Chiny się okopały. A ropa z Iranu wciąż do nich płynie. Xi obrał inną strategię
Choć Iran ogłosił blokadę Cieśniny Ormuz i atakuje przepływające przez nią tankowce, statki pod chińską banderą mają mieć zagwarantowane bezpieczeństwo. W drugą stronę irańska ropa, mimo wojny, wciąż trafia do Chin. Pekin obrał inną strategię. Może wrócić do dostaw z Rosji.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zapowiadał całkowitą blokadę transportu ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz. Na potwierdzenie swoich słów przeprowadził ataki na przepływające przez nią tankowce.
Wiceminister spraw zagranicznych Iranu Madżid Tacht-Rawanczi przyznał, że kraje, które przyłączyły się do agresji, nie powinny mieć dostępu do bezpiecznego przejścia przez Cieśninę Ormuz. Jednocześnie przyznał, że niektóre państwa rozmawiały z władzami w Teheranie o transporcie przez cieśninę. - Współpracujemy z nimi - powiedział Tacht-Rawanczi.
O jakie państwa chodzi? Według doniesień mediów to Chiny i Indie. Iran już wcześniej sugerował, że statki pod chińską banderą mają mieć zagwarantowane bezpieczeństwo. Jak podaje Associated Press, część armatorów operujących w rejonie Zatoki Perskiej miała zacząć oznaczać jednostki jako "China Owner" (ang. chiński właściciel), licząc, że powiązanie z Chinami zmniejszy ryzyko ataku.
Amerykanie dali Chinom "najlepszy prezent w historii"
Chiny nie straciły irańskiej ropy
Mimo trwających już dwa tygodnie bombardowań Iranu, kraj ten wciąż zachował swoje zdolności do eksportu ropy. Dane zebrane przez Kpler i TankerTrackers mówią, że Iran wyeksportował od 28 lutego do 11 marca około 13,7-16,5 mln baryłek.
To przekłada się na tempo rzędu 1,1-1,5 mln baryłek dziennie w tym okresie. Dla porównania, średnia za cały 2025 r. wynosiła 1,69 mln baryłek dziennie. To zdaniem Reutersa oznacza, że choć eksport po rozpoczęciu amerykańsko-izraelskiej operacji spadł, to jednak nie załamał się w pełni.
Potwierdzać to miały zdjęcia satelitarne zrobione przed tygodniem w sobotę. Widać na nich załadunek ropy w ulokowanym na niewielkiej wyspie Chark terminalu na dwa tankowce, każdy zdolny do przewozu 2 mln baryłek ropy.
Jak ocenił JPMorgan, około 90 proc. irańskiego eksportu ropy przechodzi przez Chark. Instalacje te nie były dotąd celem USA i Izraela, mimo że ten ostatni już atakował magazyn ropy naftowej w południowym Teheranie, wywołując pożar w pobliskiej rafinerii.
Według analiz Kpler i Lloyd's List Intelligence od 28 lutego z Iranu wypłynęło sześć tankowców z ropą. Co najmniej 11 mln baryłek zostało już wysłanych, z czego cztery supertankowce z 8 mln baryłek dotarły w okolice Singapuru.
Jak podał Reuters, od początku 2026 r. ropa z Iranu stanowiła 11,5 proc. chińskiego importu morskiego, a głównym odbiorcą pozostają chińskie niezależne rafinerie.
Analitycy Energy Aspects wskazywali natomiast, że około 30 mln baryłek irańskiej ropy wciąż znajduje się w pływających magazynach, zlokalizowanych głównie w rejonie Malezji i właśnie Chin.
- Nie wykluczałbym, że Iran wciąż dostarcza ropę Chinom. Dostawy są najpewniej związane z umowami zawartymi przed atakami USA i Izraela - stwierdza w rozmowie z money.pl dr Szymon Kardaś, analityk European Council on Foreign.
Jak podkreśla, Chiny są jednym z krajów, które najbardziej odczuwają zawirowania na rynkach naftowych wywołanych wojną w Zatoce Perskiej, obejmującą zasięgiem również inne kraje regionu. - Reakcje chińskie zawsze warto obserwować. To gracz, który najbardziej cierpi - przypomina.
Chiny się okopały
Mniej więcej połowa chińskiego importu morskiego, czyli ok. 5,4 mln baryłek dziennie, pochodzi z Bliskiego Wschodu. To pokazuje, jak dużym problemem są zaburzenia w regionie.
Pekin bardzo ostro potępił sam atak na Iran, ale jednocześnie nie poparł irańskich kontrataków na państwa regionu. To oznacza, że wybrał inną strategię. Nie opowiedział się bezpośrednio po żadnej ze stron, nie dystansując się jednocześnie od konfliktu.
Rzecznik chińskiego MSZ Guo Jiakun 11 marca wprost jednak stwierdził, że Chiny "nie zgadzają się" na uderzenia w państwa Zatoki oraz potępiają wszelkie bezładne ataki na ludność cywilną i cele niemilitarne.
Paraliż Cieśniny Ormuz, uderzenia w saudyjską rafinerię Ras Tanura, atak na rafinerię w Ruwais w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, czy zakład produkujący LNG w Katarze. Wszystko to, po ograniczeniach wydobycia w Iraku, powoduje, że Chiny muszą szukać innych dostawców. W reakcji na ograniczenie podaży w Zatoce Perskiej Chińczycy mogą wrócić do rosyjskiej ropy - dodaje dr Kardaś.
W 2025 r. Pekin importował średnio 11,55 mln baryłek dziennie (b/d). Rosja była największym dostawcą: w grudniu 2025 r. dostarczała do Chin ok. 2,2 mln b/d. Drugą pozycję zajmowała Arabia Saudyjska. Według ostatnich danych dostawy od Saudów miały wynieść około 1,58 mln baryłek dziennie w lutym 2026 r., po około 1,20 mln b/d w styczniu, a na marzec oczekiwano nawet do 1,87 mln b/d.
Trzecią pozycję w chińskim eksporcie stanowiła Malezja, która jest traktowana jako państwo-hub, przez który płynie także ropa irańska. Pekin kupował z tego kierunku ok. 1,3 mln b/d, choć sama Malezja tyle nie produkuje.
Chiny kupują również ropę z Iraku, Omanu czy ZEA. Spoza regionu ważnym dostawcą jest również Kanada. Dodatkowo kraj ma własne wydobycie przekraczające 4 mln b/d.
W reakcji na kryzys naftowy Pekin się okopał. Wstrzymał marcowy eksport paliw, by chronić rynek wewnętrzny. Jednocześnie nie otworzył szeroko kurka z rezerwami. Jak podał Reuters, Chiny odrzuciły wniosek Sinopecu (działająca w Chinach jedna z największych firm naftowych na świecie - przyp. red) o dostęp do części kontrolowanych przez państwo zapasów handlowych, uznając, że sytuacja nie uzasadnia jeszcze szerokiego sięgania po te rezerwy.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl