Zarzuty dotyczą dwóch programów uruchomionych w 2021 i 2022 r.: "Nasze łowiska" oraz "Opłata krajowa". Zdaniem Izby prezes Wód Polskich, wprowadzając je, ograniczył swobodę prowadzenia działalności gospodarczej podmiotom zajmującym się połowami i zarybianiem akwenów, a także zmniejszył liczbę i powierzchnię przekazywanych im obwodów rybackich.
W latach 2021-2025 Wody Polskie zamiast zapewniać właściwe warunki do prowadzenia racjonalnej gospodarki rybackiej w rzekach i jeziorach, w rzeczywistości ją utrudniały, łamiąc przy tym obowiązujące przepisy - napisano w komunikacie NIK.
Działania te były niezgodne z ustawą o rybactwie śródlądowym oraz z wytycznymi Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Izba zaznacza, że prezes gospodarstwa miał w tej sprawie odmienne stanowisko i nie traktował wytycznych resortu jako wiążących. Z obu programów Wody Polskie wycofały się w 2024 r.
WIDEOKóło, płaskiz i rozbory. Losowe znaki? Nie, to promocja Polski [OPINIA]
Jak działa gospodarka rybacka
Niemal wszystkie polskie jeziora, rzeki i zbiorniki zaporowe należą do śródlądowych wód płynących i są własnością Skarbu Państwa. Zarządza nimi Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, które nie może ich sprzedać — jedynie wydzierżawić albo oddać w użytkowanie.
Dzierżawca lub użytkownik ma obowiązek prowadzić racjonalną gospodarkę rybacką, czyli łowić tak, by zachować populację ryb w równowadze biologicznej i umożliwić korzystanie z niej w przyszłości. Podstawą są operaty rybackie, określające planowaną wielkość połowów, zarybień oraz maksymalną liczbę wędkarzy mogących łowić danego dnia w konkretnym obwodzie.
Same akweny gospodarstwa rybackie dzierżawią na podstawie umów z dyrektorami Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej. Dyrektorzy również mogą prowadzić taką gospodarkę, ale ich obowiązkiem jest przekazywanie obwodów użytkownikom wyłonionym w konkursach.
Pięciokrotny wzrost liczby własnych obwodów
Kontrola pokazała odwrotną tendencję. W badanym okresie zmalała zarówno liczba, jak i powierzchnia obwodów oddanych w użytkowanie, a jednocześnie prawie pięciokrotnie — z 27 do 126 — wzrosła liczba obwodów, w których dyrektorzy RZGW prowadzili gospodarkę samodzielnie. Ich powierzchnia zwiększyła się 2,5-krotnie, z 5,7 tys. ha do 14,4 tys. ha.
W ujęciu procentowym takie obwody stanowiły 2,5 proc. wszystkich w 2021 r. i już 5,7 proc. w 2024 r. Odpowiadał za to program "Nasze łowiska" na lata 2022-2024, w ramach którego Wody Polskie prowadziły na własnych akwenach gospodarkę typu wędkarskiego, ustalając opłaty za amatorski połów wyraźnie niższe niż inne podmioty. Zarejestrowanych wędkarzy jest w Polsce ponad 2 mln.
Przystąpienie do programu było wymuszone
Drugi program, "Opłata krajowa", działał od 1 stycznia 2023 r. do 26 czerwca 2024 r. Pozwalał wędkarzom łowić na podstawie zezwolenia wydanego przez Wody Polskie — i w cenie przez nie ustalonej — nie tylko na akwenach należących do gospodarstwa, ale też w obwodach innych użytkowników uczestniczących w programie.
NIK zwraca uwagę, że udział w nim był w praktyce obowiązkowy. "Problem w tym, że przystąpienie do programu nie było dobrowolne, a wymuszone. Brak zgody na przystąpienie do programu skutkował odmową zawarcia umowy użytkowania obwodu rybackiego, zaś rezygnacja z udziału w programie oznaczała automatycznie rozwiązanie obowiązującej umowy. W dodatku zgodnie z ustawą to dzierżawcy i użytkownicy obwodów rybackich ustalają ceny i pobierają opłaty za zezwolenia na amatorskie połowy" - zaznaczyła Izba.
Same opłaty były niewysokie. Roczne zezwolenie kosztowało 350 zł w 2023 r. i 400 zł w 2024 r., a stawki ulgowe wynosiły odpowiednio 175 zł i 200 zł. W latach 2021-2024 gospodarstwo wydało łącznie ponad 75,5 tys. zezwoleń, uzyskując z tego ponad 7,4 mln zł przychodu. Na pięć skontrolowanych regionalnych zarządów przypadło niemal 68 tys. zezwoleń i blisko 6,6 mln zł.
Brak zarybiania i bierność ministerstwa
Kontrolerzy wskazali też inne uchybienia. Regionalne zarządy w Gdańsku i Szczecinie nie prowadziły zarybiania zbiorników, na których same gospodarowały, choć były do tego prawnie zobowiązane, a dokumentację prowadziły niewłaściwie.
Osobny zarzut dotyczy nadzoru. Pracownicy Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wiedzieli o nieprawidłowościach, ale — jak podaje NIK — minister "nie zapobiegł łamaniu prawa i nie przeprowadził w PGW WP ani jednej kontroli dotyczącej gospodarki rybackiej". Izba odnotowuje jednocześnie, że resort zapewnił podstawę merytoryczną do prowadzenia racjonalnej gospodarki, opracowując m.in. Strategię Zrównoważonego Rozwoju Wsi, Rolnictwa i Rybactwa 2030 oraz Plan Gospodarowania Zasobami Węgorza w Polsce.
Stąd wniosek o zmianę przepisów. Zdaniem NIK ustawa o rybactwie śródlądowym powinna jednoznacznie wskazywać, że dyrektorzy RZGW prowadzą gospodarkę rybacką wyłącznie w obwodach, których nie udało się oddać w użytkowanie w drodze konkursu. Marszałkowie województw mieliby z kolei oceniać wypełnianie tego obowiązku zarówno przez gospodarstwa rybackie, jak i przez samych dyrektorów.
Kontrolą objęto resort rolnictwa, Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej, pięć regionalnych zarządów (w Białymstoku, Bydgoszczy, Gdańsku, Poznaniu i Szczecinie) oraz pięć urzędów marszałkowskich — kujawsko-pomorskiego, pomorskiego, warmińsko-mazurskiego, wielkopolskiego i zachodniopomorskiego. Badanie obejmowało okres od 2021 r. do 29 sierpnia 2025 r.