Klimat wchodzi do Sejmu jako kwestia bezpieczeństwa państwa. W końcu

Najskuteczniejsza dezinformacja opiera się na półprawdach, a niemal każdy mit ma prawdziwy rdzeń – ostrzegają eksperci. Jak to się ma do bezpieczeństwa państwa, bezpieczeństwa żywnościowego, wojny kognitywnej i ochrony klimatu? O tym porozmawiają politycy z naukowcami.

 Dezinformacja coraz częściej dotyka kwestii polityki klimatycznej
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | J Tandler | ZipZapic.com

Pierwszą Narodową Debatę o Bezpieczeństwie Klimatycznym Polek i Polaków zaplanowano w Sejmie na 7 września. Zaczęło się od czerwcowych upałów. Naukowcy zajmujący się klimatem skierowali wtedy do rządzących apel o wspólną pracę na rzecz bezpiecznej przyszłości. Apel zaś doczekał się działań: marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zorganizował wraz z sygnatariuszami apelu debatę, na której spotkają się i naukowcy, i politycy.

Zaplanowane są trzy sesje poświęcone bezpieczeństwu. Po pierwsze gospodarczemu, ale też kwestiom społecznym, jak zdrowie publiczne czy bezpieczeństwo żywnościowe. Po drugie przyrodniczemu: kwestiom suszy, upałów, nagłych zjawisk pogodowych. – Trzecia część będzie dotyczyć bezpieczeństwa narodowego sensu stricto. Będziemy mówić o dezinformacji, wojnie kognitywnej, zarządzaniu kryzysowym, a także o potencjalnych zagrożeniach militarnych i sposobach reagowania na nie – wyjaśnia na łamach serwisu Nauka o klimacie prof. Szymon Malinowski, jeden z sygnatariuszy apelu.

Ile prawdy w prawdzie?

Kwestia bezpieczeństwa żywnościowego i bezpieczeństwa dostaw żywności jest integralną częścią układanki, na którą składa się bezpieczeństwo kraju – wszyscy musimy jeść. Jednocześnie jest to obszar, w którym wyraźnie widać to, co podkreśla prof. Malinowski: skuteczna dezinformacja niemal zawsze zawiera element prawdy. – Najbardziej skuteczna jest nie informacja całkowicie zmyślona, tylko półprawda. Coś, co zaczyna się od faktu, z którym trudno dyskutować, a potem prowadzi nas do wniosku, którego ten fakt już nie uzasadnia – rozwija tę myśl dr Paulina Sobiesiak-Penszko, prezeska Instytutu Strategii Żywnościowej Grunt i jedna z prelegentek sejmowej debaty.


DLA CIEBIE
Największe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6 


Instytut na 8 września szykuje premierę publikacji "Fakty i mity o bezpieczeństwie żywnościowym". – Każdy z analizowanych przez nas mitów ma jakiś prawdziwy rdzeń. Produkcja żywności rzeczywiście jest ważna. Cena żywności jest ważna. Technologie mogą pomagać rolnikom. Polska rzeczywiście jest dużym producentem i eksporterem żywności. Zmiana klimatu rzeczywiście wymaga adaptacji. Umowy handlowe rzeczywiście mogą wywierać presję na rolników. Manipulacja zaczyna się wtedy, kiedy ten jeden element przedstawiamy jako całą prawdę – wyjaśnia dr Sobiesiak-Penszko.

Jako przykład podaje częstą narrację: "Polska jest samowystarczalna żywnościowo". – To brzmi wiarygodnie, bo Polska rzeczywiście produkuje bardzo dużo żywności, w części kategorii więcej, niż konsumujemy i jest znaczącym eksporterem. Tyle że nasza produkcja sama jest zależna od importu pasz, nawozów, paliw, energii – mówi ekspertka. Jak dodaje, dobrze widać to w produkcji zwierzęcej: – W sezonie 2023/2024 sprowadziliśmy ponad 3 mln ton śruty sojowej, a surowce importowane odpowiadały za 67 proc. zużywanego w Polsce białka paszowego. Czyli możemy być dużym producentem drobiu czy mleka, ale część tej produkcji stoi na globalnym rynku pasz. To nie znaczy, że Polska jest żywnościowo "niebezpieczna". Znaczy tylko, że wysoka produkcja i eksport to nie to samo co samowystarczalność.

Hodowcy bydła chcą wsparcia retencji

Sobiesiak-Penszko przytacza również opowieść o "zalewaniu pól", która pojawia się w kontekście unijnego rozporządzenia w sprawie odbudowy zasobów przyrodniczych (Nature Restoration Law). – Ona też wykorzystuje fragment rzeczywistości. Przywracanie mokradeł rzeczywiście oznacza zatrzymywanie większej ilości wody w krajobrazie i czasem zmianę stosunków wodnych na terenach wcześniej osuszanych. O tym trzeba rozmawiać z rolnikami bardzo konkretnie, również o tym, gdzie i jak takie działania prowadzić. Ale czym innym jest taka rozmowa, a czym innym przedstawianie retencji jako bezsensownego "zalewania rolnikom ziemi" – podkreśla ekspertka. – Dzisiaj dobrze widać paradoks tej narracji. Przy coraz częstszych suszach rolnicy potrzebują dokładnie tego, co przez lata bywało przedstawiane jako zagrożenie: wody zatrzymanej w krajobrazie – dodaje.

Przypomina, że Wody Polskie wprost wskazują, że odtwarzanie mokradeł, terenów zalewowych i naturalnych funkcji rzek to działania zwiększające retencję i ograniczające skutki suszy. O pilne wsparcie retencji wody i przygotowanie rolnictwa na skutki zmian klimatu zaapelowali też do ministra rolnictwa hodowcy bydła zrzeszeni w Radzie Ekonomicznej ds. Produkcji i Rynku Mleka. Hodowcy zwracają uwagę na skutki tegorocznej suszy w całej UE. Piszą: "(...) powinniśmy poświęcić maksimum środków na retencję wody" i apelują o odtwarzanie terenów podmokłych. "Począwszy od uświadomienia społeczeństwu, a w szczególności rolnikom, że te 400 tys. hektarów, jakie powinniśmy przywrócić naturze, by odtworzyć mokradła i zalewiska, to nie wymysł urzędników europejskich, ale konieczność, byśmy nie stali się pustynią" – czytamy dalej.

"Bardzo niepełny obraz"

Z danych Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EIB) wiemy, że susza odpowiada za 54 proc. strat rolniczych związanych z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi w UE. Intensywne opady odpowiadają za 21 proc., mróz - 16 proc., a za 9 proc. grad. Również cykliczny raport Komisji Europejskiej "Stan bezpieczeństwa żywnościowego w UE (wiosna 2026)" wskazuje na ekstremalne zjawiska pogodowe jako jedno z dwóch najważniejszych zagrożeń. Drugim są wysokie i zmienne ceny produkcji, które wpływają na dostępność żywności, zwłaszcza dla gospodarstw domowych o niskich dochodach.

– Największy problem widzę chyba w tym, że bezpieczeństwo żywnościowe bardzo często sprowadza się w debacie publicznej do jednego pytania: ile produkujemy? Jeżeli produkujemy dużo, eksportujemy i mamy pełne półki, to znaczy, że jesteśmy bezpieczni. A to jest bardzo niepełny obraz – mówi dr Paulina Sobiesiak-Penszko. Tymczasem ważne są też dostępność ekonomiczna żywności, stabilność dostaw, kondycja gospodarstw, stan gleb i zasobów wodnych, zależność od importowanych pasz czy nawozów i wreszcie zdolność całego systemu do działania w czasie kryzysu.

Ekspertka zwraca uwagę, że z tego uproszczenia wynika kilka kolejnych: – Jedno mówi: musimy przede wszystkim produkować coraz więcej i intensywniej, a technologia rozwiąże resztę problemów. Drugie: Polska jest samowystarczalna żywnościowo, więc właściwie nic poważnego nam nie grozi. Trzecie, moim zdaniem szczególnie niebezpieczne, przeciwstawia bezpieczeństwo żywnościowe ochronie środowiska. Czyli pojawia się przekaz: albo chronimy przyrodę, wodę, gleby, albo produkujemy żywność i dbamy o rolników. Tymczasem to jest fałszywa alternatywa. Bez wody, żyznej gleby, stabilnego klimatu i bioróżnorodności nie będzie w dłuższym okresie stabilnej produkcji rolnej. To jest dziś szczególnie ważne w kontekście zmiany klimatu. W Polsce nie będzie po prostu cieplej. Będzie coraz bardziej niestabilnie. Będziemy płynnie przez cały rok przechodzić od suszy do podtopień i powodzi, fal upałów i późnych przymrozków – konkluduje.

Zmiana narracji o zmianie klimatu?

Francuskie organizacje pozarządowe zajmujące się monitorowaniem mediów i wykrywaniem dezinformacji klimatycznej (QuotaClimat, Data For Good oraz Science Feedback) przebadały telewizję i radio w czterech krajach: Francji, Hiszpanii, Brazylii oraz Polsce. Analiza objęła 44 media i trwała przez pierwszy kwartał 2026 r. Wyniki są bardzo ciekawe.

Spośród 815 zidentyfikowanych przypadków dezinformacji klimatycznej, 85 proc. wykryto w prywatnych mediach. Z opublikowanego w kwietniu br. raportu "Dezinformacja klimatyczna jako rosnące wyzwanie dla mediów informacyjnych" wynika także, że dezinformacja klimatyczna coraz rzadziej podważa zmianę klimatu czy jej antropogeniczne pochodzenie. Kwestionuje natomiast wykonalność, skuteczność, zasadność lub społeczno-ekonomiczne konsekwencje działań łagodzących i adaptacyjnych. Czyli, mówiąc prościej: rzadziej usłyszymy, że zmiany klimatu nie ma, częściej, że walka z nią nas zrujnuje.

W Polsce projekt wspierał Demagog, a w monitorowanym czasie odnotowano tu 54 przypadki dezinformacji klimatycznej. Najczęstsza narracja przedstawiała dekarbonizację jako spisek mający zniszczyć polski przemysł i górnictwo. Kolejne mówiły, że węgiel jest jedynym stabilnym źródłem energii; ETS to "podatek", który zabiera Polsce 50 mld zł rocznie i odpowiada za 50 proc. cen energii; CO2 jest "gazem życia"; OZE są droższe i mniej efektywne od węgla, a Zielony Ład to finansowy przekręt. 43 proc. tych narracji pochodziło od goszczących w programach polityków, a 23 proc. od dziennikarzy. 94 proc. przypadków dezinformacji wykryto w mediach prywatnych.

Okruchy wiedzy nie wystarczą

O tym, jak działa podatność na dezinformację i wiara w spiski mówi z kolei raport NASK "Paradoks spiskowy. O lęku przed innymi, potrzebie silnego państwa i podatności na narracje dezinformacyjne" – socjologiczna analiza uwarunkowań myślenia spiskowego w Polsce. W części "Klimat i środowisko" sprawdzano odporność na pięć twierdzeń:

  1. Działalność człowieka sprawia, że w ciągu roku do atmosfery dostaje się więcej dwutlenku węgla niż z emisji wulkanów (PRAWDA).
  2. Biała smuga pozostająca na niebie za lecącym samolotem nie jest trująca dla ludzi (PRAWDA).
  3. Zwierzęta hodowlane są głównym źródłem emisji gazów cieplarnianych (FAŁSZ).
  4. Globalna pogoda jest kontrolowana przez tajne programy geoinżynieryjne (FAŁSZ).
  5. Topnienie lodowców nie ma wpływu na poziom wód w morzach i oceanach (FAŁSZ).

Co ciekawe, NASK wykazuje, że znajomość pojedynczych faktów o klimacie nie wystarcza, żeby uchronić się przed dezinformacją. Potrzebna jest szersza wiedza, która pozwala fakty połączyć w całość, analizować i wyciągać wnioski. Jednocześnie – paradoksalnie – osoby, które znały poprawną odpowiedź na tylko jedno z pięciu podanych twierdzeń, były bardziej podatne na myślenie spiskowe niż te, które… nie znały ani jednej! Efekt ochronny pojawiał się dopiero, gdy ktoś potrafił poprawnie odpowiedzieć na cztery lub pięć pytań. To wszystko zaś układa się w mechanizm, w którym okruchy wiedzy łatwo wykorzystać do zbudowania fałszywej historii, jeśli brakuje nam szerszego zrozumienia tematu.

Pozostałe przebadane w ten sposób segmenty to "Zdrowie i nowe technologie", "Państwo i gospodarka" oraz "Fakty społeczne". W raporcie NASK pojawia się też pojęcie "paradoksu spiskowego" – jak czytamy, w Polsce wiarę w teorie spiskowe najsilniej napędza połączenie ksenofobii z oczekiwaniem silnej, opiekuńczej roli państwa w gospodarce, co odbiega od modeli zachodnich. Raport pokazuje też, że najwyższą podatność na myślenie spiskowe mają użytkownicy platform takich jak Snapchat czy TikTok oraz osoby, które czerpią informacje z wielu sprzecznych źródeł naraz, nie selekcjonując ich.

Wystarczy, że zwątpimy?

W obronie przed dezinformacją nie pomaga też to, że – jak mówi prof. Szymon Malinowski – politykę klimatyczną zideologizowano i oderwano "nie tylko od podstaw naukowych, ale wręcz od podstaw fizycznych, od tego, co rzeczywiście dzieje się w świecie". – To jest jawny przykład skuteczności dezinformacji. Działa ona na wielu poziomach: zaczynając od tego, co kiedyś Naomi Oreskes nazwała "przemysłem zorganizowanych wątpliwości".

Wmawia się ludziom, że człowiek nie może wpływać na klimat albo że system klimatyczny jest tak złożony, iż nigdy nie będziemy mieć pewności, co powoduje obserwowane zmiany. Pojawiają się też argumenty, że wobec sił natury człowiek nic nie znaczy, zwłaszcza w skali planetarnej. To mity głęboko zakorzenione w naszej kulturze, dlatego dezinformację łatwo oprzeć na półprawdach i ćwierćprawdach – dodaje naukowiec. Wspomniana przez niego historyczka nauki, Naomi Oreskes, w napisanej z Erikiem Conwayem książce "Merchants of Doubt" podkreśla właśnie to, że dezinformacja często wykorzystuje fakty, tylko że wyrwane z kontekstu. Mechanizm dezinformacji polega zaś na zasianiu wątpliwości – nie musimy wierzyć, że teza, która przeczy naukowemu konsensusowi, jest prawdziwa. Wystarczy, że uznamy, że "naukowcy wciąż się spierają", czyli "nie ma 100-procentowej pewności".

Na co więc szczególnie uważać słuchając narracji o klimacie, a w kontekście tego tekstu – o bezpieczeństwie żywnościowym? – Dla mnie sygnałem ostrzegawczym jest zawsze narracja, która proponuje jedną prostą odpowiedź na bardzo złożony problem: wystarczy więcej produkować, wystarczy znieść regulacje, wystarczy zatrzymać import, wystarczy nowa technologia. Bezpieczeństwo żywnościowe tak nie działa – mówi Paulina Sobiesiak-Penszko i dodaje: – Nie chodzi tylko o to, że coś jest prawdą albo fałszem. Warto pytać: co ta opowieść pokazuje, a co przed nami zasłania? Bo bardzo często najgroźniejsze są właśnie te narracje, które biorą prawdziwy problem i używają go do uzasadnienia rozwiązania, które w dłuższej perspektywie może ten problem jeszcze pogłębić.

Wybrane dla Ciebie