Tak Chiny rosną dzięki porażkom USA. "Nie przeszkadzaj wrogowi, gdy popełnia błąd"

- Donald Trump ma teraz znacznie słabsze karty w relacjach z Pekinem. Ale odrzucam skrajną interpretację, że Chiny wyłącznie zyskują na wojnie w Iranie. W długim terminie ten konflikt uderzy także w nich - mówi w wywiadzie dla money.pl dr Jakub Jakóbowski, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.

Szczyt Xi-Trump bez przełomu?Szczyt Xi-Trump bez przełomu?
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Getty Images | Kevin Frayer, ZipZapic.com | ZipZapic.com, peterschreiber.media
Tomasz Setta
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy
  • Dotychczasowa polityka USA wobec Chin "nie wypaliła". To wyznacza teraz ton nadchodzących rozmów pomiędzy Donaldem Trumpem i Xi Jinpingiem - mówi Jakub Jakóbowski.
  • Wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich ocenia też, że wojna w Iranie z pewnością służy Rosji. - W przypadku Chin sprawa jest bardziej złożona, choć Pekin do obecnej sytuacji jest przygotowany najlepiej ze wszystkich państw.
  • Ekspert tłumaczy, jak na relacje Europy i Chin może wpłynąć wyborcze zwycięstwo węgierskiej opozycji. - Węgry pełniły w Europie absolutnie unikatową rolę dla Chin - podkreśla analityk OSW.

Tomasz Setta, dziennikarz money.pl: Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to za niecały miesiąc - w połowie maja - Donald Trump pojawi się z wizytą w Chinach. Kto w trakcie tych rozmów będzie miał mocniejsze karty?

Dr Jakub Jakóbowski, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich: Na razie Trump ma znacznie słabsze karty, niż myślał. Nie chcę tutaj snuć spiskowej teorii dziejów, ale wydaje mi się, że Trump chciał szybko "domknąć" sprawę irańską i to miało wzmocnić jego pozycję przed rozmowami z Pekinem…

…ale nic takiego się nie wydarzyło.

Widzimy, jak jest. Mamy drastyczne skomplikowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie, z brakiem jasnego wyjścia. Natomiast myślę, że Trump będzie chciał do połowy maja jakoś ustabilizować tę sytuację.

Polska firma numerem jeden w Europie. Tak radzi sobie z konkurencją z Chin

Siłą rzeczy kontekstem tej wizyty jest to, że podejście Trumpa do Chin w trakcie jego drugiej kadencji nie wypaliło. Rok temu mieliśmy "Dzień Wyzwolenia". Trump podwyższał coraz bardziej cła na Chińczyków, próbował sobie zbudować pozycję siły. Chińczycy uznali, że to o parę kroków za daleko, zaczęli się z nim licytować i Trump się wycofał, zgodnie z hasłem "Trump Always Chickens Out" (TACO - Trump zawsze tchórzy - przyp. red.).

Moim zdaniem to wyznacza teraz ton tego spotkania. Trump trochę zgrał karty, które zbierał na Chińczyków, i rozmienił się na drobne. Uwikłał się też w bliskowschodnią awanturę i to mu nie pomaga. Z drugiej strony mamy Chińczyków, którzy czują się coraz pewniej w relacji ze Stanami.

Ich wniosek z wydarzeń z ubiegłego roku jest taki, że sprawa Ameryki nie jest "załatwiona", ten strukturalny konflikt będzie trwał i Ameryka nadal jest niebezpieczna. Ale w trakcie historii z cłami czy restrykcjami dotyczącymi chińskich metali ziem rzadkich wyrysowali Trumpowi linię na piasku, przez którą on nie może przejść. I to im dało bardzo dużo pewności siebie.

Chiny rosną w siłę, bo Stany Zjednoczone w ostatnim czasie słabną, czy to jest zbyt proste postawienie sprawy?

Moim zdaniem pozycja Chin wzmacnia się przez to, że największe aktywo, jakie mieli dotąd Amerykanie - czyli ich globalny system sojuszy - jest bardzo poważnie podminowane. Być może chodziło mu o to, żeby szybko spacyfikować swoich sojuszników, mieć dużo kart w ręce - trzymając się tej metafory - i wtedy podejść do Chińczyków. Jednak rzeczywistość okazała się dużo bardziej złożona.

To będzie mocna teza, ale ją postawię: ostatni rok pokazał, że Stany Zjednoczone są za małe, żeby rozwiązać chiński problem w pojedynkę. Nie tyle chodzi mi o potencjalną wojnę na Pacyfiku, bo to nieco inna sprawa. Ale jeśli Trump chce zmusić do czegoś Chińczyków, to USA "jeden na jeden", bez sojuszników, nie są w stanie tego zrobić.

Uważam, że Amerykanie i Chińczycy są teraz w pewnym śmiertelnym uścisku, z którego trudno im się wyrwać. I to spotkanie, od którego zaczęliśmy, będzie w tym kontekście bardzo ciekawe. Po stronie chińskiej sprawa jest jasna: utrzymać sytuację, która jest. Natomiast po stronie Trumpa mamy ewidentnie znak zapytania.

"The Economist" miał niedawno okładkę, na której chiński przywódca Xi Jinping bezczynnie spogląda z oddali na Donalda Trumpa…

Jest taki cytat z Napoleona - nie wiem, czy apokryficzny - który bardzo często krąży również w Chinach: nigdy nie przeszkadzaj wrogowi, gdy popełnia błąd. Nie wytrącaj go z trajektorii działania, która jest dla niego niszcząca. To przewrotna myśl, ale zgadzam się z nią.

Ten dotychczasowy układ sojuszy nie działał tak, jak Ameryka chciała. Tyle że metody, które podjęła, żeby to zmienić, nie przyniosły rezultatu. My tak naprawdę nie wiemy, o co Amerykanom chodzi. Tej jasności nie ma, szczególnie w kwestiach chińskich. To wszystko sprawia, że bardzo trudno jest zbudować jeden, wspólny front.

Paul Krugman - amerykański ekonomista, noblista - przestrzegał niedawno, że Chiny mocno zyskują na wojnie w Iranie z jeszcze jednego powodu: Pekin ma duży potencjał technologiczny w zakresie odnawialnych źródeł energii. To jest dla nas jakiś poważny problem?

Kryzysy naftowe z lat 70. wsparły japoński fenomen motoryzacyjny i oszczędne samochody, więc mamy tutaj pewne naturalne skojarzenie. Odnawialne źródła energii dają nam w pewnym sensie niezależność energetyczną, chociaż nie jest to takie proste, bo jedna zależność zamienia się w drugą, jeśli komponenty i serwis importujemy z Chin. Co istotne, tworzymy też wtedy pewną zależność cyfrową.

OZE importowane z tego kierunku generują ogromne ilości danych, które są następnie wysyłane z powrotem do Chin. W przypadku ropy naftowej nie mamy takich zależności - możemy ją kupić i tyle. Rozumiem, że szersze pytanie brzmi: kto na tym zyska? Wydaje mi się, że w tym wymiarze to mogą być Chiny.

Wciąż nie wiemy, jak długo potrwa wojna na Bliskim Wschodzie. Pekin jest gotowy na przedłużające się zakłócenia w globalnej gospodarce?

W krótkim i w średnim okresie Chiny są przygotowane do tego najlepiej ze wszystkich krajów. Mają bardzo duże, strategiczne rezerwy ropy naftowej, budowane sukcesywnie i bardzo konsekwentnie przez ostatnie lata. Skupowały zdyskontowaną ropę irańską i rosyjską, która trafiła do naprawdę ogromnych magazynów strategicznych. To pozwala im ograniczać zmienność na rynkach energetycznych.

Chociaż umówmy się, że w Chinach jest to bardzo silnie regulowany rynek. I tak jak w wolnorynkowych państwach na Zachodzie taki kryzys musi się w pełni przełożyć na ceny przy dystrybutorach, tak w Chinach ceny są regulowane, a władze dopuszczają dla paliw tylko pewien "tunel cenowy".

Czy Pekin jest przygotowany długofalowo na to, że cała Zatoka Perska będzie wyłączona z globalnych rynków energii? Pewnie nie, bo Chiny są największym importerem węglowodorów na świecie, z czego 40 proc. sprowadzają właśnie z krajów Zatoki. Pamiętajmy też, że jeśli wojna będzie się przedłużać, to mogą się pojawić inne efekty tzw. drugiej rundy.

To znaczy, że gdyby świat pogrążył się w recesji, to chińska machina eksportowa też nie mogłaby działać na takich obrotach, na jakich działa teraz. Podsumowując: w krótkim i średnim okresie Chińczycy są relatywnie izolowani, ale jeśli skutki wojny zaczną się rozlewać dużo bardziej po świecie, wtedy oni też nie unikną tych konsekwencji.

Posłużyłem się wcześniej sformułowaniem "Chiny rosną w siłę", ale może to coś w rodzaju samospełniającej się przepowiedni?

Odrzucam skrajne interpretacje ostatnich wydarzeń, to znaczy, że Chiny albo całkowicie wygrywają, albo całkowicie przegrywają na wojnie z Iranem. Moim zdaniem dla Rosji kalkulacja strategiczna i gospodarcza jest zdecydowanie in plus - USA są skupione na innej części świata, a ceny ropy są wysokie. Ale w przypadku Chin obraz jest dużo bardziej złożony.

Kalkulacja strategiczna wokół konfliktu w Zatoce jest generalnie in plus, bo Trump ma słabsze karty, od czego zaczęliśmy rozmowę. Ale czy ta ekonomiczna też? Z jednej strony mówimy o gospodarce, która jest dla nas niebezpieczna, bo eksportuje na potęgę i wyniszcza przemysł państw rozwiniętych. Z drugiej strony to gospodarka pełna paradoksów: spowalniająca, z dużymi problemami wewnętrznymi, z bardzo słabą konsumpcją, a stabilność gospodarcza jest najważniejsza dla Komunistycznej Partii Chin. Gdyby ten obecny kryzys miał się rozszerzać i pogłębiać, to ten obrazek dla Chin wcale nie byłby taki pozytywny. Nie byłby też pozytywny ani dla Stanów Zjednoczonych, ani dla Europy.

Pomówmy jeszcze o Węgrzech. Po wygranej tamtejszej opozycji napisał Pan w mediach społecznościowych, że Chiny tracą właśnie "główny przyczółek" w naszej części świata.

Węgry pełniły w Europie absolutnie unikatową rolę dla Chin. Budapeszt orientował się na Pekin na wszystkich poziomach: strategicznym, ideologicznym, politycznym i ekonomicznym. Z kolei Chińczykom wydawało się, że Orbán okopał się na Węgrzech tak mocno, że czeka ich pewna stabilność w tych relacjach.

W wymiarze gospodarczym Węgry stały się głównym przyczółkiem dla nowego typu chińskich inwestycji: greenfieldowych (budowanych całkowicie od zera, co daje inwestorowi pełną kontrolę nad takim zakładem - przyp. red.), dużych i zaawansowanych technologicznie, od samochodów elektrycznych po baterie - choć głównie o charakterze megamontowni. I dotąd Węgry pełniły rolę miejsca, do którego Chiny mogą się zawsze udać, dostając mnóstwo przywilejów i zwolnień podatkowych.

Pytanie, czy rzeczywiście jesteśmy świadkami jakiejś zmiany?

To prawda, wszystko zależy od tego, jak te relacje poukłada Péter Magyar (przyszły, węgierski premier - przyp. red.). Mimo wszystko uważam, że pewna epoka się kończy. Chińczycy liczyli na to, że Węgry i Orbán zawsze będą ich bezwzględnie wspierać. Teraz mogą się zmienić dwie rzeczy: po pierwsze, znikną pewne "otwarte drzwi" dla chińskich polityków, administracji, biznesu i bezwarunkowe wsparcie dla Chin.

Druga sprawa to modele inwestorskie, które rozwijał Orbán. On de facto rozmontował tamtejsze prawo środowiskowe, żeby przyciągać chińskie czy koreańskie inwestycje w sektorze produkcji baterii. To poruszyło bardzo wiele lokalnych społeczności, do czego Magyar odwoływał się wprost w kampanii wyborczej i obiecywał im zmianę, mobilizował te społeczności. Na Węgrzech padają też pytania o to, ile realnej wartości dodanej jest z chińskich megamontowni, bo często lokalny biznes nie jest włączany w łańcuch dostaw, a siła robocza jest importowana.

Wydaje się, że dla przyszłego węgierskiego premiera temat Chin będzie ważny i znajdzie się, powiedzmy, w jego top 5. Ale nie będzie jego priorytetem - tym będzie stabilizacja relacji z Unią Europejską, odblokowanie unijnych środków i walka z tym ogromnym bólem głowy, z którym zostawia go Orbán, czyli z zależnością polityczną i energetyczną od Rosji.

Co to wszystko oznacza dla Polski i naszych relacji z Chinami?

Jeśli ta współpraca węgiersko-chińska rzeczywiście stanie się trudniejsza, a Magyar będzie stawiał Pekinowi warunki, to będzie to korzystne dla nas. W Polsce trwa dyskusja, jak i czy w ogóle układać się z Chińczykami. Moim zdaniem, jeśli mamy tę współpracę nawiązywać, to musi się to odbywać pod pewnymi warunkami.

Udostępnianie komuś pola pod budowę zakładu, gdzie samochody będą montowane bez naszego udziału w łańcuchach dostaw i bez polskich dostawców, to nie jest rodzaj relacji, który przysłuży się polskiej gospodarce. My potrzebujemy awansu polskich firm w łańcuchach dostaw, budowania skali, możliwości wytwarzania wiedzy i transferów technologii. Gdyby doszło teraz na Węgrzech do korekty kursu w relacjach z Chinami, to byłoby nam z pewnością łatwiej prowadzić takie rozmowy z Pekinem, bo argument "to my pójdziemy na Węgry" nie będzie już tak mocny.

Rozmawiał Tomasz Setta, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie
Trump liczy, że gospodarka Iranu upadnie. "Bo chcę wygrać"
Trump liczy, że gospodarka Iranu upadnie. "Bo chcę wygrać"
Kanadyjczycy chcą otworzyć w Polsce kopalnię. Wybrali lokalizację
Kanadyjczycy chcą otworzyć w Polsce kopalnię. Wybrali lokalizację
UE ostrzega USA. Możliwe działania odwetowe
UE ostrzega USA. Możliwe działania odwetowe
Śledztwo ws. Zondacrypto. Żurek: dwa wątki budzą mój niepokój
Śledztwo ws. Zondacrypto. Żurek: dwa wątki budzą mój niepokój
PPL i CPK na liście kluczowych spółek dla gospodarki. Rząd szykuje zmiany w wykazie
PPL i CPK na liście kluczowych spółek dla gospodarki. Rząd szykuje zmiany w wykazie
Niespodziewany ruch Iraku w sprawie ceny ropy
Niespodziewany ruch Iraku w sprawie ceny ropy
Ruch ograniczony. Oto co się dzieje w cieśninie Ormuz
Ruch ograniczony. Oto co się dzieje w cieśninie Ormuz
Zwolnienia grupowe u wydawcy Onetu, "Faktu" i "Newsweeka". Trwają rozmowy ze związkowcami
Zwolnienia grupowe u wydawcy Onetu, "Faktu" i "Newsweeka". Trwają rozmowy ze związkowcami
Koniec RegioJet w Polsce. Media: Zwolnieni mieli nie dostać odpraw
Koniec RegioJet w Polsce. Media: Zwolnieni mieli nie dostać odpraw
Rachunki za prąd mają być prostsze. Rząd przyjął projekt
Rachunki za prąd mają być prostsze. Rząd przyjął projekt
Rheinmetall wyprzedza USA. Europa zbroi się na potęgę
Rheinmetall wyprzedza USA. Europa zbroi się na potęgę
Chińczycy ostrzą sobie zęby na fabryki Stellantisa w Europie. Rozmowy trwają
Chińczycy ostrzą sobie zęby na fabryki Stellantisa w Europie. Rozmowy trwają