Krach na giełdzie w Turcji. Decyzja sądu uderza w rynek
Tureckie rynki finansowe zareagowały gwałtowną wyprzedażą na orzeczenie sądu uderzające w główną partię opozycyjną. Giełda w Stambule wstrzymała notowania, a rentowności obligacji biją rekordy. Eksperci ostrzegają, że zawirowania mogą zwiastować przedterminowe wybory.
Inwestorzy nad Bosforem przeżyli w czwartek chwile grozy. Jak donosi agencja Reuters, handel na tureckiej giełdzie papierów wartościowych musiał zostać wstrzymany. Główny indeks BIST 100 zanotował gwałtowny spadek, co automatycznie uruchomiło mechanizmy zabezpieczające przed krachem. Bezpośrednią przyczyną rynkowego wstrząsu była niespodziewana decyzja jednego z najwyższych sądów w kraju, która uderzyła w główną siłę opozycyjną.
Sąd unieważnił ubiegłoroczny kongres Republikańskiej Partii Ludowej (CHP), podczas którego na stanowisko przewodniczącego wybrano Ozgura Ozela. W konsekwencji tego orzeczenia, stery w partii ma ponownie przejąć jej poprzedni, uznawany za mniej popularnego, lider – Kemal Kilicdaroglu. Ta polityczna roszada wywołała natychmiastową ucieczkę kapitału.
Zamknęli fabrykę Levi’sa. Przejął ludzi i maszyny. "Byłem pierwszy"
Rekordowe koszty długu i ucieczka inwestorów z Turcji
Reakcja nie ograniczyła się do parkietu akcyjnego. Z informacji przekazanych przez agencję Reuters wynika, że tureckie obligacje skarbowe doświadczyły najsilniejszej wyprzedaży od końcówki marca. Rentowności krajowych papierów dziesięcioletnich, będących głównym wyznacznikiem kosztów pożyczkowych rządu, wspięły się na rekordowy poziom 33 proc.
Jednocześnie w górę poszybowały koszty ubezpieczenia długu, a notowany w Stanach Zjednoczonych fundusz inwestycyjny oparty na tureckich aktywach stracił niemal jedną dziesiątą swojej wartości. Co ciekawe, kurs liry pozostał stosunkowo stabilny, choć należy pamiętać, że turecka waluta od dłuższego czasu znajduje się na rekordowo niskich poziomach i jej powolny spadek jest ściśle zarządzany przez władze.
Zbieg okoliczności sprawił, że zaledwie kilka godzin przed ogłoszeniem kontrowersyjnego wyroku w Londynie odbywało się spotkanie z zagranicznymi inwestorami. Uczestniczyli w nim minister finansów Mehmet Simsek oraz prezes tureckiego banku centralnego Fatih Karahan. To właśnie Simsek jest powszechnie uważany za głównego architekta powrotu Turcji do bardziej ortodoksyjnej polityki gospodarczej w ostatnich latach.
Widmo przedterminowych wyborów
Rynkowi analitycy upatrują w decyzji sądu drugiego dna. Kieran Curtis, zarządzający funduszami w londyńskim oddziale firmy Aberdeen, w wypowiedzi dla agencji Reuters ocenił, że przymusowy powrót Kilicdaroglu na czele opozycji może stanowić sygnał przygotowań obozu rządzącego do przedterminowych wyborów. Ekspert zwraca uwagę na trudną sytuację makroekonomiczną kraju.
Według przedstawiciela Aberdeen, skok inflacji – napędzany między innymi przez eskalację konfliktu z udziałem Iranu – praktycznie zamknął drogę do obniżek stóp procentowych. Zablokowało to również możliwość wprowadzenia szerokich pakietów stymulacyjnych, które w normalnych warunkach mogłyby przynieść dodatkowe głosy prezydentowi Tayyipowi Erdoganowi.
– Erdogan wolałby raczej zmierzyć się z Kilicdaroglu niż z kimkolwiek innym w CHP, więc byłoby to spójne ze scenariuszem, w którym dążą do przedterminowych wyborów – ocenia Curtis na łamach brytyjskiej agencji.
Mimo obecnych zawirowań, część ekspertów zaleca wstrzemięźliwość w prognozowaniu długoterminowej katastrofy. Thomas Christiansen, szef działu instrumentów dłużnych rynków wschodzących w UBP, przypomina, że w ostatnich latach tureckie rynki obligacji zazwyczaj potrafiły przetrwać podobne zawirowania o podłożu politycznym. Jak zauważa w rozmowie z Reutersem, poważniejszy i trwalszy wpływ na gospodarkę mogłyby mieć dopiero masowe protesty uliczne i niepokoje społeczne, jednak na wyciąganie tak daleko idących wniosków jest w tej chwili zbyt wcześnie.