gospodarkę. W takim ujęciu nowe przepisy obejmą w pierwszej kolejności te podmioty, które czerpią stąd miliardy złotych zysku i wręcz szkodzą obrotowi gospodarczemu, przysyłając do nas towary, które stanowią zagrożenie dla naszego zdrowia lub nie spełniają unijnych norm. I niekoniecznie są to firmy zza Oceanu Atlantyckiego.
Tylko z Chin?
Tak, dlatego mam nadzieję, że zarówno Sejm, jak i Senat, a także Kancelaria Prezydenta będą analizować nasz projekt pod kątem szczegółowych przepisów, a nie ogólnikowych komentarzy w mediach. Karol Nawrocki posługiwał się rok temu hasłem "Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy" i nasz projekt doskonale się w to wpisuje.
W trakcie kampanii prezydent zobowiązał się też publicznie, że nie będzie się zgadzać na nowe podatki.
Słuchałem uważnie wypowiedzi pana prezydenta w tej sprawie. Deklarował wtedy, że nie zgodzi się na nowe podatki nakładane na Polki i Polaków. Podatek cyfrowy nie dotyczy osób fizycznych - zapłacą go korporacje, a nie konsumenci na zakupach w sklepach.
Powiedzieliśmy, że narodowość kapitału będzie bez znaczenia, więc podatek zapłacą również polskie firmy.
W naszym projekcie znajdzie się kilka mechanizmów pomniejszających podatek cyfrowy np. o wartość podatku CIT zapłaconego w roku poprzedzającym opodatkowanie. Do tego dochodzą też wydatki na inwestycje oraz na badania i rozwój (B+R).
Oznacza to, że polskie firmy, które mają tu siedzibę i tutaj się rozliczają, będą mogły obniżać końcową wartość podatku. Przyjęty przez nas sposób obliczania nowej daniny wskazuje, że bardzo często wiele takich firm płacących podatki w Polsce nie zapłaci żadnego podatku rekompensującego.
Chce pan powiedzieć, że jeśli ktoś już teraz dokłada się do polskiej gospodarki, to w myśl tej propozycji nie będzie dodatkowo "dociążony"?
Taki jest cel. Chodzi nam o to, żeby wyrównać zasady gry. Musimy wprowadzić takie regulacje, bo obecne rozwiązania podatkowe powstawały w XX wieku i nie przewidywały modeli biznesowych, które są dzisiaj powszechne.
Mam na myśli model, w którym mamy do czynienia z bardzo wysokimi przychodami i marżami przy jednocześnie bardzo niskich kosztach prowadzenia działalności, połączonych z możliwością transferowania tego zysku za granicę. Stąd idea podatku rekompensującego, który ma uszczelnić istniejący system.
Polska chce stanąć do wyścigu o budowę gigafabryki AI. Pytanie tylko, czy to się uda? Fabryki, które mamy już dzisiaj, mają przecież wielokrotnie mniejszą moc obliczeniową od tego, co chcemy stworzyć.
Zacznę od tego, że na tak dużą moc obliczeniową mamy w Polsce popyt zarówno po stronie podmiotów prywatnych, jak i publicznych. Różnica jest tylko taka, że dziś to zapotrzebowanie musimy realizować za granicą, często poza Unią Europejską, co część osób postrzega jako ograniczenie rozwoju sztucznej inteligencji.
Wdrożenie AI w wielu firmach oznacza wykupienie subskrypcji na tego typu usługi. Trzeba też pamiętać, że poszczególne przedsiębiorstwa mają inne potrzeby związane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Inaczej będzie to wyglądać w firmie transportowej, inaczej w biurze rachunkowym. W rezultacie AI wprowadzane wszędzie tak samo wcale nie zwiększa efektywności, a poziom wdrożenia nowych technologii jest bardzo płytki.
Wrócę jednak do pytania o nasze realne możliwości. Taka gigafabryka będzie przecież zużywać ogromne ilości energii.
Polska jest dzisiaj najszybciej rozwijającym się rynkiem centrów danych w całej Europie. Od 2023 r. wspólnie z sektorem prywatnym dołożyliśmy drugie tyle mocy w centrach obliczeniowych. I wszystkie tego typu inwestycje wpisują się w obecny system energetyczny Polski.
Co więcej, mamy w naszym kraju regiony, które aktywnie promują się jako miejsca otwarte na budowę takich centrów, ponieważ produkują zbyt dużo energii elektrycznej. Tak jest chociażby na Pomorzu Zachodnim, gdzie powstaje nawet 22 proc. prądu więcej, niż wynika to z realnych potrzeb.
Dobrym przykładem jest również otwarta niedawno stacja Choczewo, do której podłączono pierwsze farmy wiatrowe na Bałtyku. Docelowo będą one produkować więcej energii niż elektrownia w Bełchatowie. To pokazuje jasny kierunek rozwoju dla sektora energetycznego.
Rząd zdecydował kilka dni temu, że w związku z planami budowy gigafabryki AI wyda 100 mln euro, czyli ponad 400 mln złotych. Rozumiem, że to pewna forma gwarancji finansowej?
Po pierwsze, pamiętajmy, że za budowę tej fabryki nie będzie odpowiedzialne państwo, tylko konsorcjum firm, które się do tego zgłosi. I są do tego odpowiednie firmy z niezbędnym doświadczeniem. Naszą rolą jest położenie na stole gwarancji, że wykupimy w takiej fabryce moce obliczeniowe, z których będziemy korzystać w początkowym okresie działania inwestycji, i tego dotyczy rządowa uchwała sprzed kilku dni.
Dla przedsiębiorców, którzy chcą się zaangażować w ten projekt, to bardzo ważny aspekt, bo już na starcie mają zagwarantowany popyt na usługi, które w przyszłości chcą dostarczać. Z punktu widzenia państwa to też korzystne rozwiązanie, bo już dziś rezerwujemy sobie określoną pulę mocy obliczeniowych. W rezultacie spółki Skarbu Państwa będą w przyszłości zwolnione z konieczności poszukiwania takich usług na rynku po wyższych cenach. A wiemy, bo to sprawdziliśmy, że popyt na to jest ogromny.
W skali globalnych wydatków na rozwój AI te wspomniane 100 mln euro to grosze.
Zgoda, ale moim zdaniem wiele inwestycji w tym obszarze jest przeskalowanych. Widzimy przecież, że modele, w które inwestuje się kilkaset razy więcej, wcale nie są kilkaset razy lepsze lub bardziej efektywne. To również skutek pewnego podejścia do inwestycji, które w krótkim terminie pompują rozmiary PKB. My też chcemy rozwijać sztuczną inteligencję, ale w Unii Europejskiej jest nam daleko do przeskalowania poziomu inwestycji. Równocześnie musimy budować większą suwerenność cyfrową, czyli zmniejszać stopień naszego uzależnienia od technologii i rozwiązań spoza UE.
Aplikacja mObywatel zyskała niedawno kilka nowych funkcjonalności. Jakie są plany ministerstwa do końca tej kadencji? Jakich nowości możemy się spodziewać?
mObywatel przeszedł rewolucję. To już nie jest tylko proste, cyfrowe odwzorowanie naszego dowodu osobistego, tylko centrum kontaktu z urzędami. Najciekawszym rozwiązaniem jest uruchomienie skrzynek na e-Doręczenia.
Moim zdaniem to przełomowa funkcja, która zrywa ze skojarzeniem, że w przypadku każdej sprawy jest konieczna albo wizyta w urzędzie, albo długotrwała wymiana tradycyjnych pism. Mogę powiedzieć, że w tej chwili zbliżamy się już do liczby 4 milionów takich skrzynek, a mówimy wciąż o rozwiązaniu stosunkowo nowym w mObywatelu.
Przed nami jeszcze kilka rzeczy do dokończenia. Mam na myśli przede wszystkim informację emerytalną i możliwość rejestracji samochodu przez aplikację. W ramach informacji emerytalnej w mObywatelu znajdziemy w jednym miejscu wszystkie dane na temat naszych oszczędności emerytalnych, ale też prognozę dla naszego przyszłego świadczenia. Co więcej, chcemy też zamieścić tam informacje o różnych produktach emerytalnych.
Czyli z jednej strony prosta informacja o tym, "gdzie jesteśmy", a z drugiej "jak jeszcze możemy to zmienić"?
Tak. Myślę, że z tego punktu widzenia to będzie duże wsparcie dla obywateli. Chcemy te nowości wprowadzić do aplikacji jeszcze przed końcem kadencji, czyli najpóźniej do jesieni przyszłego roku.
Pytanie, czy ułatwienie dostępu do informacji o przyszłej emeryturze nie będzie dla rządzących problemem przed wyborami? Jest ryzyko, że nie każdy będzie zadowolony z liczb, które tam zobaczy.
Po pierwsze, już dziś mamy dostęp do prognozy dla naszej emerytury dzięki systemom ZUS. Po drugie, informacja, którą znajdziemy w mObywatelu, będzie dla nas prawdopodobnie lepsza, bo obok powszechnego świadczenia zobaczymy tam również inne produkty, o których wspomniałem. W rezultacie wynik, do którego uzyskamy dostęp, może być w praktyce wyższy od tego, co znamy ze słynnych "pasków grozy".