Budżetówka krytykuje premiera. "Skandaliczna oferta" podwyżek

Rząd chce podnieść w przyszłym roku pensje pracowników budżetówki o trzy procent. To wielokrotnie mniej, niż domagają się związki zawodowe. - Silnego państwa nie buduje się na taniej sile roboczej - komentują w rozmowie z money.pl przedstawiciele nauczycieli, policjantów i urzędników.

Są rozczarowani propozycją podwyżek. "Tusk powtarza błędy poprzedników"Są rozczarowani propozycją podwyżek. "Tusk powtarza błędy poprzedników"
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, PAP | DarSzach mmikolajewicz Paweł Supernak, ZipZapic.com
Tomasz Setta

Pod koniec maja trzy największe centrale związkowe uzgodniły wspólny postulat dotyczący podwyżek w budżetówce w 2027 roku. W piśmie do ministra finansów Andrzeja Domańskiego domagały się wzrostu wynagrodzeń o nie mniej niż 15 proc. w skali roku. Pod listem podpisały się NSZZ "Solidarność", Forum Związków Zawodowych i Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych.

We wtorek rząd zaproponował, by skala podwyżek dla pracowników sfery budżetowej wynosiła w przyszłym 3 proc. - Chcielibyśmy, by to było więcej. Pilnujemy, żeby inflacja nie zjadała tych podwyżek - mówił dziennikarzom premier Donald Tusk. Szef rządu przypomniał również o dużych, jednorazowych podwyżkach z 2024 r. dla nauczycieli (o 30 procent) i pozostałych pracowników sektora publicznego (o 20 procent).

Średnia krajowa to 9500 złotych? Skąd GUS bierze takie dane

Te podwyżki, które zaproponowaliśmy, były bardzo masywne, ale sam wiem, że nauczyciele powinni zarabiać więcej. Wiem, że to, co proponujemy teraz, nie wystarczy. Ale jak tylko pojawi się taka możliwość, nauczyciele będą tą grupą, o której będę pamiętał - zapewniał premier.

Nauczyciele chcą systemowych podwyżek

Zapowiedzi Donalda Tuska rozmijają się z oczekiwaniami związków zawodowych, a jego argumenty - jak słyszymy - nie przekonują. - Zaproponowana podwyżka oznacza, że wynagrodzenia zasadnicze nauczycieli w 2027 r. wzrosną o 159-191 zł brutto - mówi money.pl Magdalena Kaszulanis ze Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Po tej waloryzacji pensja nauczyciela początkującego będzie wyższa jedynie o 450 zł od płacy minimalnej, a przypomnę, że politycy obiecali powiązanie nauczycielskich płac z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce - wyjaśnia przedstawicielka ZNP.

Kaszulanis przypomina, że w Sejmie na rozpatrzenie czeka obywatelski projekt ustawy, która powiązałaby pensje nauczycieli z poziomem przeciętnej płacy w gospodarce, przygotowany przez ZNP.

Jak dodaje, związek wysłał w tej sprawie zaproszenie do rządzących na początek lipca. - Chcemy rozmawiać o obietnicach, które publicznie - a nawet na piśmie - złożyli nauczycielom. A były one jednoznaczne: powiążemy zarobki nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem - mówi nam rzeczniczka Związku Nauczycieli Polskich.

"Skandaliczna oferta, rząd powtarza błędy"

Rządową propozycją podwyżek są rozczarowani także pracownicy sądów i prokuratur. - Oferta jest skandaliczna. W praktyce oznacza dalsze mrożenie wynagrodzeń pracowników, dzięki którym nasze państwo funkcjonuje - ocenia w rozmowie z money.pl Urszula Łobodzińska, wiceprzewodnicząca związku zawodowego pracowników sądów KNSZZ "Ad Rem".

20 proc. podwyżki w 2024 r. nie pokryło spadku wartości naszych wynagrodzeń w związku gigantyczną inflacją spowodowaną pandemią i wybuchem wojny w Ukrainie. Nie wyrównało również strat spowodowanych mrożeniem płac budżetówki przez 8 lat w czasie poprzednich rządów PO-PSL (w latach 2007-2015 - przyp. red.) - argumentuje wiceszefowa związku "Ad Rem".

- Żyjemy w niespokojnych czasach i jak nigdy potrzebujemy silnego państwa, które będzie umiało odpowiednio zareagować na wyzwania współczesności. Silnego państwa nie buduje się na taniej sile roboczej. Wydaje się, że rząd Tuska powtarza błędy swoich poprzednich kadencji - dodaje Urszula Łobodzińska.

"Słowa premiera będą pustym frazesem"

Na argumenty związane z bezpieczeństwem kraju powołują się też związki zawodowe w służbach. - Jednym z priorytetów państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa, nikt tego nie kwestionuje. Ale żeby realizacja tego priorytetu była możliwa, trzeba w pierwszej kolejności zadbać o interes funkcjonariuszy - mówi nam Sławomir Koniuszy z zarządu głównego NSZZ Policjantów.

Wskazujemy na rosnące i szczególne znaczenie naszej służby, która wiąże się z ryzykiem. Wewnątrz naszej organizacji przybywa zadań, obciążenia dla funkcjonariuszy rosną, a problemy kadrowe nie zostały nadal rozwiązane, na czele z Warszawą (gdzie brakuje około 2 tys. policjantów - przyp. red.). Z drugiej strony rosną również oczekiwania po stronie obywateli. Wszystko to wytwarza pewną presję, która obliguje rządzących do tego, by pilnowali uposażeń policjantów - komentuje w rozmowie z money.pl Sławomir Koniuszy.

Podkreśla, że każda propozycja podwyżek poniżej 15 proc. będzie prowadzić do spadku realnej wartości wynagrodzeń, a co za tym idzie - ich siły nabywczej.

Dodaje przy tym, że argumenty rządu związane z sytuacją finansów publicznych nie robią na nim wrażenia. - Nie pamiętam jeszcze sytuacji, w której budżet miałby się dobrze. Te rozmowy zawsze są trudne, każdego roku. Ale to nas nie przekonuje, bo nawet jako laik jestem w stanie wskazać takie wydatki publiczne, które są albo mniej ważne, albo przeszacowane - ocenia.

- Bez zadbania o los funkcjonariuszy wszystkie słowa premiera o bezpieczeństwie będą tylko pustym frazesem - mówi.

Niespełniona wyborcza obietnica

Poprawa sytuacji finansowej pracowników sfery publicznej to jedna z obietnic obecnego rządu. W umowie koalicyjnej politycy zobowiązali się do "wspierania zawodów kluczowych dla funkcjonowania państwa i przyszłości naszych dzieci".

"Strony koalicji potwierdzają pilną potrzebę podwyżek dla nauczycieli, pracowników służby publicznej, w tym administracji, sądów i prokuratury. Niskie zarobki wypychają z zawodu ludzi zapewniających ciągłość działania naszego państwa oraz edukację dzieci i młodzieży. Powstrzymamy i odwrócimy ten proces" - czytamy w punkcie trzecim umowy podpisanej po wyborach parlamentarnych w 2023 r. przez liderów Koalicji Obywatelskiej, Polski2050, PSL i Lewicy.

Poza podwyżkami w budżetówce, rząd zdecydował też w tym tygodniu o skali wzrostu minimalnego wynagrodzenia. Rada Ministrów zaproponowała stronie społecznej, by najniższa krajowa wzrosła w przyszłym roku o 144 złote do poziomu 4950 złotych brutto (to też podwyżka o 3 proc.). Ofertą rządu zajmą się teraz organizacje pracodawców i związki zawodowe zrzeszone w Radzie Dialogu Społecznego, które mają miesiąc na wypracowanie porozumienia.

Wybrane dla Ciebie