Ubezpieczeniowy szok na morzu. Kryzys w Ormuz winduje koszt transportu ropy o miliony
Skokowy wzrost składek za ubezpieczenia wojenne dla statków przepływających przez Cieśninę Ormuz gwałtownie podnosi koszty transportu ropy i gazu. W efekcie drożeje energia na świecie, a rządy zaczynają interweniować, by utrzymać kluczowy szlak handlowy.
Rosnące napięcia geopolityczne w rejonie Zatoki Perskiej bezpośrednio wpływają na ceny surowców energetycznych. Jak wynika z analiz rynku, gwałtowny wzrost składek ubezpieczeniowych od ryzyka wojennego dla statków przepływających przez Cieśninę Ormuz zwiększa koszty transportu, które przekładają się na ceny surowców i ostatecznie trafiają do rachunków końcowych odbiorców.
Kluczowy problem dotyczy jednego z najważniejszych punktów globalnej gospodarki. Przez Cieśninę Ormuz przepływa około 25 proc. światowego transportu ropy drogą morską, czyli blisko 20 mln baryłek dziennie. Zakłócenia w tym miejscu natychmiast odbijają się na rynku energii i globalnym handlu.
Miliony dolarów więcej za jeden rejs
Jak podają krajowe i zagraniczne media, rynek zareagował natychmiast po zakłóceniach w żegludze przez Ormuz. Ubezpieczyciele od ryzyka wojennego zaczęli wysyłać armatorom zawiadomienia o anulowaniu polis lub renegocjacji ich warunków na znacznie wyższych stawkach. Jednocześnie zaczęli windować nowe stawki.
Składki za ubezpieczenie wojenne tankowców w Zatoce Perskiej wzrosły nawet dziesięciokrotnie - informuje portal WNP. W praktyce oznacza to, że koszt pojedynczego rejsu może wzrosnąć o kilka milionów dolarów, co przekłada się na wyższe ceny transportowanych surowców.
Koszt ten trafia bezpośrednio do stawek frachtowych. Armatorzy doliczają wyższe składki do ceny transportu, co podnosi koszt przewozu surowców w całym łańcuchu dostaw.
"Dajemy się nabrać jak pelikany". Tak nas wabią sklepy
Przed eskalacją konfliktu ubezpieczenie od ryzyka wojennego wynosiło około 0,25 proc. wartości statku za jeden rejs. Według danych przytaczanych przez WNP, obecnie w strefach wysokiego ryzyka stawki dochodzą nawet do 3 proc. wartości jednostki.
Według szacunków portalu, w przypadku tankowca wartego około 100 mln dolarów koszt ubezpieczenia jednego rejsu może wzrosnąć z około 200 tys. dolarów do ponad miliona dolarów. W przypadku większych jednostek przewożących ładunki o wartości 200-300 mln dolarów oznacza to dodatkowe kilka milionów dolarów na jeden tranzyt.
Podobne dane podaje broker Marsh, cytowany przez "Guardiana". Według firmy stawki za ubezpieczenie fizycznych uszkodzeń statków spowodowanych działaniami wojennymi wzrosły do 1-1,5 proc. wartości jednostki, podczas gdy przed konfliktem z Iranem wynosiły około 0,25 proc.
Przy wartości tankowców - w zależności od ich wieku i wielkości - od 17 do 100 mln dolarów, oznacza to nawet setki tysięcy dolarów dodatkowych kosztów za każdy rejs.
Droższy transport podnosi ceny energii
Wyższe koszty transportu automatycznie przekładają się na ceny surowców energetycznych. W handlu międzynarodowym obowiązuje często model CIF, który obejmuje koszt towaru, jego ubezpieczenie oraz transport do portu docelowego. Gdy drożeją ubezpieczenia i fracht, rośnie również końcowa cena surowca.
Portal WNP szacuje, że przy dziesięciokrotnym wzroście składek - przy udziale transportu na poziomie 5-10 proc. wartości ładunku - cena ropy może wzrosnąć o 2-5 dolarów za baryłkę, a gazu o 0,47-0,95 dolara za gigadżul.
Polski koncern energetyczny Orlen potwierdził w korespondencji z portalem WNP, że zmiany na rynku są już widoczne w notowaniach gazu.
Obserwowane w ostatnich tygodniach zmiany cen gazu na rynkach spot uwzględniają wzrost kosztów ubezpieczenia i frachtu wynikający z sytuacji geopolitycznej – przekazała spółka.
Ruch statków niemal zamarł
Skala zakłóceń w regionie jest ogromna. Ponieważ koszty i ryzyko operacyjne znacząco wzrosły, część armatorów wybiera dłuższe trasy lub wstrzymuje rejsy. Z danych Komisji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu wynika, że wskutek eskalacji napięć liczba statków przepływających przez Cieśninę Ormuz spadła o 97 proc. – z około 141 jednostek dziennie do zaledwie kilku.
W odpowiedzi na krytykę dotyczącą anulowania polis i gwałtownych podwyżek składek Lloyd’s of London, jeden z największych rynków ubezpieczeń morskich na świecie, poinformował, że nadal oferuje ochronę dla statków operujących w Zatoce Perskiej, Zatoce Omańskiej i w Cieśninie Ormuz.
Jak podkreślono w komunikacie, firma rozszerzyła jednak listę tzw. obszarów zastrzeżonych. W praktyce oznacza to, że armatorzy muszą każdorazowo zgłaszać planowaną podróż, aby ubezpieczyciel mógł ustalić składkę adekwatną do poziomu ryzyka.
Neil Roberts z Lloyd’s Market Association, reprezentującej 59 agentów rynku Lloyd’s, wskazał, że stawki są ustalane w drodze negocjacji między ubezpieczycielami, armatorami i brokerami.
Ubezpieczenia wojenne są oferowane przez dynamiczny rynek, a nowe stawki mogą być negocjowane tak, aby odzwierciedlały zmieniony profil ryzyka – powiedział Roberts.
USA wchodzą do gry
Rosnące obawy o globalne dostawy ropy skłoniły także administrację USA do interwencji. Prezydent Donald Trump zapowiedział, że amerykańska agencja rządowa zajmie się wsparciem ubezpieczeniowym statków przepływających przez Zatokę Perską, aby utrzymać - jak określił - "swobodny przepływ energii" mimo trwającej wojny z Iranem.
Do realizacji tego zadania wyznaczono Amerykańską Korporację Finansowania Rozwoju Międzynarodowego (DFC). Decyzja zapadła w momencie, gdy część prywatnych ubezpieczycieli - m.in. NorthStandard, London P&I Club i American Club - zawiesiła ubezpieczenia od ryzyka wojennego dla statków operujących w regionie.
11 marca DFC poinformowała, że głównym ubezpieczycielem w ramach programu będzie globalna firma Chubb. Agencja zamierza początkowo skupić się na reasekuracji statków i ich wyposażenia, czyli przejęciu części ryzyka od komercyjnych ubezpieczycieli.
Dyrektor generalny DFC Ben Black podkreślił, że celem programu jest utrzymanie funkcjonowania kluczowego szlaku transportowego.
Jesteśmy przekonani, że dzięki naszemu planowi reasekuracji ropa naftowa, benzyna, LNG, paliwo lotnicze i nawozy będą mogły być transportowane przez Cieśninę Ormuz i ponownie dostarczane na cały świat - oświadczył.
DFC poinformowała, że w ramach rządowego programu może ubezpieczać straty do około 20 mld dolarów w sposób ciągły i będzie współpracować z Departamentem Obrony USA.
Nie jest jednak jasne, czy system obejmie wyłącznie statki amerykańskie, czy także jednostki pływające pod banderami innych państw.
Ryzyko wyceniane na miliardy
Skala potencjalnych zobowiązań jest ogromna. Analitycy JPMorgan Energy, cytowani przez CBS News, szacują, że w Zatoce Perskiej operuje obecnie około 329 statków, z których każdy wymaga szerokiego zakresu ubezpieczeń - od odpowiedzialności cywilnej po szkody środowiskowe.
Łączna maksymalna wartość ochrony ubezpieczeniowej mogłaby sięgać nawet 352 mld dolarów, której prywatny rynek obecnie nie oferuje.
Clemence Landers z Center for Global Development zwraca uwagę, że w przypadku poważnych szkód koszty mogą spaść na sektor publiczny.
Jeśli dojdzie do wypłat odszkodowań za uszkodzone statki w Zatoce Perskiej lub Cieśninie Ormuz, amerykańscy podatnicy mogą zapłacić setki milionów, a nawet miliardy dolarów - powiedziała w rozmowie z CBS News.
Jak podkreśliła, w praktyce oznacza to sytuację, w której sektor publiczny może pośrednio subsydiować prywatnych inwestorów, przejmując na siebie część ryzyka związanego z globalnym handlem energią.