Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Kilka dni temu niemiecko-polska Izba Przemysłowo-Handlowa AHK Polska postawiła w swoim podcaście bardzo dobre pytanie: "Polens Wirtschaftswunder: Wann geht dem Boom die Luft aus?", czyli: kiedy polskiemu gospodarczemu boomowi zacznie brakować powietrza? Pytanie padło jeszcze przed obniżką ratingu Polski przez Moody’s.
Kiedy Moody’s podnosiła Polsce rating do A2 w 2002 r., w radiu królowała "Baśka" Wilków. Polska nie była jeszcze członkiem Unii, premierem był Leszek Miller. A jednak przez kolejne 24 lata, mimo globalnego kryzysu finansowego, kryzysu zadłużeniowego w strefie euro, pandemii i wojny za wschodnią granicą, Polska utrzymywała ten sam rating Moody’s. Dług nam przyrastał, potem spadał, a teraz tylko rośnie.
Jeszcze nawet kilka dni temu sam zakładałem, że jeśli agencje ratingowe wykonają ruch, to raczej dopiero wiosną – dużo się w ciągu ostatnich miesięcy nie zmieniło, choć nastrój fiskalny i geopolityczny stężał. Na początku roku można było bowiem jeszcze zakładać, że deficyt uda się utrzymać w okolicach 6,5–6,9 proc. PKB. Dzisiaj coraz wyraźniej widać siódemkę z przodu w kolejnych latach.
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
Rating to spojrzenie w przyszłość
W dyskusji o ratingach i sentymencie inwestorów często zapominamy o jednej rzeczy, na którą zwraca uwagę Mateusz Urban z Oxford Economics: ratingi są przede wszystkim spojrzeniem w przyszłość. Agencje nie pytają wyłącznie, jak wygląda Polska dzisiaj. Pytają, jak będzie wyglądała za kilka lat.
A dzisiaj Polska wygląda jeszcze całkiem dobrze. Gospodarka rośnie. Rynek pracy pozostaje mocny. Wzrost PKB w tym roku może być bliski 3,7 proc. A spowolnienie jest przecież najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Po okresie wzrostu w okolicach 3,5–4 proc. trudno zakładać, że Polska będzie przez kolejne lata rozwijała się w takim tempie. W kolejnych latach możemy zejść w okolice 2,8 proc. PKB, a nawet niżej. Jednocześnie wykorzystanie mocy produkcyjnych jest wysokie, a potrzeby wydatkowe państwa rosną.
Polityka pieniężna również nie może już pełnić funkcji wygodnego amortyzatora dla luźnej polityki fiskalnej. Jeśli presja fiskalna utrzymuje się długo, bank centralny ma mniej przestrzeni do obniżania stóp. Wyższy koszt pieniądza oznacza z kolei wyższy koszt finansowania gospodarki i państwa.
Rynek już zresztą pokazuje, że premia za ryzyko dla Polski nie jest abstrakcyjnym pojęciem. Rentowność polskich dziesięcioletnich obligacji jest, po ostatniej bliskowschodniej eskalacji, w okolicach 6,3–6,5 proc. (przy stopach 3,75 proc.). To około 250 pkt bazowych więcej niż niemieckiego Bundu i około 100 pkt bazowych więcej niż czeskich dziesięciolatek. Warszawie bliżej pod tym względem do Bukaresztu z kosztem o 100 pb. wyższym od nas niż do Berlina.
Polska 20. gospodarką świata? "To już nie prawda"
W zeszłym roku z hukiem donoszono, że Polska jest 20 gospodarką świata. To na dodatek drugi raz (bo ostatnio byliśmy też w 2007 r.). Ale to już nieprawda. Różnice nie są duże, ale w perspektywie kolejnych pięciu lat mamy nadal pozostać na miejscu 21. na świecie.
Jeżeli przy wzroście rzędu 3,7 proc. mamy deficyt fiskalny około 7 proc. PKB, to trudno oczekiwać, że problem sam zniknie, kiedy wzrost spowolni do 2,8 proc. i dalej gdy społeczeństwo się zestarzeje jeszcze bardziej. A przecież właśnie wtedy presja na budżet może być większa.
Do tego dochodzą polskie reguły fiskalne. Jeśli w kolejnych latach będziemy musieli je obchodzić jak limit 60 proc. PKB w Konstytucji, przesuwać albo faktycznie wyłączać jak 55 proc. z ustawy o finansach publicznych, problemem stanie się nie tylko poziom długu, ale także wiarygodność instytucji. Rynki finansowe potrafią zaakceptować wysoki dług. Znacznie gorzej reagują na przekonanie, że krajem nie rządzi odpowiedzialna elita.
Moody's widzi konflikt między Tuskiem i Nawrockim
Moody’s zwraca uwagę również na ograniczoną możliwość prowadzenia skutecznej polityki fiskalnej. Nie ma porozumienia między rządem a prezydentem co do kierunku reform wewnętrznych. Jeżeli nie podnosimy podatków, to musimy dokonać rewizji części wydatków może nawet urealnienia niektórych wydatków wojskowych.
Wyobraźmy sobie, że dzisiaj nie w stolicy Arabii Saudyjskiej, lecz w Warszawie wybuchają zbiorniki paliwa na lotnisku. Liczba nieprzyjaznych działań Rosji wobec państw wspierających Ukrainę rośnie. Gorszy bilans fiskalny i słabsza percepcja Polski na rynkach finansowych działają także na naszą niekorzyść w przypadku materializacji ryzyka rosyjskich ataków poniżej progu wojny.
Wreszcie, słaba sytuacja fiskalna to nie jest wyłącznie polski problem. Francja, Włochy i kilka innych europejskich gospodarek również wchodzą w okres rosnącej presji fiskalnej. Tym krajom też agencje obcinają ratingi sygnalizując narastanie problemów w całej Europie.
Ale Polska jest krajem, który przez ostatnie lata przyzwyczaił się do bardzo szybkiego wzrostu i coraz większych możliwości wydatkowych. A może nam grozić poznanie słowa, którego nie znała Izabela Łęcka z Lalki: "oszczędzanie".
Nie ma jeszcze mowy o pęknięciu balonika. Ale powietrza rzeczywiście zaczyna w nim ubywać.