Na początku tego tygodnia Reuters poinformował, że Arabia Saudyjska poinformowała europejskich klientów, że część dostaw ropy naftowej zaplanowanych na koniec września została anulowana. W piątek z kolei Bloomberg przekazał, że saudyjski koncern naftowy Saudi Aramco poinformował odbiorców w Europie, że planowane na październik dostawy ropy naftowej zostaną odwołane. Decyzja ma dotyczyć wszystkich europejskich klientów saudyjskiej firmy. Jednym z takich klientów jest polski Orlen.
Orlen w piątek zapewnił, że "dostawy ropy do Polski oraz pozostałych rafinerii Grupy Orlen są realizowane na bieżąco i w pełni pokrywają ich zapotrzebowanie". "Ciągłość pracy wszystkich rafinerii Grupy Orlen pozostaje niezagrożona" - podkreślił płocki koncern.
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
W środę Grupa Orlen poinformowała, że zakontraktowała w ostatnich kilku dniach dla swoich rafinerii w Polsce, Czechach i na Litwie 16 dodatkowych dostaw ropy naftowej m.in. z Norwegii, Wlk. Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu i z obu Ameryk - poinformował w środę koncern.
Nie musi się przełożyć na cenę na stacjach
Urszula Cieślak analityczka rynku paliw z biura Reflex zwróciła uwagę, że "najważniejsze jest to, jaki jest wolumen dodatkowych 16 dostaw, które zakontraktował Orlen i czy zapełnią one lukę w zapotrzebowaniu po dostawach Saudi Aramco na wrzesień i październik". Reuters wskazywał, że Saudi Aramco dostarcza około 40 proc. ropy naftowej przerabianej w rafineriach Orlenu.
Według Cieślak, nawet jeżeli w wyniku zwiększonego chwilowo popytu na rynku Orlen musiałby teraz więcej zapłacić za ropę w tych dodatkowych kontraktach, to nie musi się to przełożyć na wyższe ceny paliw na stacjach.
Nawet jeśli ceny w kontraktach spotowych będą wyższe niż te z kontraktów długoterminowych, to nie powinno to wpłynąć na ceny paliw na stacjach. Może to co najwyżej zmniejszyć marżę Orlenu - wskazała.
Ministerstwo Energii Arabii Saudyjskiej poinformowało w miniony piątek o czasowym wstrzymaniu pracy strategicznego ropociągu Wschód-Zachód po atakach, jakie miały miejsce wcześniej w rejonie Rijadu i Medyny. Zamknięty ropociąg, który przecina Arabię Saudyjską ze wschodu na zachód, w ostatnich miesiącach stał się alternatywą w związku z irańską blokadą cieśniny Ormuz. Tym właśnie szlakiem saudyjski państwowy koncern naftowy Aramco przesyłał ostatnio znacznie zwiększony wolumen ropy naftowej do portów nad Morzem Czerwonym.
W poniedziałek agencja Associated Press podała, powołując się na informacje przekazane przez dwóch przedstawicieli lokalnych władz, że saudyjska magistrala naftowa Wschód-Zachód ma być wyłączona z eksploatacji przez kilka tygodni. Z kolei we wtorek amerykański minister energii Chris Wright powiedział, że uszkodzony przez proirańskie bojówki ropociąg Wschód-Zachód w Arabii Saudyjskiej wznowi działanie w ciągu kilku dni. - To będzie krótka i tymczasowa przerwa - powiedział Wright w wywiadzie dla telewizji CNBC podczas spotkania ministrów energii G20 w Houston. Dodał, że przerwa w działaniu saudyjskiego ropociągu będzie "liczona w dniach".
Ropociąg Wschód-Zachód transportuje ropę ze złóż we wschodniej części półwyspu arabskiego do portu Janbu nad Morzem Czerwonym i pozwala na częściowe ominięcie eksportu ropy przez cieśninę Ormuz. W ubiegłym tygodniu został on uszkodzony przez ataki dronowe. Przerwa w dostawach ropy tą drogą spowodowała kolejne wzrosty cen surowca. Drogą tą przesyłano dotąd około 4 mln baryłek ropy naftowej dziennie, co stanowi mniej więcej 4 proc. światowej podaży.
Źródło: PAP