Wojna handlowa UE z Chinami? Media: Europa na kursie kolizyjnym

Zderzenie gospodarczych interesów Unii Europejskiej i Chin wchodzi w decydującą fazę. Jak zauważa brytyjski tygodnik "The Economist", analitycy nie zastanawiają się już, czy Europa wzniesie bariery handlowe, ale jak szybko to nastąpi i z jakimi konsekwencjami będzie musiała się zmierzyć.

The Economist zapowiada starcie UE i ChinThe Economist zapowiada starcie UE i Chin
Źródło zdjęć: © East News | AA/ABACA, ANDBZ, East News, Thierry
Robert Kędzierski

Sytuacja gospodarcza na Starym Kontynencie staje się coraz trudniejsza, co stanowi tło dla nadchodzących decyzji politycznych. Według danych przytaczanych przez brytyjskich dziennikarzy, liczba bankructw w Unii Europejskiej osiągnęła poziomy nienotowane od 2015 r. Przemysł znajduje się pod ogromną presją, czego jaskrawym przykładem są Niemcy, które tylko w 2025 r. straciły ponad sto czterdzieści tysięcy miejsc pracy w sektorze produkcyjnym.

W obliczu tych wyzwań, unijni przywódcy spotkają się na czerwcowym szczycie, by wypracować spójną strategię wobec chińskiej ekspansji gospodarczej.

Źródła europejskich problemówDeficyt i nieuczciwa konkurencja

Głównym punktem zapalnym w relacjach na linii Bruksela-Pekin jest pogłębiająca się nierównowaga w wymianie towarowej. "The Economist" wskazuje, że w 2025 roku deficyt handlowy Unii Europejskiej w obrocie dobrami z Chinami wynosił około miliarda euro dziennie. To wartość niemal dwukrotnie wyższa niż w okresie przed pandemią. Szczególnie dotkliwie odczuwa to niemiecka gospodarka, która notuje stały wzrost importu z Państwa Środka przy jednoczesnym gwałtownym spadku własnego eksportu w tamtym kierunku.

"Polski w Waszyngtonie nie ma". Michta ostro o bezpieczeństwie

Europejscy decydenci coraz częściej wskazują na nieuczciwą konkurencję. Z raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wynika, że w latach 2005-2024 chińskie przedsiębiorstwa otrzymały od trzech do ośmiu razy więcej państwowych subwencji niż ich konkurenci z krajów zrzeszonych w tej organizacji. Skala tego wsparcia jest na tyle duża, że według szacunków blisko jedna trzecia chińskich firm przemysłowych przynosi straty, a ich przetrwanie zależy wyłącznie od państwowej kroplówki.

Należy jednak zaznaczyć, że nie wszyscy eksperci obarczają Pekin wyłączną winą za kłopoty europejskiego przemysłu. Część analityków, na których powołuje się brytyjski tygodnik, argumentuje, że prawdziwymi winowajcami są wysokie koszty energii w Europie, powolna biurokracja oraz niedostatki w innowacyjności. Zwracają oni również uwagę, że ewentualne zablokowanie importu tanich chińskich komponentów może uderzyć rykoszetem w europejskie firmy, które wykorzystują je na dalszych etapach produkcji, co ostatecznie jeszcze bardziej osłabi ich konkurencyjność na globalnym rynku.

Arsenał obronny i zmiana strategiiNowe przepisy na horyzoncie

Mimo wewnętrznych różnic w diagnozie sytuacji, Unia Europejska zaczęła już podejmować konkretne kroki odwetowe. W kwietniu zablokowano udział wspieranego przez państwo chińskiego wykonawcy w budowie kolei miejskiej w Lizbonie. Wcześniej wprowadzono cła na samochody elektryczne oraz stal, a także ograniczono możliwości udziału chińskich firm w przetargach na sprzęt medyczny, co było bezpośrednią odpowiedzią na podobne praktyki stosowane wobec firm europejskich w Chinach.

Obecne narzędzia antydumpingowe i antysubsydyjne wymagają jednak żmudnych, indywidualnych dochodzeń. Jeden z unijnych urzędników, cytowany przez "The Economist", obrazowo porównał te procedury do – wylewania wody z łódki za pomocą małej łyżeczki. Dlatego w Brukseli trwają prace nad bardziej radykalnymi rozwiązaniami, takimi jak odwrócenie ciężaru dowodu. W nowym modelu to firmy podejrzane o korzystanie z nadmiernych dotacji musiałyby udowodnić, że działają na rynkowych zasadach.

Eksperci zauważają również ewolucję w podejściu do ochrony rynku. – Połączenie środków handlowych z polityką inwestycyjną i przemysłową to znacząca zmiana intelektualna – ocenia Shahin Vallée z Niemieckiej Rady Stosunków Zagranicznych. Z kolei przedstawiciel niemieckiego przemysłu w rozmowie z tygodnikiem podkreśla, że czas nie gra na korzyść Europy: – Konfrontacja z Chinami będzie kosztowna tak czy inaczej, ale im dłużej będziemy czekać, tym wyższe będą te koszty.

Ryzyko eskalacji i brak unijnej jednościJak odpowiedzą Chiny?

Największą niewiadomą pozostaje reakcja samego Pekinu. Chiny dysponują potężnymi narzędziami nacisku, w tym dominującą pozycją w rafinacji metali ziem rzadkich, co może posłużyć do wprowadzenia bolesnych dla Europy zakazów eksportowych. Jak zauważa wieloletni obserwator relacji międzynarodowych cytowany w artykule, Chiny wykazują się obecnie dużą pewnością siebie, co czyni z nich niezwykle trudnego partnera w negocjacjach. Pekin traktuje europejskie skargi na nadmierne moce produkcyjne jako przejaw słabości Starego Kontynentu, czego symbolicznym wyrazem było niedawne odwołanie dwóch spotkań na wysokim szczeblu z przedstawicielami Unii.

Sytuację komplikuje brak pełnej zgody wewnątrz samej Wspólnoty. Niemcy, choć ostatnio zaostrzyły kurs wobec Chin, wciąż obawiają się retorsji, które mogłyby sparaliżować kluczowe gałęzie ich przemysłu. Z kolei kraje takie jak Hiszpania opowiadają się za bardziej pragmatycznym podejściem, argumentując, że nowy porządek świata musi uwzględniać potęgę Chin, a ewentualne sankcje powinny być wymierzone wyłącznie w ewidentnie nieuczciwe praktyki rynkowe.

Według Maxa Zengleina z globalnego stowarzyszenia biznesowego Conference Board, Chiny będą stawiać twardy opór wobec wszelkich prób dywersyfikacji łańcuchów dostaw. Wiele wskazuje na to, że w obszarze polityki handlowej Unia Europejska i Państwo Środka zmierzają ku potężnemu starciu, którego skutki odczuje cała globalna gospodarka.

Wybrane dla Ciebie