Chcą ominąć cieśninę Ormuz. Efekt wojny USA z Iranem

Rosnące ryzyko zakłóceń w cieśninie Ormuz zmusza kraje Zatoki Perskiej do powrotu do kosztownych planów budowy rurociągów omijających ten kluczowy szlak. Choć projekty są drogie i skomplikowane, coraz częściej uznawane są za konieczne - opisał "Financial Times".

Efekt wojny Trumpa. Chcą uniezależnić się od cieśniny OrmuzEfekt wojny Trumpa. Chcą uniezależnić się od cieśniny Ormuz
Źródło zdjęć: © Getty Images | ZipZapic.com
Magda Żugier
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Nasilające się obawy o możliwość długotrwałej kontroli Iranu nad cieśniną Ormuz skłaniają państwa Zatoki do ponownego rozważenia alternatywnych tras eksportu ropy i gazu. Wśród rozwiązań coraz częściej pojawiają się rurociągi omijające ten strategiczny punkt.

Przedstawiciele branży i administracji podkreślają, że nowe inwestycje mogą być jedynym sposobem na ograniczenie podatności regionu na zakłócenia. Jednocześnie zaznaczają, że ich realizacja będzie kosztowna, skomplikowana politycznie i rozciągnięta na lata.

Powrót do starych koncepcji

Obecny konflikt uwypuklił znaczenie istniejącej infrastruktury. Kluczową rolę odgrywa saudyjski rurociąg East-West o długości 1200 km, który umożliwia transport nawet 7 mln baryłek ropy dziennie do portu Janbu nad Morzem Czerwonym, całkowicie omijając Ormuz - wskazał "Financial Times".

Motyka o paliwach. "Nie wiem, co będzie jutro"

- Z perspektywy czasu rurociąg East-West wygląda jak genialne posunięcie – ocenił jeden z wysokich rangą menedżerów sektora energetycznego w regionie. Również prezes Aramco, Amin Nasser, wskazał, że to obecnie "główna trasa, którą teraz wykorzystujemy".

Arabia Saudyjska analizuje dziś możliwości zwiększenia przepustowości tej trasy lub budowy nowych rurociągów. Chodzi o to, by większa część produkcji – sięgającej 10,2 mln baryłek dziennie – mogła trafiać na rynki z pominięciem wód kontrolowanych przez Iran.

Koszty, ryzyka i polityka

Dotychczasowe projekty w regionie często upadały ze względu na koszty i złożoność. Jednak – jak zauważa Maisoon Kafafy z Atlantic Council – podejście zaczyna się zmieniać. "Widzę zmianę – od czysto teoretycznych rozważań do realnych działań" – powiedziała.

Ekspertka podkreśla, że najbardziej odpornym rozwiązaniem byłaby nie pojedyncza inwestycja, lecz sieć połączonych korytarzy transportowych. Jednocześnie przyznaje, że taki model byłby najtrudniejszy do wdrożenia.

Koszty pozostają ogromne. Odtworzenie rurociągu East-West dziś to wydatek co najmniej 5 mld dolarów. Bardziej złożone projekty, obejmujące kilka państw – np. z Iraku przez Jordanię czy Syrię – mogłyby kosztować nawet 15–20 mld dolarów.

Dodatkowym problemem są zagrożenia bezpieczeństwa. W Iraku wciąż znajdują się niewybuchy, a aktywność ugrupowań zbrojnych utrudnia planowanie inwestycji. Z kolei trasy prowadzące do Omanu musiałyby przebiegać przez pustynie i trudne tereny górskie.

Nie brakuje też wyzwań politycznych, takich jak podział kontroli nad infrastrukturą i przepływem surowców - podkreśla "FT". Budowa wspólnej sieci wymagałaby ścisłej współpracy państw regionu, które dotąd preferowały indywidualne rozwiązania oparte na transporcie morskim.

W krótkim terminie bardziej realne wydaje się zwiększenie przepustowości istniejących tras – zarówno saudyjskiego rurociągu East-West, jak i połączenia Abu Zabi z portem Fudżajra. Rozważana jest także rozbudowa terminali eksportowych nad Morzem Czerwonym.

Decyzje o nowych inwestycjach mogą jednak zapaść dopiero po wyjaśnieniu przyszłego statusu cieśniny Ormuz. Jednocześnie – jak wskazują eksperci – skala obecnego kryzysu energetycznego sprawia, że powrót do wcześniejszego modelu funkcjonowania rynku jest mało prawdopodobny.

Źródło: Financial Times

Wybrane dla Ciebie