Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Arkadiusz Milik idzie w poważny biznes. Na razie zaliczył straty finansowe

Złe miłego początki? Arkadiusz Milik kilka lat temu zdecydował, że piłka nożna nie jest w życiu wszystkim. I nie na zawsze. Trzeba robić też biznes. Na razie jednak zaliczył rok finansowych strat. Jego restauracja ma do odpracowania blisko 850 tys. zł.

Podziel się
Dodaj komentarz
(East News)
Arkadiusz Milik postawił na trzy biznesy: restaurację, mieszkania oraz ubrania (Fot: Andreas Solaro)

Reprezentant Polski nie jest jeszcze tak doświadczony biznesowo jak inny napastnik kadry, czyli Robert Lewandowski. Pierwsze decyzje jako właściciel dwóch firm ma jednak już za sobą. Jesienią ubiegłego roku otworzył własną restaurację w Katowicach. Na tym jednak nie zamierza skończyć. W planach ma wciąż choćby budowlę osiedla mieszkaniowego.

Na razie jednak Arkadiusz Milik musi przełknąć gorycz strat. Biznes restauracyjny dopiero zaczął działać i nie zdążył jeszcze na siebie zarobić. Strata? Jak wynika z raportów finansowych, w 2018 roku było to ponad 800 tys. zł.

Z kolei jego druga firma - spółka inwestycyjna - dopiero szykuje się w blokach startowych. I na razie też zaliczyła stratę. Jest symboliczna, ale wynosi 10 tys. zł.

Zobacz także: "Druga polowa". Kto w ataku reprezentacji? "Jeśli Jerzy Brzęczek nie śpi, to mu z tym dobrze"

Jak wynika z dokumentów w Krajowym Rejestrze Sądowym, Arkadiusz Milik jest współwłaścicielem dwóch spółek: Inkunzi oraz Kingvestment.

Inkunzi odpowiada za biznes restauracyjny, Kingvestment za deweloperski. Obie firmy tworzy dwóch wspólników: Grzegorz Kowalczyk (jako prezes) oraz Arkadiusz Milik (jako członek zarządu). Obie spółki zarejestrowane są w tym samym punkcie, w obu panowie dzielą się po połowie udziałów. Pod dokumentami też podpisują się razem. Kowalczyk jest wieloletnim przyjacielem Milika – i miał już doświadczenie w branży gastronomicznej.

Inkunzi działa na rynku dopiero od trzech lat. Spółka jeszcze na koniec 2017 roku zatrudniała wyłącznie jedną osobę, bo dopiero przygotowywała się do startu restauracji. Biznes był w powijakach. W 2018 roku zmieniło się to za sprawą otwarcia nowej galerii handlowej. W sumie dziś spółka Arkadiusza Milika zatrudnia blisko 30 pracowników, nieco więcej mężczyzn niż kobiet.

(KRS)

Lokal Food & Ball - bo tak nazywa się restauracja - znalazł miejsce w największej galerii w Katowicach. Food & Ball, bo ma łączyć piłkę nożną i dobre jedzenie. Milik czekał na otwarcie blisko dwa lata. Motywem przewodnim jest oczywiście piłka nożna. W środku można podziwiać wystawę z butami i koszulkami takich gwiazd jak Cristiano Ronaldo, Leo Messi, Robert Lewandowski, czy Gerard Pique.

Ale restauracja piłkarska Milika to nie jest zwykły pub z piwem i telewizorami dla oglądających mecze. W menu można znaleźć jagnięcinę, kaczkę i steki. Ceny wahają się od 39 zł do nawet 190 zł za najdroższe danie dla dwóch osób. Do tego burgery, desery czy dania dla dzieci. Lokal podzielony jest na dwie części: dla tych, którzy chcą tylko jeść, i dla tych, którzy przychodzą dla sportowych emocji.

W ubiegłym roku firma przyniosła jednak stratę - na minusie jest 813 tys. zł. Powód jest oczywisty: biznes dopiero wystartował, nakłady na start były duże, a restauracja działa tylko kilka miesięcy.

Spółka jednak od początku działalności nie przynosi zysków. Przez 6 miesięcy 2016 roku strata wyniosła ponad 6 tys. zł, w 2017 było to 23 tys. zł na minusie.

(KRS)

Trzy lata to w sumie 842 tys. zł na minusie, które firma ma zamiar odpracować dzięki przyszłym zyskom. Tak deklarują obaj wspólnicy w dokumentach finansowych.

Więcej z dokumentów finansowych można dowiedzieć się o drugiej spółce - Kingvestment. Jak wynika z danych w KRS, ma działać na rynku nieruchomości. Firma cały czas szykuje się na inwestycję mieszkaniową.

(KRS)

W 2017 roku wzięła blisko 2 mln zł pożyczki na ten cel. Co ciekawe, pieniądze na pożyczkę wyłożyli... udziałowcy firmy. Z dokumentów wynika, że będzie to budowa "kompleksu mieszkaniowego". Ani żadne daty, ani żadne konkrety w papierach jednak nie padają. W wynikach finansowych za 2018 rok również nie widać, by inwestycja już się rozpoczynała.

Zarząd zajmował się na razie etapem administracyjnym, marketingowym oraz inwestycyjnym. Dopiero niebawem będzie zatrudniać pracowników.

Na tym jednak nie koniec biznesów Arkadiusza Milika. Od ubiegłego roku wraz ze swoją żoną Jessicą Ziółek rozwija markę Wild Mascot. Biznes wystartował dopiero pod koniec roku, więc w dokumentach finansowych niewiele się znajduje. Firma w dwa miesiące zaliczyła stratę kilkuset złotych.

(KRS)

Wild Mascot to debiutująca dopiero marka ubrań - tworzonych właśnie przez Jessicę Ziółek. Ubrania mają być połączeniem włoskich i francuskich tkanin, polskiego rzemiosła oraz oryginalnych projektów.

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
16-08-2019

HarryCo może wymyślić prosty chłopak co kopie piłkę ?. Może powielić jedynie to co robią inni, ale nie znając biznesu i mając za wspólnika drugiego Janusza … Czytaj całość

15-08-2019

m-53bzdet

16-08-2019

TakaStraszny pęd za pieniądzem, mało, mało, mało i wciąż mało. To jest straszne:(

Rozwiń komentarze (152)