Nowa opłata reprograficzna. Oto co się dokładnie zmieni
Nowa opłata reprograficzna obejmie smartfony, laptopy i telewizory. Rząd przekonuje, że to nie podatek, a rekompensata dla twórców. W praktyce jednak koszt może zostać przerzucony na klientów. Sprawdzamy, ile wyniesie opłata i co dokładnie się zmieni.
Po podpisaniu nowelizacji przepisów o opłacie reprograficznej w sieci pojawiły się obawy o "nowy podatek od smartfonów". Dokumenty pokazują jednak, że mechanizm działa inaczej – choć dla konsumentów efekt może być odczuwalny.
Opłata reprograficzna (tzw. czyste nośniki) to mechanizm kompensacyjny, który funkcjonuje w polskim prawie od 1994 r. Ostatnie aktualizacje przepisów miały miejsce w latach 2008 i 2011, kiedy opłatami objęto m.in. cyfrowe przenośne urządzenia mp3 i mp4.
Technologia i rzeczywistość cyfrowa zmieniły się w tym czasie radykalnie, a rozporządzenie w sprawie opłat reprograficznych wciąż uwzględniało takie "czyste nośniki" jak VHS, faks oraz nagrywarki DVD.
Miliarder szczerze: "Zacznij od słowa przepraszam"
Formalnie - według resortu - opłatę zapłacą producenci i importerzy urządzeń. Pieniądze nie trafią do budżetu państwa, lecz do twórców, za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania. To jednak nie oznacza, że konsumenci nie odczują zmian. W praktyce firmy mogą uwzględnić dodatkowy koszt w cenie urządzeń – co oznacza, że finalnie zapłaci klient.
Smartfony i laptopy na liście
Najważniejsza zmiana to objęcie opłatą nowoczesnych urządzeń. Na liście znalazły się m.in. smartfony (od 32 GB pamięci), komputery, tablety czy telewizory z funkcją nagrywania.
"To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych 'nowych podatkach'. Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i kasety) i wprowadziliśmy prawo na miarę XXI wieku, w którym giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami. Dziękuję środowiskom twórczym za współpracę" – wskazała ministra kultury Marta Cienkowska.
To duża zmiana względem dotychczasowego systemu, który obejmował głównie przestarzały sprzęt analogowy. Jak wskazano w uzasadnieniu, obecne przepisy nie nadążały za realiami rynku i przez to wpływy z opłat były jednymi z najniższych w UE.
W większości przypadków stawka opłaty została ustalona na poziomie ok. 1 proc. wartości urządzenia, czyli wyraźnie poniżej maksymalnego, ustawowego progu 3 proc.
W praktyce przekłada się to na stosunkowo niewielkie kwoty doliczane do ceny sprzętu. Dla przykładu: w przypadku smartfona wartego 3000 zł będzie to ok. 30 zł, laptopa za 5000 zł – ok. 50 zł, a telewizora za 4000 zł – ok. 40 zł.
Nowe przepisy mają wejść w życie po upływie sześciu miesięcy od ich ogłoszenia.
Celem nowelizacji jest dostosowanie przepisów do realiów cyfrowych i zwiększenie wpływów z opłat. Obecnie wynoszą one ok. 36 mln zł rocznie, a po zmianach mogą sięgnąć nawet 150–200 mln zł. Rząd argumentuje, że to konieczne, aby zapewnić twórcom tzw. godziwą rekompensatę za kopiowanie treści w ramach dozwolonego użytku.
Magda Żugier, dziennikarka money.pl