"Sytuacja wygląda tragicznie". Galopujące ceny paliw ich wykańczają. Wieszczą podwyżki

Podnosimy ceny o 1 zł za kilometr. Już piszemy aneksy – mówi nam przedsiębiorca z jednej z większych firm transportowych w Bydgoszczy. Rekordowe ceny paliw na stacjach oraz w hurcie już dają się we znaki polskiemu biznesowi. – Sytuacja wygląda tragicznie – słyszymy w Lubinie.

Ceny paliw uderzają w polski biznesCeny paliw uderzają w polski biznes
Źródło zdjęć: © NurPhoto via Getty Images, fot. Adobe Stock | Marcin Golba, Tomasz Warszewski
Piotr Bera

We wtorek (15 września) późnym wieczorem na stacji Moya przy ul. Chełmżyńskiej w Warszawie litr oleju napędowego kosztował 9,19 zł, a benzyny Pb95 – 8,19 zł. Cena najdroższego paliwa premium skoczyła do 9,59 zł. Galopujące ceny ropy naftowej na rynkach światowych już odbijają się na portfelach kierowców. A może być jeszcze gorzej.

Orlen podniósł we wtorek ceny paliw w hurcie, w tym benzyny bezołowiowej Eurosuper 95 o 272 zł za metr sześcienny, a oleju napędowego Ekodiesel o 110 zł za metr sześcienny. To najwyższe stawki w tym roku. Reakcja biznesu na te zmiany jest natychmiastowa.


DLA CIEBIE
Morning Run Club by Opel Astra

Bez podwyżek się "nie da"

Podnosimy ceny o 1 zł za kilometr. Już to liczyliśmy i uświadamiam naszych klientów, chociaż nie wszyscy to przyjmują do wiadomości. Jest duże zamieszanie na rynku transportowym – opowiada money.pl przedsiębiorca z Bydgoszczy, który chce zachować anonimowość.

Nasz rozmówca tłumaczy nam, że obecna stawka w jego firmie wynosi 5-6 zł za 1 km transportu, ale cena musi wzrosnąć co najmniej o 1 zł.

Za mniej się nie da. Już teraz piszemy aneksy, każdą ofertę robimy z 30-dniowym terminem ważności. To nas ratuje, że w niektórych kontraktach mamy zapisane, że ze względu na szalejące ceny paliwa możemy zrobić aneks. Podwyżki to minimum 15 proc. – wyjaśnia.

Jego zdaniem w gorszej sytuacji są firmy, które mają długoterminowe kontrakty.

– Rozmawiam z podwykonawcami i nie jest im łatwo. Bardzo odczuwają to, co się dzieje. My mamy nabity portfel zamówień, ale schodzimy z marży. Przed wojną z Iranem marża wynosiła 8-10 proc., teraz jest na poziomie 3-4 proc. – mówi.

I dodaje, że firmę ratuje to, że nie podpisuje długoterminowych umów. – Nie ma projektów podpisanych na rok z góry. Mamy też transport wielkogabarytowy na place budowy; to operacja na żywym organizmie. I możemy reagować na ceny paliw na rynku – twierdzi.

Wszystko podrożeje

Przedsiębiorca z Bydgoszczy nie ma wątpliwości – za podwyżki na stacjach zapłacą klienci. W sklepach, w cenach usług. Wszędzie.

– Nasze miesięczne zapotrzebowanie to ok. 20 tys. litrów paliwa. Jesteśmy na etapie rozwoju firmy i nie chowamy głowy w piasek. Walczymy mimo niesprzyjających okoliczności. Policzyliśmy, że od lutego do teraz potrzebujemy na wszystkie ciągniki ok. 200 tys. zł więcej na paliwo – kontynuuje.

Przyszłość w branży w ciemnych barwach widzi także Mariusz Bocian z lubińskiej firmy Transport i Spedycja Bocian.

Sytuacja wygląda tragicznie ze względu na rządowe obniżki VAT-u i sztuczne zaniżanie cen na stacjach. Po obniżeniu VAT-u dziwnym trafem cena netto (hurtowa-przyp.red.), którą operujemy, idzie w górę. Tego zwykły Kowalski nie widzi, bo na stacji ma taniej, ale przedsiębiorcy mogą odliczać VAT, a teraz nie było jak tego robić. Jesteśmy na tym stratni – tłumaczy Bocian.

Przypomnijmy, że rząd obniżył ceny paliw na stacjach poprzez wprowadzenie pakietu "CPN". Była to reakcja na wzrost cen ropy i paliw po rozpoczęciu przez USA i Izrael wojny na Bliskim Wschodzie.

"W pierwotnej wersji obejmował trzy elementy: obniżenie stawki VAT na paliwo z 23 do 8 proc., zmniejszenie akcyzy o 29 gr na litr benzyny i o 28 gr na litr oleju napędowego (do minimum dopuszczonego przez UE) oraz wprowadzenie regulacji cen na stacjach poprzez mechanizm ceny maksymalnej, wyznaczanej codziennie przez ministra energii. Następnie przestała obowiązywać obniżona akcyza, a obniżony VAT wygasł 30 czerwca 2026 r." – pisaliśmy w money.pl.

Pakiet CPN wrócił pod koniec wakacji. Wówczas obniżono VAT na paliwa oraz wprowadzono sztywne ceny.

"CPN" wpłynął na biznes

Niższy VAT niekorzystnie wpłynął na przedsiębiorców. "Mechanizm jest prosty: niższa stawka VAT i obniżona akcyza zmniejszają cenę brutto, ale skoro odliczenia VAT są mniejsze, realny koszt netto rośnie. To klasyczny paradoks, w którym widoczna na stacji ulga dla konsumenta wcale nie oznacza tańszego paliwa dla biznesu, mimo że rząd prezentuje spadek cen jako ulgę dla wszystkich" – tłumaczył w marcu serwis wnp.pl.

Od dawna ciężko prowadzi się biznes. W ciągu 2,5 roku zmniejszyłem działalność sześciokrotnie. Sprzedałem auta i mam mniejszą flotę, teraz zatrudniam tylko sześć osób. Jesteśmy maluteńką firmą. Dwa lata temu byłem zestresowany, miałem sporo samochodów i mnóstwo ludzi do wykarmienia. Teraz już się nie martwię. Jeśli nie będzie opłacało się jeździć, to sprzedam auta po leasingu i wszystko zamknę. Prowadzę też inne działalności, więc nie mam noża na gardle – zdradza Bocian.

Firma zarejestrowana jest w Lubinie, ale wykonuje transport międzynarodowy. Nie podpisuje kontraktów długoterminowych. Ceny reguluje na bieżąco.

Ceny negocjujemy i podnosimy na bieżąco. Rosną z dnia na dzień. Przykładowo za fracht dałem 2 tys. euro i we wtorek potrzebowałbym 2,2 tys. euro. Ale ceny paliw tak rosną, że dziś (środa, 16 września – przyp. red.) brałbym 2,3 tys. euro. W innym przypadku nawet nie wyjeżdżam. 15 proc. podwyżki to minimum – deklaruje Bocian.

I dodaje: - Zwykli, szarzy ludzie będą płakać, jeśli ceny paliw się nie ustabilizują. Za masło trzeba będzie płacić dużo więcej. Transport musi działać. To, że jedna czy druga firma padnie, nie zmieni faktu, że ktoś przewiezie dany towar po wyższej stawce – zaznacza.

Zdaniem Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie niestabilny poziom cen paliwa i brak perspektyw na szybką zmianę cen surowca są sytuacją niemożliwą do wpisania w koszty.

Widzimy wręcz dramatyczną sytuację wielu przewoźników drogowych i firm zajmujących się logistyką. Szukanie oszczędności w tym przypadku nie jest możliwe, bo firmy transportowe muszą wydawać pieniądze na paliwo jako podstawowy surowiec ich działalności – mówi money.pl Hanna Mojsiuk, prezes Izby.

Mojsiuk relacjonuje, że tylko w ciągu ostatnich dwóch tygodni do Izby trafiło kilkadziesiąt sygnałów o trudnej sytuacji finansowej części przedsiębiorców z woj. zachodniopomorskiego.

– Kontrakty są zawierane zwykle na kilka miesięcy do przodu, nie ma więc szans na szybkie zmiany warunków współpracy, a nie zawsze przedsiębiorcy transportowi podpisują klauzulę umożliwiającą im renegocjacje umów, gdy dochodzi do nagłej, niezależnej od nich sytuacji gospodarczej – wyjaśnia Mojsiuk.

Najwięcej sygnałów dotyczących problemów finansowych Izba dostaje od branży budowlanej, transportowej, spedycji lądowej, a także przemysłu, w tym przemysłu chemicznego.

Tutaj zmiana warunków finansowych związanych z cenami paliw kosztuje firmy nawet setki tysięcy złotych miesięcznie. W przypadku sektora MŚP te zmiany nie są tak poważne, jeżeli mówimy o kwotach, ale w przypadku procentowych udziałów cen paliwa w strukturze kosztów, sytuacja jest nawet poważniejsza. Bez paliwa nie ma dystrybucji, bez dystrybucji nie ma klientów. Sektor MŚP też czuje wzrost cen – zaznacza.

Na razie na pylonach nie widać 10 zł/l oleju napędowego. Ale przedsiębiorcy obawiają się, że jest to kwestia czasu.

– W takiej sytuacji znów podniesiemy ceny o 15 proc. A może więcej. Co innego miałbym zrobić? – zastanawia się przedsiębiorca z Bydgoszczy.

Wybrane dla Ciebie