- Ta propozycja powinna być poważnie przemyślana. Już teraz płacimy karę za rodzicielstwo, bo kobiety mają niższe emerytury, gdyż korzystają z urlopów macierzyńskich i wychowawczych. Oczywiście jest to uwzględniane w systemie emerytalnym, ale zebrane składki nie odzwierciedlają tego, co zostałoby zebrane w czasie pracy. Jest to finansowa cena za rodzicielstwo - mówi money.pl Agnieszka Chłoń-Domińczak, ekonomistka i prorektorka ds. nauki oraz dyrektorka Instytutu Statystyki i Demografii SGH.
Matki będą skazane na biedę. Kobiety żyją dłużej, są narażone na wdowieństwo i samotność. To wszystko razem może doprowadzić do nierówności i wykluczenia matek - twierdzi Chłoń-Domińczak.
Zmiana na umowę o pracę. Szef PIP: tak będziemy działać do końca roku
Emerytura albo dzieci
W ten sposób ekspertka odniosła się do propozycji Pełczyńskiej-Nałęcz, która zasugerowała niedawno w programie Tłit Wirtualnej Polski, żeby wiek przejścia na emeryturę kobiety uzależnić od rodzicielstwa.
Być może, jeżeli kobieta ma dzieci, to wtedy jest inny wiek emerytalny. A jeżeli nie ma dzieci - a dzisiaj co druga kobieta młoda ma taki najczęściej wybór życiowy, że nie ma dzieci - to powinna mieć tak samo ustawiony system emerytalny jak mężczyźni - mówiła ministra funduszy i polityki regionalnej.
Ten pomysł krytykuje także prof. Marek Góra, wykładowca SGH oraz współautor reformy systemu emerytalnego w Polsce wprowadzonej w 1999 r. przez rząd Jerzego Buzka.
- To nie ma racji bytu. Jestem przeciwny łączeniu dzietności z emeryturą. Jakkolwiek to może się wydawać logiczne, to jest tak bardzo wieloaspektowe zdrowotnie i społecznie, że można wyrządzić wiele złego - twierdzi prof. Góra.
Obecnie mężczyźni w Polsce mogą przejść na emeryturę w wieku 65 lat, a kobiety 60 lat.
Pani minister próbuje na różne sposoby odczarować temat zbyt wczesnego przechodzenia na emeryturę, co rozumiem i doceniam. Dobrze, że mówi się o tym, że trzeba podnieść wiek emerytalny kobiet dla ich własnego dobra. Ale łączenie ze sobą rzeczy, których często nie kontrolujemy, np. biologii, z kwestiami instytucjonalnymi jak wiek emerytalny, działa na mnie bardzo źle - kontynuuje prof. Góra.
W podobnym tonie wypowiada się prof. Julian Auleytner, pomysłodawca 500 plus.
- To kontrowersyjny temat. Jedni powiedzą, że matkom należy się szybsza emerytura, a inni stwierdzą, że dojdzie do braku równouprawnienia kobiet względem siebie. Przecież niektóre kobiety nie mogą mieć dzieci z różnych powodów, a niektóre mają rodziny wielodzietne - wskazuje.
Emerytura później? Czas na debatę
Dlatego prof. Auleytner proponuje narodową debatę o polityce społecznej państwa przy okrągłym stole.
- Tego w Polsce nigdy nie było. Dochodzi jedynie do narzucenia poglądów przez polityków bez uwzględnienia opinii czy wyników badań naukowych. Polityka rodzinna powinna być ponadpartyjna. Minister Nałęcz-Pełczyńska nie uwzględniła potrzeb osób urodzonych w XXI w., które mają inne niż rodzinne preferencje życiowe - uważa ekonomista.
Nasi rozmówcy zastanawiają się, kto i w jaki sposób miałby sprawdzać, czy kobieta nie ma dziecka z wyboru, czy np. nie może go mieć z przyczyn zdrowotnych.
To poniżające dla ludzi oceniających, czy są w stanie mieć dzieci, czy też nie. Ale cieszę się, że pani minister podnosi kwestię wieku emerytalnego. To naprawdę ważne, żeby wydłużać okres aktywności ekonomicznej. Żyjemy w dużo lepszym zdrowiu niż starsze pokolenia, a pracujemy krócej lub tyle samo - ocenia prof. Góra, który w latach 2002-2005 doradzał także prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu.
Prof. Góra dodaje, że decydując się na dziecko w wieku 20-30 lat, raczej nikt nie myśli, co będzie za kolejne 30 lat. Ekonomista uważa, że nie podejmuje się decyzji o powiększeniu rodziny z powodu możliwości szybszego przejścia na emeryturę.
Nie oznacza to, że nie powinno się prowadzić debaty. Wręcz przeciwnie, czego dowodem jest zapaść demograficzna Polski. Na koniec 2025 r. w naszym kraju mieszkało 37,332 mln osób. To oznacza spadek rok do roku o 157 tys. osób. W coraz większej liczbie regionów wskaźnik dzietności spadł poniżej jednego dziecka na kobietę.
- Powrót do poziomu gwarantującego zastępowalność pokoleń nie jest już możliwy - mówiła niedawno w rozmowie z PAP prof. Irena E. Kotowska z Instytutu Statystyki i Demografii SGH
Dwa światy
Prof. Joanna Tyrowicz, ekonomistka i członek Rady Polityki Pieniężnej uważa, że "świadczenie emerytalne to nie jest przywilej, lecz ubezpieczenie związane z brakiem możliwości dalszego świadczenia pracy".
Nie wydaje mi się, żeby ten charakter ubezpieczeniowy wiązał się jakoś koncepcyjnie z dzietnością, bo to jednak dwa zupełnie inne światy - komentuje w rozmowie z nami członkini RPP.
Prof. Tyrowicz dodaje, że w rocznikach 1978 i młodszych niemal wszystkie kobiety będą otrzymywać emeryturę minimalną z dwóch powodów.
- Pierwszym jest dłuższe życie, co jest dobrą wiadomością, a drugi powód to wiek emerytalny w Polsce, będący kwestią wyboru społecznego i politycznego. Gdyby kobiety miały wiek emerytalny taki jak mężczyźni, to emeryturę na poziomie najwyżej minimalnej otrzymałoby 60 proc. kobiet, a nie wszystkie - tłumaczy prof. Tyrowicz.
Członkini RPP zwraca uwagę, że dłuższa praca pozwala 40 proc. kobiet przekroczyć próg emerytury minimalnej, ale ich świadczenia nie będą dużo wyższe po tych pięciu latach pracy. Po prostu mniej do tych świadczeń trzeba będzie dopłacić. Emerytura minimalna wynosi obecnie 1978,49 zł.
- Na tym tle pomysł minister Pełczyńskiej-Nałęcz sprowadza się do tego, czy mieć emeryturę względnie minimalną oraz dzieci czy mieć emeryturę praktycznie minimalną i nie mieć dzieci – kontynuuje ekonomistka.
Agnieszka Chłoń-Domińczak mówi wprost, że kobiety powinno się namawiać do jak najdłuższej pracy. Bo będzie to dla nich korzystne.
- Wprowadzając rozwiązanie proponowane przez panią minister, doprowadzi się do sytuacji, gdy kobiety będą mieć minimalne emerytury. A już dziś istnieje ryzyko, że większość z nich otrzyma minimalne świadczenie. Jest to efekt przechodzenia na emeryturę w wieku 60 lat. Pięć lat różnicy względem mężczyzn to kolosalna zmiana i nawet o 1/3 niższe świadczenie emerytalne. Jako profesor mogę przejść na emeryturę, mając 70 lat, i wtedy otrzymam trzy razy wyższe świadczenie niż rezygnując z pracy w wieku 60 lat. Stworzony system zachęca do dłuższej pracy, pokazujmy, jak to jest ważne, i nie szukajmy rozwiązań prowadzących do nierówności - słyszymy.
Chłoń-Domińczak zaznacza, że powinniśmy pamiętać o tym, że coraz więcej emerytur wypłacanych jest z nowego systemu.
- To, co zgromadzimy w czasie aktywności zawodowej, podzielone jest przez dalszą część życia w wieku przejścia na emeryturę. Emerytura w wieku 60 lat oznacza znacznie mniejszy stan konta pod koniec aktywności zawodowej, a trzeba pamiętać, że zwiększenie wartości kont ze względu na procent składany jest największe w ostatnich latach przed emeryturą. Waloryzacja konta pod koniec aktywności zawodowej ma duże znaczenie dla kapitału emerytalnego. Co więcej, przechodząc na emeryturę w wieku 60 lat, pobiera się ją około pięciu lat dłużej - podsumowuje.
Jeśli zdaniem ekonomistów niższy wiek emerytalny dla matek nie ma sensu, to może warto zaproponować im wyższe świadczenie?
To populistyczny postulat. Ile nas to będzie kosztować? Jakie znaleźć źródła finansowania? Jeśli z podatków, to jestem przeciwny. Natomiast jeśli z większych składek lub oszczędzania, to proszę bardzo. Wtedy jestem na "tak" - odpowiada prof. Auleytner.
I dodaje: - Europa wydłuża wiek emerytalny, nawet powyżej 70 lat. To normalna tendencja, żeby pracować tak długo, jak można. Mamy duży kapitał społeczny emerytów, np. nauczycieli i prawników, ale go nie wykorzystujemy - podsumowuje pomysłodawca 500 plus.
Polska pozostaje jedynym państwem UE z trwałą, pięcioletnią różnicą w wieku emerytalnym dla kobiet i mężczyzn. Większość państw stosuje równy wiek 65–67 lat albo system zależny od rocznika i stażu. Najdalej poszła Dania, gdzie od 2040 r. będzie można przejść na emeryturę w wieku 70 lat.