Decyzja saudyjskiego giganta naftowego o anulowaniu części dostaw ropy naftowej do Europy jeszcze bardziej podgrzała atmosferę na rynkach paliwowych. Ceny na stacjach benzynowych w Polsce rosną. Choć w danych ogólnopolskich jeszcze tego nie widać, to na części pylonów już przebiły psychologiczną granicę: 8 zł/l dla benzyny bezołowiowej i 9 zł/l dla diesla.
Sytuacja jest napięta. Arabia Saudyjska, będąca jednym z największych eksporterów ropy na świecie, eksportująca jeszcze niedawno 8 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie (w tym 7,28 mln baryłek ropy surowej), w wyniku wojny USA i Izraela z Iranem oraz ataków jemeńskich rebeliantów Huti na jej systemy naftowe, ograniczyła eksport do 3,1 mln baryłek dziennie.
Trwające od miesięcy problemy z transportem przez cieśninę Ormuz pogłębiły poważne ryzyka na szlaku przez drugą kluczową bramę – cieśninę Bab al-Mandab. To właśnie Morze Czerwone miało być alternatywną trasą dla przepływu saudyjskiej ropy. Służył temu liczący 1200 km długości ropociąg Wschód-Zachód pozwalający na przetransportowanie surowca znad Zatoki Perskiej przez cały Półwysep Arabski do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym. Magistrala jednak została zaatakowana, a Arabia Saudyjska czasowo wyłączyła cały rurociąg, aby ocenić szkody i zabezpieczyć system.
DLA CIEBIEMorning Run Club by Opel Astra
Padają kolejne klocki domina
Opanowanie przez Hutich zachodniego wybrzeża Jemenu i kluczowych wysp w tzw. Bramie Łez (Bab al-Mandab) oznacza, że kolejny szlak tankowców stał się bardzo ryzykowny. Transporty mają jeszcze możliwość przekierowania na wyjście z Morza Czerwonego na Morze Śródziemne przez Kanał Sueski. Ten odpowiada za transport 4,1 mln baryłek dziennie. Ma jednak poważne ograniczenia. Mimo modernizacji nie jest w stanie przepuścić największych, w pełni załadowanych tankowców.
– Skala konfliktu na Bliskim Wschodzie jest znacznie większa niż do tej pory. Saudowie nie mają już wielu możliwości. Pozostaje współpraca z Omanem. Część swojej ropy w dostawach dla Azji oferuje przez port Sohar znajdujący się poza Cieśniną Ormuz. Są pewne możliwości przez egipski rurociąg SUMED, który łączy Morze Czerwone ze Śródziemnym. To jednak wszystko są niewielkie ilości, infrastruktura na tych kierunkach jest mniej rozwinięta – mówi money.pl dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw e-petrol.pl.
Kumulują się problemy z dostawami ropy na rynki, co zwiększa konkurencję o surowiec i wzrosty cen.
Konflikt na Bliskim Wschodzie uderza już nie tylko w bezpieczeństwo regionu, ale bezpośrednio w europejskie bezpieczeństwo energetyczne. Jeżeli jednocześnie zagrożone są Ormuz, Morze Czerwone i infrastruktura przesyłowa, Europa będzie płaciła więcej za ropę, transport i ubezpieczenie dostaw. Im dłużej potrwa konflikt, tym większa będzie presja na trwałe ograniczanie zależności od tego kierunku. To nie tylko Polska. Każdy będzie szukał "innych" opcji, a przez ceny bardzo wzrosną
Skąd Polska bierze ropę? Brak surowca nam nie grozi
Kampania Hutich, problemy Arabii Saudyjskiej, zagrożenie w cieśninach bezpośrednio dotyczą Polski. Saudowie są jednym z głównych dostawców ropy do polskich rafinerii. Jak pisaliśmy w money.pl, część dostaw kierowana jest do Europy właśnie z portu Yanbu, część przez egipski terminal Sumed – Sidi Kerir.
Niemal połowa polskiej ropy pochodzi z Arabii Saudyjskiej, a Saudi Aramco pokrywało około 40 proc. zapotrzebowania surowcowego Orlenu. To ok. 300–350 tys. baryłek dziennie.
Jak poinformował w środę polski koncern, dostawy są zabezpieczone. "W związku z sytuacją na rynku surowców Grupa ORLEN zleciła od piątku 16 dodatkowych dostaw do kierunków polskich, czeskich i litewskich, w tym z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu i obu Ameryk. Pozostała część popytu pokrywana jest między innymi na podstawie umowy podpisanej w sierpniu z norweską firmą Equinor" - stwierdza biuro prasowe Orlenu.
Problem polega na tym, że nie tylko Polska poszukuje nowych, alternatywnych dostawców. Konkurencja na rynku rośnie. Czy może to wywołać braki? Analitycy przekonują, że ten scenariusz na ten moment jest mało prawdopodobny.
– Polska nie jest dziś uzależniona od jednego dostawcy i fizycznego braku ropy nie należy na ten moment traktować jako głównego zagrożenia. Możemy zwiększać dostawy z Norwegii, USA, Kazachstanu, Afryki Północnej czy innych kierunków atlantyckich. Trzeba jednak powiedzieć wprost, że jeżeli kryzys się przedłuży, będziemy płacić więcej, a część tych kosztów ostatecznie zobaczymy na stacjach paliw – wyjaśnia dr Olech.
Ceny paliw będą rosły. "Optymizmu nie widać"
Trzeba zaznaczyć, że wojna w Zatoce Perskiej wciąż uderza w eksport również innych dostawców surowca niż Saudowie. Irak, jeden z największych dostawców dla Azji i czwarty producent ropy na świecie (3–4 mln baryłek dziennie), również zależny jest od transportów przez Ormuz. Podobnie Kuwejt (2 mln baryłek dziennie) nie ma alternatywnych tras. Eksportujące 3 mln baryłek dziennie Zjednoczone Emiraty Arabskie mają wprawdzie rurociąg Habshan–Fujairah, który pozwala ominąć Ormuz, ale większość infrastruktury nadal znajduje się w regionie Zatoki Perskiej.
Problem z dostawami z Bliskiego Wschodu ma więc bardzo duże znaczenie dla wzrostu cen ropy na rynkach, ale nie jest to jedyny czynnik. Zawieszone wydobycie na polach naftowych w Libii Hamada, Tahara i NC5 też będzie miało wpływ. Protestujące siły bezpieczeństwa odpowiedzialne za ochronę libijskiego sektora naftowego Petroleum Facilities Guard (PFG) zamknęły zawór na głównym rurociągu Hamada-Zawiya.
Według szefa National Oil Corporation wydobycie w Libii nadal utrzymuje się w okolicach 1,4 mln baryłek dziennie, jednak "zamknięcie pól naftowych i wstrzymanie operacji produkcyjnych w tym krytycznym momencie – jak świat jest świadkiem wzrostu cen ropy naftowej – stanowi niszczycielski cios dla gospodarki narodowej" – napisał w oświadczeniu NOC cytowanym przez Reutersa.
Problem pogłębia również wojna Rosji przeciwko Ukrainie. Broniący się przed najeźdźcą Kijów niszczy zaplecze naftowe Putina, pozbawiając jego armię dostępu do paliwa, a kraj dochodów ze sprzedaży ropy i produktów naftowych. Ma to jednak również skutki globalne, bowiem kiedy USA zaatakowały Iran, drastycznie zmalały dostawy surowca na rynki.
– Jak by nie brzmiały skandalicznie słowa Donalda Trumpa, to fakt jest taki, że uszkodzone rafinerie w Rosji również pogłębiają obecny kryzys. To jeden z czynników, których nie da się w tej układance pominąć – wyjaśnia dr Bogucki.
Jak podkreśla analityk e-petrol.pl, nie tylko ropa jest problemem, ale też olej napędowy. – Po odejściu Europy od dostaw z Rosji gotowe paliwo udało się importować z innych kierunków. Teraz kryzys dieslowy się pogłębił. Kłopot zaczyna być globalny – zaznacza.
Zbliżamy się do niespotykanych poziomów
Czy na stacjach zobaczymy 10 zł za litr paliwa? Według analityków rynku jeszcze nie jest to ten moment. Urszula Cieślak, analityczka BM Reflex w rozmowie z money.pl, ocenia, że dwucyfrowa liczba na pylonach na razie nie powinna się pojawić. – Wszystko jednak zależy od tego, czy nie dojdzie do kolejnych zdarzeń, które wybiją ceny ropy – zaznaczyła.
O jakich zdarzeniach mowa? Choćby o atakach w Bramie Łez i paraliżu tej cieśniny, dalszych atakach na systemy naftowe Arabii Saudyjskiej czy kłopotach na Kanale Sueskim.
Poziom 10 zł za litr benzyny jest najbardziej możliwy w historii, aż tak blisko tego poziomu jeszcze nie byliśmy. Optymizmu dla zmiany tej sytuacji nie widać – ocenia dr Bogucki.
Jak zaznacza, bariery 8 zł za benzynę i 9 zł za diesla będą coraz częściej przebijane jeszcze w tym tygodniu. Jeszcze stacje się bronią, aby 9 zł nie pokazywać na pylonach. Poziom 10 zł jest realny, choć jeszcze nie w tym momencie. To różnica 1 zł; taki skok cen musiałby być efektem dużej zmiany w hurcie, a więc i na rynku międzynarodowym. Mamy więc jeszcze pewien bufor – uspokaja analityk.
Przestrzega jednak, że im bardziej oddala się perspektywa rozmów pokojowych na Bliskim Wschodzie, tym bardziej przybliża się nam granica 10 zł/l.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl