"Daliśmy już wystarczająco". Dlaczego odmawiają zbrojenia Ukrainy?
Administracja nowego premiera Bułgarii Rumena Radewa podjęła oficjalną decyzję o wstrzymaniu dostaw sprzętu wojskowego dla Ukrainy, pochodzącego z zasobów państwowych. Decyzja ta, choć kategoryczna w odniesieniu do majątku państwowego, nie obejmuje jednak komercyjnego eksportu realizowanego przez prywatne firmy zbrojeniowe - donosi DW. I opisuje konsekwencje dla bułgarskiej gospodarki.
Dimityr Stojanow, obecny minister obrony, uzasadnił podczas wysłuchania w parlamencie, że kraj nie dysponuje już sprzętem, który mógłby zostać przekazany. Szef resortu podkreślił, że państwowe zapasy spadły poniżej minimalnego wymaganego poziomu. Zaznaczył przy tym, że od momentu objęcia przez niego urzędu strona ukraińska nie występowała z nowymi wnioskami o wsparcie z bułgarskich rezerw. Decyzja ta wpisuje się w szerszą politykę premiera Radewa, który konsekwentnie sprzeciwia się rozszerzaniu inicjatyw zbrojeniowych.
Sam szef rządu, broniąc nowego kursu politycznego, odwołał się bezpośrednio do argumentów natury ekonomicznej. – Daliśmy już wystarczająco dużo, podczas gdy nasz kraj w wyniku tej krwawej wojny nadal ponosi szkody społeczno-gospodarcze – stwierdził Rumen Radew cytowany przez "Deutsche Welle". Jednak analitycy i byli urzędnicy zwracają uwagę, że oficjalna narracja o kosztach pomija istotne korzyści finansowe, jakie do tej pory płynęły do państwowej kasy z tytułu współpracy zbrojeniowej.
"Polski w Waszyngtonie nie ma". Michta ostro o bezpieczeństwie
Gospodarczy silnik i utracone szanse
Z danych udostępnionych stacji Deutsche Welle przez bułgarskie Ministerstwo Obrony wyłania się obraz zgoła odmienny od wizji gospodarczego drenażu. Wsparcie sprzętowe było w dużej mierze rekompensowane ze środków Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju (EPF), z którego Sofia otrzymała miliony euro. Co więcej, umowy trójstronne wygenerowały dla budżetu resortu obrony wpływy przekraczające dwieście milionów euro, z czego ponad połowa posłużyła do zasypania deficytu budżetowego.
Todor Tagarew, były minister obrony, w rozmowie z DW wskazuje na wymierne korzyści płynące z dotychczasowego mechanizmu wymiany sprzętu. – Dzięki temu mechanizmowi bułgarska armia i Ministerstwo Obrony otrzymały dodatkowe środki, które mogły być reinwestowane w projekty modernizacji sił zbrojnych – wyjaśnia ekspert. W ubiegłych latach Bułgaria przekazywała przestarzały sprzęt z czasów radzieckich, otrzymując w zamian nowoczesne uzbrojenie zgodne ze standardami NATO. Wstrzymanie tego procederu oznacza, według byłego ministra, bezpowrotną utratę szansy na unowocześnienie armii.
Nie bez znaczenia pozostaje również kondycja prywatnego sektora zbrojeniowego, którego nowy zakaz nie dotyczy. Branża ta zanotowała w ostatnich latach potężny wzrost sprzedaży, odpowiadając za ponad 4 proc. krajowego PKB. Była minister spraw zagranicznych Nadeżda Nejnski stanowczo odrzuca tezę, jakoby wspieranie Kijowa osłabiało kraj. Według niej, pomoc wojskowa dla Ukrainy nie tylko nie uszczupla potencjału bułgarskiej armii, ale wręcz go wzmacnia poprzez dostęp do najnowszych technologii obronnych.
Obecna sytuacja przypomina wydarzenia z pierwszych miesięcy pełnoskalowej wojny. Wówczas oficjalne władze w Sofii zapewniały, że do Ukrainy nie trafiła "ani jedna kula", podczas gdy w rzeczywistości krajowy przemysł zbrojeniowy notował rekordowy eksport. Towar trafiał do odbiorców docelowych za pośrednictwem krajów trzecich, takich jak Polska czy Czechy. Taki zabieg pozwalał ówczesnemu rządowi zachować poparcie prorosyjskich koalicjantów i nie rezygnować z lukratywnych kontraktów zbrojeniowych.
Bułgarzy są przeciwni zbrojeniu Ukrainy
Zmiana oficjalnego kursu przez partię Postępowa Bułgaria wydaje się być silnie podyktowana nastrojami społecznymi. Z badań Eurobarometru wynika, że zdecydowana większość, bo aż 66 proc. bułgarskiego społeczeństwa, sprzeciwia się finansowaniu zakupów broni dla Ukrainy. Zdaniem Todora Tagarewa, obecne deklaracje władz są skrojone głównie na potrzeby polityki krajowej, mając na celu uspokojenie rusofilskiego elektoratu partii rządzącej.
Eksperci ostrzegają jednak przed długofalowymi skutkami ekonomicznymi i dyplomatycznymi takiego manewru. Nadeżda Nejnski podkreśla, że zrywanie z dotychczasowym kursem wysyła negatywny sygnał do międzynarodowych partnerów. – Przesłanie do naszych partnerów brzmi: "Nie możecie na nas liczyć" – ostrzega była szefowa dyplomacji na łamach DW, dodając, że po zakończeniu działań zbrojnych w lukratywnym procesie odbudowy Ukrainy wezmą udział wyłącznie te państwa, które cieszą się zaufaniem na arenie międzynarodowej.
Źródło: Deutsche Welle