Państwowy dług publiczny (PDP) jest coraz bliżej przekroczenia ustawowego progu 55 proc. PKB. W opinii wydanej w połowie września Rada Fiskalna oceniła, że ryzyko wystąpienia takiego scenariusza w przyszłym roku jest bardzo wysokie. Naruszenie limitu nałoży na rządzących bardzo poważne ograniczenia w planowaniu kolejnego budżetu. Tak wynika wprost z treści przepisów ustawy o finansach publicznych.
– Jeśli do tego dojdzie, konieczne będą bolesne decyzje, w tym ograniczenie dynamiki wzrostu płac w sektorze publicznym – mówił niedawno w wywiadzie dla money.pl wiceprzewodniczący Rady Fiskalnej, prof. Andrzej Torój.
– Trzeba będzie również ograniczyć tempo waloryzacji emerytur i rent. Przekroczenie wspomnianego progu odbije się też na niektórych samorządach – dodawał.
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
W razie naruszenia limitu przepisy automatycznie zamrażają pensje w sektorze budżetowym. W praktyce chodzi o ponad pół miliona etatów: od członków korpusu służby cywilnej, przez zawodowych żołnierzy, policjantów, pracowników administracji rządowej po nauczycieli czy prokuratorów.
Po przekroczeniu progu przez dług ich płace pozostaną bez zmian, mimo rosnących cen. Dla porównania, w przyszłym roku pensje w budżetówce wzrosną o 3 proc. Tyle samo ma wynieść inflacja w 2027 r.
Emerytury i renty będą rosły wolniej
Ustawa opisuje też dokładnie mechanizm ograniczania podwyżek rent i emerytur. Po przekroczeniu limitu świadczenia te będą mogły zostać zwaloryzowane tylko o poziom inflacji. Co ważne, rząd będzie wówczas brał pod uwagę aktualny, a nie prognozowany wskaźnik tempa wzrostu cen na kolejny rok.
Przykład: przyszłoroczna waloryzacja emerytur i rent szacowana jest na ok. 3,5 proc. W reżimie wysokiego długu publicznego rząd musiałby ograniczyć tę podwyżkę do maksymalnie 3 proc. (co oznacza, że waloryzacja mogłaby też być niższa). W liczbach bezwzględnych ubytek w dochodach emerytów i rencistów może być niewielki, ale przy wypłacaniu minimalnych świadczeń znaczenie będzie mieć każda złotówka.
Ograniczenia będą też rzutować na przyszłe waloryzacje. W następnych latach każda kolejna podwyżka rent i emerytur będzie obliczana od mniejszej podstawy.
Podwyżka podatków lub cięcie wydatków
Ustawa o finansach publicznych wprost wymaga też od rządzących przygotowania na kolejny rok takiego budżetu, w którym albo nie będzie deficytu fiskalnego, albo różnica pomiędzy wydatkami a dochodami będzie znacznie ograniczona.
– Wejście w kryzys zadłużenia z powodu nadmiernego długu publicznego grozi koniecznością zrównoważenia budżetu. Oznacza to wymóg znalezienia około 300 miliardów złotych, które w ostatnich latach pożyczamy w postaci nowego długu – tłumaczy w rozmowie z money.pl Tomasz Prusek, prezes Fundacji Przyjazny Kraj, która prowadzi badania i dostarcza analiz ekonomicznych.
Jak dodaje, wyjścia z tej sytuacji są tylko dwa. – Tymi rozwiązaniami są podwyżka podatków, co w obecnej sytuacji politycznej będzie bardzo trudne do przeprowadzenia, albo obcięcie wydatków, głównie socjalnych – komentuje nasz rozmówca.
To właśnie wydatki socjalne są finansowane w praktyce "na kredyt". Dwie pozycje w budżecie państwa, czyli program Rodzina 800 plus oraz tzw. trzynastki i czternastki, każdego roku kosztują nas łącznie ok. 100 miliardów złotych. Pokazuje to, że mamy przestrzeń do wprowadzenia oszczędności. Osobną sprawą pozostaje to, czy będzie wola polityczna, by ten proces przeprowadzić
Problem dla kolejnego rządu
Do naruszenia ustawowego limitu długu może dojść już w przyszłym roku, ale to nie oznacza, że w 2027 r. zobaczymy jego finansowe skutki. Ludwik Kotecki z Rady Polityki Pieniężnej wyjaśnia to w rozmowie z money.pl.
– Naruszenie tej granicy w przyszłym roku, jeśli rzeczywiście nastąpi, będziemy mogli odnotować w komunikacie GUS dopiero wiosną 2028 r. (kiedy Główny Urząd Statystyczny obliczy wartość PKB w 2027 r. – przyp. red.). Oznacza to, że bardzo istotnym ograniczeniom przy planowaniu budżetu państwa na 2029 r. będzie już podlegać kolejny rząd – tłumaczy ekonomista, członek RPP.
Rozciągnięcie całego procesu w czasie daje politykom szansę na reakcję. Tomasz Prusek nie wyklucza, że politycy zdecydują się na zmiany w ustawie o finansach publicznych. Można sobie wyobrazić zawieszenie wspomnianych rygorystycznych przepisów albo podwyższenie progu z obecnych 55 proc., który nie jest przecież nigdzie "wyryty w kamieniu".
Takie zmiany można przeprowadzić, ale tylko do momentu, w którym rząd i klasa polityczna mają wpływ na przebieg zdarzeń. Pełna kontrola nad całym procesem jest tutaj kluczowa. Jeśli przekroczenie progu zostanie potwierdzone w 2028 r., to stracimy tę kontrolę, a działania sanacyjne lub ratunkowe będą wtedy podejmowane pod presją inwestorów zagranicznych, którzy będą sprzedawać polskie obligacje i polskiego złotego
Podkreśla, że takie zmiany będą wymagać ponadpartyjnego porozumienia. – Pamiętajmy, że kryzys fiskalny o niewyobrażalnych skutkach będzie obciążeniem dla całej obecnej klasy politycznej. Konsekwencją takiego kryzysu może być wyniesienie do władzy zupełnie nowych ugrupowań i liderów – przestrzega.
Kryzys fiskalny w praktyce, nie w teorii
Można odnieść wrażenie, że alarmistyczne komentarze części ekonomistów nie robią specjalnego wrażenia na Ministerstwie Finansów.
W odpowiedzi na wspomnianą wcześniej opinię Rady Fiskalnej resort wydał komunikat, w którym czytamy, że "Rada potwierdza brak przekroczenia przez państwowy dług publiczny progu 60 proc. PKB" w przyszłym roku i – jak twierdzi ministerstwo – tylko w takim zakresie Rada może badać projekt ustawy budżetowej.
– W debacie publicznej temat szybko rosnącego zadłużenia był lekceważony tak długo, jak od przekroczenia progów ostrożnościowych dzielił nas stosunkowo duży margines – komentuje Tomasz Prusek. Jego zdaniem to już przeszłość.
– Obawiam się, że doszliśmy dziś do ściany i nie mamy już takich rezerw. To wszystko powoduje, że dla nowego rządu, który wyłonimy w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, kryzys finansów publicznych nie będzie zagadnieniem czysto teoretycznym – podsumowuje prezes Fundacji Przyjazny Kraj.