Historyczny triumf AfD w Saksonii‑Anhalt stał się symbolem głębokiego kryzysu gospodarczego, który od lat dotyka wschodnie landy Niemiec. Region, który dał zwycięstwo skrajnej prawicy, od lat notuje spadki PKB, słabszą dynamikę rozwoju niż reszta kraju i dramatyczne problemy demograficzne, prowadzące do kurczenia się zasobów rynku pracy. Mimo wysokiego bezrobocia brakuje wykwalifikowanych pracowników, a gospodarka opiera się coraz bardziej na imigracji, której AfD chce się całkowicie sprzeciwić. Eksperci podkreślają, że pogarszające się warunki życia, stagnacja płac i rosnące ceny podstawowych produktów doprowadziły do utraty zaufania do tradycyjnych partii.
"Kac" po zwycięstwie skrajnej partii nie ominął też szefów dużych niemieckich firm. Cytowani przez lokalne media potwierdzają tezę, zgodnie z którą AfD rośnie na fali społecznego oczekiwania silnego, interwencyjnego państwa, które poprawi warunki życia bardziej skutecznie niż dotychczasowe elity polityczne.
DLA CIEBIENajwiększe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6
Jednym z przedstawicieli dużych firm, którzy zabrali głos w dyskusji, jest dyrektor generalny Bahlsen. Alexander Kühnen otwarcie krytykuje program polityczny AfD. Menedżer wskazuje na sprzeczność postulatów tej partii z potrzebami niemieckiej gospodarki.
– Potrzebujemy wykwalifikowanych pracowników, potrzebujemy otwartego handlu w Europie, potrzebujemy stabilnych warunków gospodarczych. Na tym tle AfD nie jest dla mnie żadną alternatywą ani z biznesowego, ani z osobistego punktu widzenia – stwierdził Kühnen, cytowany przez NTV.
Szef firmy z Hanoweru odnosi się bezpośrednio do haseł związanych z polityką migracyjną. Zaznacza, że koncepcje izolacjonistyczne nie pasują do profilu działalności jego przedsiębiorstwa.
– Jeśli miałbym myśleć w kategoriach narodowych i stwierdzić, że powinny tu pracować tylko określone narodowości, to muszę stwierdzić, że taki pogląd po prostu do nas nie pasuje. Jako liderzy biznesu ponosimy w tej kwestii odpowiedzialność. I to dużą – powiedział.
Kühnen wskazuje, że w jego firmie obowiązują zupełnie inne wartości. Sam wskazał na ciekawość, odwagę, wsparcie i ambicję. – Nawet jeśli jesteś tu portierem, możesz przekazać mi, co myślisz – tak samo jak każdy inny pracownik w firmie. Dzięki tym zasadom chcemy zachęcić naszych pracowników do tego, by nie wstydzili się mieć własnego zdania – powiedział dyrektor Bahlsena.
Wspólny front niemieckiego biznesu
Podobne stanowisko zajął Christian Kullmann, prezes koncernu chemicznego Evonik. Zrobił to po doniesieniach o spotkaniu polityków AfD z przedstawicielami skrajnej prawicy w Poczdamie.
– AfD szkodzi naszej gospodarce, społeczeństwu, naszej przyszłości – uważa Kullmann.
Krytyka politycznego status quo
Głos w debacie publicznej po wyborach w Saksonii-Anhalt zabrał również były prezes koncernu Siemens Joe Kaeser.
– Życzyłbym sobie, aby największy przegrany wyborów, czyli CDU, połączył teraz siły i porozmawiał na szczeblu federalnym i stanowym o tym, jak poprawić treść i komunikację, zamiast halucynować o własnych koalicjach w Saksonii-Anhalt – mówi Kaeser w rozmowie z Business Insiderem.
Były szef Siemensa uważa, że partia rządząca powinna zająć jasne stanowisko i wyraźnie określić swoje cele, a politycy, którzy się z nimi nie zgadzają, powinni opuścić szeregi ugrupowania. Według niego kontynuowanie dotychczasowej polityki rządu kładzie się cieniem na wizerunku Niemiec na świecie. Kaeser ocenia również postulaty AfD z perspektywy rynkowej.
Każdy, kto zapoznał się z programem wyborczym AfD, doszedłby do wniosku, że jest to całkowicie zła partia – twierdzi menedżer.
Dodaje, że politycy proponujący likwidację waluty euro i wyjście z Unii Europejskiej dyskwalifikują się jako osoby zdolne do rozwiązywania problemów państwa. Jednocześnie Kaeser chwali wysoką frekwencję wyborczą, uznając zaangażowanie obywateli za pozytywne zjawisko.
Szef sieci znanych drogerii zabrał głos
Niemieckie media cytują też Dirka Rossmanna, założyciela znanej również w Polsce sieci drogerii. W rozmowie z "FAZ" wskazał, że źródłem sukcesu AfD jest narastająca frustracja społeczna i brak zaufania do establishmentu.
– AfD rośnie, bo ludzie czują się pozostawieni sami sobie i nie wierzą już, że rząd rozwiąże ich problemy. To nie jest chwilowy bunt, to trwała zmiana nastrojów, której politycy nie chcą zauważyć – mówił Dirk Rossmann.
Wskazywał też, że wielu Niemców obawia się przyszłości, a skrajna prawica potrafi te obawy zagospodarować. - AfD trafia do ludzi, którzy boją się o pracę, o swoje życie, o to, co będzie za kilka lat. Jeśli politycy dalej będą udawać, że problem nie istnieje, AfD będzie tylko rosła – podkreślił prezes spółki.
Krytyczne głosy wobec AfD padały z ust szefów dużych firm również znacznie wcześniej, przed ostatnimi wyborami. Christian Klein – prezes SAP, znanej firmy produkującej oprogramowanie stosowane i przez polskie przedsiębiorstwa, jest przeciwnikiem skrajnej prawicy. – AfD nie ma żadnych odpowiedzi na problemy gospodarcze Niemiec. Ich propozycje są skrajnie powierzchowne – stwierdził w 2024 r.
Jochen Hanebeck, szef jednego z największych w Europie producentów podzespołów elektronicznych Infineon w 2024 r. stawiał równie twarde tezy.
AfD jest zagrożeniem dla niemieckiego przemysłu technologicznego. Nasza branża nie istnieje bez międzynarodowych talentów. Jeśli Niemcy zamkną się na świat, tak jak proponuje AfD, stracimy konkurencyjność szybciej, niż ktokolwiek się spodziewa – stwierdził.
Z tego samego okresu pochodzi wypowiedź prezesa Boscha. – AfD szkodzi gospodarce. Ich narracja uderza w fundamenty naszego rynku pracy. Bez imigracji nie utrzymamy produkcji w Niemczech. AfD udaje, że tego problemu nie ma – stwierdził Stefan Hartung.
Społeczeństwo a polityczne wybory
W dyskusji pojawiają się również głosy ze strony organizacji społecznych. Thomas Schwartz, dyrektor generalny katolickiej organizacji pomocowej Renovabis, odrzuca teorię o tak zwanym głosowaniu protestacyjnym. W swoim eseju opublikowanym w wydawnictwie Herder stawia tezę, że wyborca ponosi pełną odpowiedzialność za swoje decyzje przy urnie.
– Oczywiście jest możliwe, że ktoś głosuje na inną partię w ramach protestu. Ale nie można tak usprawiedliwiać wyniku wyborów. To brak szacunku dla woli wyborców – mówi Schwartz w wywiadzie dla Domradio.
Ceniony duchowny uważa, że tłumaczenie decyzji wyborczych rozczarowaniem wobec establishmentu oznacza nietraktowanie obywateli poważnie. Zwraca uwagę, że nawet decyzje podejmowane pod wpływem emocji pozostają świadomym wyborem określonej wizji społeczeństwa.
– Trzeba zrozumieć, czym ta partia gra. Gniewem i emocjami – wyjaśnia dyrektor Renovabis. – Trzeba odbierać im możliwości dalszego grania tymi kartami – zauważa.
Odwrotny skutek menedżerskich apeli
W dyskusji zabrali też głos niemieccy naukowcy. Sprawdzili, jak polityczne deklaracje menedżerów wpływają na nastroje społeczne. Z badań przeprowadzonych przez Instytut Gospodarki Niemieckiej (IW) oraz Uniwersytet Techniczny w Dreźnie wynika, że otwarte ataki ze strony szefów firm na AfD przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego.
Badacze zauważają, że ostrzeżenia przed prawicową partią wywołują u jej sympatyków reakcję obronną. Gdy wyborcy AfD spotykają się z krytyką ze strony biznesu, ich sympatia do tej partii wzrasta o 7 punktów procentowych. Naukowcy określają ten efekt jako statystycznie istotny.
Publiczna krytyka skrajnie prawicowej partii przez przedstawicieli biznesu nie prowadzi do tego, że zwolennicy się od niej odwracają – podsumowują autorzy raportu.
Zjawisko to zostało nazwane efektem solidarności z partią. Zaufanie do przedsiębiorstw spada natychmiast, gdy ich prezesi zajmują stanowisko polityczne wymierzone w AfD. Jest to zjawisko o tyle istotne, że według danych z badania wyborcy ci mają zaufanie do rządu i parlamentu na poziomie poniżej 5 proc., ale wciąż stosunkowo wysoko oceniają wiarygodność samych firm, co deklaruje około 25 proc. badanych w tej grupie.
Eksperci radzą menedżerom unikanie tonu pouczającego. Zamiast tego proponują opieranie argumentacji na konkretnych potrzebach danej firmy lub lokalizacji gospodarczej. Badacze z Instytutu Gospodarki Niemieckiej ostrzegają również przed zbyt ostrą krytyką obecnego rządu federalnego. Wskazują oni, że delegitymizacja demokratycznych władz może pośrednio wzmacniać polityczne skrajności, niezależnie od intencji krytykujących przedsiębiorców.
Skrajna prawica zagrożeniem
Z oficjalnych dokumentów wynika, że lokalne struktury AfD w Saksonii-Anhalt są klasyfikowane przez tamtejszy Urząd Ochrony Konstytucji jako ugrupowanie skrajnie prawicowe. Urząd argumentuje, że program partii zmierza do stworzenia społeczeństwa jednorodnego etnicznie.
Sama partia odrzuca te oskarżenia. Zarząd federalny ugrupowania wydał oświadczenie, w którym deklaruje przywiązanie do państwa prawa. Przedstawiciele AfD twierdzą, że traktują jako obywateli wszystkich posiadaczy niemieckiego paszportu, niezależnie od ich tła etniczno-kulturowego. Powołują się przy tym na wyrok Federalnego Sądu Administracyjnego z 2001 r., argumentując, że chęć zachowania własnego języka i tradycji jest zgodna z ustawą zasadniczą.