Wojna kolejny raz zmienia rynek naftowy. Świat znów pilnie szuka alternatywy

Trwająca już ponad 200 dni wojna USA i Izraela z Iranem, paraliż eksportu ropy naftowej z Zatoki Perskiej i rosnące ryzyko na Morzu Czerwonym spowodowały, że świat szuka alternatywy dla niepewnych dostaw z Bliskiego Wschodu. To wielka szansa dla Afryki, której zasoby mogą stać się kołem ratunkowym dla Europy.

Źródło zdjęć: © Getty Images | Getty Images
Przemysław Ciszak

"Robimy wszystko, żeby stabilność dostaw była zachowana" – zapewnił w czwartek minister Wojciech Balczun we wpisie na serwisie X, podkreślając, że Orlen zakontraktował od ubiegłego piątku 16 dodatkowych dostaw ropy na kierunkach polskim, czeskim i litewskim. Surowiec pochodzi między innymi z Norwegii, Wielkiej Brytanii i Algierii.

To reakcja na decyzję Arabii Saudyjskiej, która anulowała część dostaw ropy naftowej do Europy. W ubiegłym tygodniu Saudowie informowali o zniszczeniach spowodowanych atakami na kluczowy rurociąg Wschód-Zachód, odpowiadający za transport surowca z Zatoki Perskiej do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym. Uszkodzenia są na tyle poważne, że wstrzymano pracę rurociągu. Według władz ataku dokonały irackie bojówki, które są sprzymierzone z Iranem.

Zagrożeniem dla dostaw z Bliskiego Wschodu jest nie tylko blokada cieśniny Ormuz, ale również ofensywa jemeńskich rebeliantów Huti, którzy zdobyli kontrolę nad niemal całym zachodnim brzegiem Jemenu i kluczowymi wyspami w cieśninie Bab al-Mandab na Morzu Czerwonym.


DLA CIEBIE
Morning Run Club by Opel Astra

Cena ropy szybuje. Podaż ropy zmalała

W efekcie Arabia Saudyjska, będąca jednym z największych eksporterów ropy na świecie, eksportująca jeszcze niedawno 8 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie (w tym 7,28 mln baryłek ropy surowej), ograniczyła eksport do 3,1 mln baryłek dziennie.

Punkty zapalne
Punkty zapalne © Money.pl

Mimo zapowiedzi Arabii Saudyjskiej, że rurociąg Wschód-Zachód zostanie możliwie szybko naprawiony, a eksport z portu Yanbu nad Morzem Czerwonym przywrócony, cena ropy nawet po korekcie wciąż utrzymuje się powyżej 100 dol. za baryłkę, co odbija się na cenach paliw w całej Europie, w tym także w Polsce oraz w USA.

Przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie oraz realne ryzyko destabilizacji rynków z powodu zamknięcia kluczowych cieśnin Ormuz i Bab al-Mandab powodują, że Europa coraz poważniej zaczyna myśleć nie tyle o alternatywie dostaw, co o pełnej dywersyfikacji dostawców, a koncerny szukają nowych źródeł.

Afryka nowym kierunkiem naftowym

Kolejne kraje coraz częściej spoglądają na południe, w kierunku Afryki, która mogłaby stać się jeszcze bardziej istotnym dostawcą dla Europy, zwłaszcza że ropa z tego kierunku już dociera na Stary Kontynent.

UE importuje ok. 435 mln ton ropy rocznie. Niemal jedna trzecia dostaw pochodzi z Norwegii i Wielkiej Brytanii, około 17 proc. z USA i Kanady, a ponad 15 proc. z Kazachstanu oraz Azerbejdżanu. Afryka odpowiada obecnie za 15–20 proc. dostaw do krajów UE, co przekłada się na około 65–85 mln ton ropy.

Afryka jako całość jest dla Europy już teraz większym źródłem ropy niż Arabia Saudyjska, która w 2025 roku dostarczyła wg danych Komisji Europejskiej około 30 mln ton ropy.

Afryka będzie zyskiwała na znaczeniu, ponieważ dla Europy oznacza możliwość sprowadzania surowca z pominięciem najbardziej zagrożonych szlaków Bliskiego Wschodu. Algieria, Libia, Nigeria czy Angola nie zastąpią samodzielnie państw Zatoki, ale mogą przejąć część dostaw – ocenia w rozmowie z money.pl dr Aleksander Olech, analityk i redaktor naczelny Defence24.com.

Libia, Nigeria, Algieria. Afryka ma potężne zasoby

Najważniejszymi afrykańskimi dostawcami dla Unii Europejskiej są Libia, Nigeria i Algieria. To kraje, które mają rozwiniętą infrastrukturę eksportową: terminale morskie, połączenia z rynkiem europejskim i doświadczenie w handlu z europejskimi rafineriami.

Libia odpowiada za ponad 9 proc. unijnego importu ropy, czyli około 40 mln ton rocznie (około 800 tys. baryłek dziennie). Jej dzienna produkcja to około 1,4 mln baryłek.

Nigeria to największy producent w Afryce wydobywający od 1,5–1,6 mln baryłek dziennie. Odpowiada za około 5,8 proc. dostaw do UE, czyli mniej więcej 25 mln ton rocznie.

Z kolei Algieria produkuje około 1 mln baryłek dziennie. Sahara Blend to lekka, słodka ropa, atrakcyjna dla wielu europejskich rafinerii. Ropa z Algierii może zostać przetransportowana na wybrzeże Morza Śródziemnego i dalej tankowcami do Gdańska.

– Europa powinna wykorzystać obecny kryzys do trwałego zwiększenia importu z Afryki i partnerów z Europy Północnej zamiast czekać na kolejny kryzys wokół Ormuzu. Na przykład francuski prezydent Emmanuel Macron już zaplanował swoją wizytę w Afryce, a podobne plany czynią Berlin i Rzym. Czas na Warszawę – stwierdza w rozmowie z money.pl dr Olech.

© money.pl | money.pl

Choć największy potencjał produkcji ma Nigeria, dla Polski jest to trudniejszy kierunek ze względu na większą odległość i konkurencję innych odbiorców.


Z punktu widzenia Warszawy Afryka nie zastąpi Norwegii ani Stanów Zjednoczonych jako głównych filarów bezpieczeństwa dostaw, ale może stać się dodatkowym elementem układanki. W przypadku kolejnych zakłóceń na Bliskim Wschodzie dostęp do ropy z Algierii, Libii czy Nigerii daje europejskim rafineriom większą elastyczność i ogranicza zależność od jednego regionu świata.

Kolejna wielka wojna zmienia układ sił

Wojna na Bliskim Wschodzie może dać impuls do kolejnej zmiany układu sił i przemodelowania rynku naftowego. Świat zapisuje kolejną czarną kartę historii. Nie byłby to pierwszy kryzys, który drastycznie zmienił przepływy surowców energetycznych.

Przykład? Jak pisaliśmy w money.pl, tak zwany szok naftowy z lat 70. spowodował kryzys na globalną skalę i kluczowe przetasowanie.

Przypomnijmy, że wojna Jom Kipur podzieliła świat na dwa obozy. Państwa arabskie poparły atak Egiptu i Syrii na Izrael, a Zachód Europy z USA wsparł zepchnięty do defensywy Izrael. W odpowiedzi OAPEC (Organizacja Arabskich Krajów Eksportujących Ropę Naftową – poprzedniczka OPEC) objęła embargiem na ropę naftową państwa Zachodu popierające Izrael, obniżyła wydobycie w krajach członkowskich kartelu, ale także zmieniła sposób ustalania cen czarnego surowca. W konsekwencji Europa szukała nowych dostawców, na czym skorzystała Rosja, która stała się głównym dostawcą węglowodorów.

Punktem przełomowym stała się również pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. Również ten konflikt drastycznie odmienił sytuację. Szantaż energetyczny Moskwy, sankcje Zachodu sprawiły, że Europa niemal w pełni odcięła się od dostaw ropy i drastycznie ograniczyła dostawy gazu z Rosji na rzecz innych kierunków. Skutkiem czego był wzrost znaczenia USA jako dostawcy dla UE oraz umowy z Arabią Saudyjską.

Wybrane dla Ciebie