Jak podaje "The Moscow Times", wyprzedaż na giełdzie w Rosji nastąpiła po ok. 16 tygodniach słabszej passy i została powiązana z malejącą wiarą w zyski notowanych tam spółek, a tym bardziej – dywidendy. Wskazano m.in. na ponowne osłabienie produkcji w części sektorów, co ma ograniczać oczekiwania dotyczące wyników firm notowanych na MOEX. W maju wydobycie surowców spadło o 2,7 proc., a rafinacja ropy obniżyła się o 13,5 proc. Metalurgia zanotowała spadek o 12,8 proc.
"Brak zysków oznacza brak dywidend dla akcjonariuszy, co było jedynym czynnikiem wpływającym na atrakcyjność rosyjskich akcji. W przeciwieństwie do gadających ministrów i propagandystów, inwestorzy nie mają absolutnie żadnej wiary w żaden przełom technologiczny krajowego przemysłu. Podobnie zresztą jak same firmy. Dlatego wypłacają sowite dywidendy, sięgające nawet 50 proc. zysków, czyniąc z ich właścicieli prawdziwych, a nie tylko papierowych, miliarderów" – czytamy.
Kryzys paliwowy w Królewcu. Tak wyglądają dziś realia dla Rosjan
Serwis zwraca też uwagę na politykę Banku Rosji: obniżki stopy kluczowej miały mieć charakter symboliczny, a szefowa banku Elwira Nabiullina łączyła trudności w prowadzeniu polityki pieniężnej z niekontrolowanymi wydatkami budżetowymi.
"Pozostaje jedynie okiełznać rozpędzone konie budżetowe poprzez wysokie stopy procentowe. Wydatki wojskowe, rzecz jasna, nie przejmują się stopami procentowymi, podczas gdy reszta sektora przedsiębiorstw będzie zanikać" – czytamy.
Kryzys paliwowy w Rosji
W tekście opisano również napięcia na rynku paliw i ich skutki dla logistyki: część ciężarówek ma odmawiać dalszych tras niż 100-150 km z obawy o tankowanie. Firmy transportowe miały ostrzec, że stawki wzrosną co najmniej o 10 proc., co może przełożyć się na koszty w łańcuchu dostaw. W poniedziałek MOEX odbił o ponad 2 proc., a Władimir Putin w wywiadzie z 28 czerwca przekonywał jeszcze, że "wszystko działa stabilnie, z dużym marginesem bezpieczeństwa".
Źródło: The Moscow Times