Polska gospodarka będzie tylko hamować. "Najlepsze lata mamy już za sobą"

Spowalniająca gospodarka, wolniej rosnące płace i coraz słabsza konsumpcja. Taki scenariusz wyłania się z najnowszego raportu ekspertów Europejskiego Kongresu Finansowego. - Silniki polskiej gospodarki nie zatarły się, ale nie są już w stanie zwiększać obrotów - mówi money.pl dr Marcin Mrowiec, koordynator makroekonomiczny EKF.

 Gospodarka wciska hamulec. Ekspert mówi o "zderzeniu ze ścianą"
Źródło zdjęć: © East News, bcc.org.pl | igorwojtkowiak.com | ZipZapic.com
Tomasz Setta

Ekonomiści zaproszeni przez Europejski Kongres Finansowy jak co roku przygotowali raport poświęcony przyszłości polskiej gospodarki. Autorzy dokumentu podkreślają, że w pracach nad tegoroczną, siedemnastą edycją, wzięła udział rekordowa liczba 56 ekspertów. Jak twierdzą, najnowsza odsłona raportu to jednocześnie najszerszy dostępny konsensus gospodarczy.

Ich prognozy nie napawają optymizmem. Na pierwszy plan wysuwa się tempo rozwoju naszej gospodarki, które w kolejnych latach ma stopniowo spowalniać. Jeszcze w tym roku zmiana będzie stosunkowo niewielka: ekonomiści spodziewają się wyhamowania z ubiegłorocznych 3,6 proc. do 3,53 proc. Ale już w 2027 roku polski PKB może spowolnić do 2,99 proc., w 2028 roku do 2,85 proc., a w 2029 do 2,63 proc. I to wszystko przy założeniu, że Polska nie będzie się mierzyć z żadnym globalnym kryzysem.

Rzucili wyzwanie gigantom. Europa zazdrości nam tej firmy

Trend spadkowy widać też w innych kategoriach. Zdaniem ekspertów, w najbliższych latach czeka nas spadek tempa konsumpcji (z 3,26 proc. prognozowanych w tym roku do 2,58 proc. w 2029 roku) i coraz bardziej ograniczone wzrosty wynagrodzeń (z prognozowanych na ten rok 6,13 proc. do 5,16 proc. w 2029 roku). Sporo do życzenia pozostawiają też wydatki na inwestycje. W tym roku czeka nas boom (8,21 proc.), a później gwałtowne hamowanie do 3,28 proc. w 2029 roku.

Ekonomiści nie spodziewają natomiast kolejnej fali wysokiej inflacji - i to pomimo trwającego konfliktu na Bliskim Wschodzie. Szacują, że tempo wzrostu cen w nadchodzących latach będzie spadać i utrzymywać się w okolicach celu inflacyjnego NBP, czyli w pobliżu 2,5 proc. w skali roku. Problemem polskiej gospodarki w najbliższym czasie nie będzie również rosnące bezrobocie - tu eksperci prognozują stabilizację sytuacji na rynku pracy.

Szybkie rosnący PKB? "To się kończy"

Prace nad raportem "Makroekonomiczne wyzwania i prognozy dla Polski" koordynował dr Marcin Mrowiec. Zbiorcze dane pozyskane w ankietach od zespołów makroekonomicznych nie zaskoczyły go, poza szacunkami dotyczącymi inflacji.

- Jeśli blokada cieśniny Ormuz będzie się przedłużać, to w różnych miejscach, o których nie mamy jeszcze pojęcia, trzeba się spodziewać braku towarów, a w rezultacie rosnących cen. Impulsy proinflacyjne kumulują się już w systemie i będą się ujawniać. W tym kontekście jestem zaskoczony dosyć łagodnym podejściem do prognoz inflacyjnych - mówi money.pl dr Marcin Mrowiec.

Ekonomista zwraca też uwagę na szacunki dotyczące polskiego PKB. - Na razie nie ma tragedii. Cały czas mówimy o dodatnim wzroście gospodarczym i realnie będziemy rosnąć. Ale to, do czego się przyzwyczailiśmy przez ostatnie lata, czyli szybkie tempo wzrostu, to się kończy. Każdy kolejny rok będzie systematycznie słabszy, najlepsze mamy już za sobą. Ma to związek ze słabnącą demografią i w konsekwencji coraz mniejszą liczbą pracowników. Jeśli pracujących będzie ubywać, a poziom inwestycji pozostanie niezadowalający, to będzie ograniczać nasz potencjał i tempo wzrostu - komentuje dr Mrowiec.

Czy to wszystko oznacza, że silniki polskiej gospodarki zatarły się? - Nie do końca. One weszły już na bardzo wysokie obroty i nie są w stanie szybciej pracować. Nie ma jednej recepty, jak to zmienić. W naszym raporcie w części dotyczącej rekomendacji ekonomiści zwracają uwagę na kwestię inwestycji i innowacji. Jako kraj musimy postawić na to, żeby nasze firmy nie pełniły roli poddostawców w ramach międzynarodowych grup. Musimy wytwarzać nowe produkty, nowe usługi, które będą generować wysoką marżę i ta marża zostanie u nas - tłumaczy ekspert.

Jak dodaje, z punktu widzenia przeciętnego gospodarstwa domowego najnowsze prognozy nie zwiastują pogorszenia ich indywidualnej sytuacji. - W średnim ujęciu nadal będzie nam lepiej i będziemy mieli więcej możliwości. Natomiast z roku na rok te przyrosty będą coraz mniejsze. Nie mówimy więc o żadnym załamaniu. Możemy przyjąć, że sytuacja będzie się poprawiać, ale subiektywnie możemy mieć wrażenie, że utknęliśmy w miejscu - mówi dr Mrowiec.

Finanse publiczne kontra kampania wyborcza

W raporcie ekonomiści przyjrzeli się też ryzykom, które mogą zagrozić polskiej koniunkturze, naszemu systemowi finansowemu i wiarygodności waluty. W każdym z tych obszarów powtarzającym się niebezpieczeństwem są - obok ryzyka geopolitycznego - niestabilne finanse publiczne.

- Na sytuację geopolityczną mamy ograniczony wpływ, ale finanse publiczne są już całkowicie pod naszą kontrolą. Potrzebujemy ich konsolidacji - czyli jednoczesnej podwyżki podatków i redukcji wydatków - chociaż najlepszy czas na takie działania już dawno minął. Takie zmiany bolą najmniej, kiedy gospodarka może liczyć na silny wzrost. Wtedy "zabieramy" trochę popytu, ale nie odczuwamy tego, bo mamy inne czynniki, które nas popychają w górę. Znaczącą część konsolidacji należało przeprowadzić w tym roku, ale tak się nie stało - stwierdza nasz rozmówca.

Dr Marcin Mrowiec przyznaje, że przeprowadzeniu niezbędnych reform w finansach publicznych nie sprzyja z pewnością nadchodząca kampania wyborcza. - Nasza trajektoria zadłużania jest nie do utrzymania w dłuższym czasie i jeśli sami czegoś z tym nie zrobimy, rynki finansowe wymuszą to na nas. Wtedy w krótkim czasie trzeba będzie podejmować bardzo bolesne decyzje. Mam nadzieję, że pojawi się w Polsce lider, który powie to ludziom wprost i unikniemy zderzenia ze ścianą - mówi koordynator makroekonomiczny Europejskiego Kongresu Finansowego.

Wybrane dla Ciebie