Cła do zwrotu? To tylko jeden problem. Trump otworzył już "nowy rozdział"
Przełomowy wyrok amerykańskiego Sądu Najwyższego podważył legalność większości ceł nałożonych przez administrację Donalda Trumpa. W odpowiedzi Biały Dom natychmiast sięgnął po nowe narzędzia prawne. Eksperci ostrzegają przed chaosem i dalszymi kosztami dla gospodarki.
W piątek Sąd Najwyższy USA stosunkiem głosów sześć do trzech orzekł, że ustawa o międzynarodowych uprawnieniach gospodarczych w sytuacjach nadzwyczajnych (IEEPA) nie daje prezydentowi wolnej ręki do nakładania powszechnych ceł na import. To właśnie ten akt prawny, uchwalony w 1977 roku z myślą o sankcjach i sytuacjach kryzysowych, stanowił kręgosłup protekcjonistycznej polityki obecnej administracji. Tym samym cła nałożone w ostatnich miesiącach przez USA na inne kraje zostały uznane za pozbawione podstawy prawnej.
Kwestia legalności ceł od tygodni była przedmiotem gorącej debaty, a sam Trump jeszcze w połowie stycznia ostrzegał, że unieważnienie jego decyzji oznaczałoby katastrofę dla amerykańskiej gospodarki.
Amerykanie dali Chinom "najlepszy prezent w historii"
To głównie amerykańskie firmy zwrócą się po pieniądze?
Jakie mogą być konsekwencje piątkowego wyroku? Czy uznanie ceł za nielegalne daje podstawę poszczególnym krajom do żądania zwrotu pobranych środków?
Marta Petka-Zagajewska, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w PKO BP, zauważa w rozmowie z money.pl, że kwestia ewentualnego ubiegania się o zwroty może być bardziej sprawą krajową niż międzynarodową.
Jak pokazała opublikowana niedawno analiza oddziału Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku, koszty wprowadzanych przez Donalda Trumpa ceł w zdecydowanej większości - w około 90 procentach - ponosili amerykańscy importerzy, a nie zagraniczni eksporterzy. W efekcie zaraz po publikacji wyroku liczne zrzeszenia amerykańskich firm, np. Federacja Handlu Detalicznego, której członkiem jest m.in. Walmart, wystąpiły o stworzenie sprawnego mechanizmu zwrotu ceł amerykańskim importerom. Są także firmy, które nie czekają na rozwiązanie odgórne i już teraz złożyły skargi w sądach, domagając się zwrotu ceł - wyjaśnia.
- Na arenie międzynarodowej istotniejszą kwestią stanie się nowy rozdział negocjacji w zakresie wzajemnych stawek celnych i polityki handlowej. Wyrok sądu to także solidny argument w rękach konkurentów USA, chociażby Chin, które w obliczu zagrożenia gigantycznymi cłami zadeklarowały m.in. zwiększenie zakupów amerykańskich produktów rolnych czy złagodzenie obostrzeń w eksporcie z Chin metali ziem rzadkich i innych surowców - wskazuje Marta Petka-Zagajewska.
- Mając przed sobą perspektywę "zaledwie" 15-procentowego cła, ich skłonność do realizacji tych deklaracji zapewne będzie dużo mniejsza - ocenia. Obecnie średnia stawka celna na eksport z Chin to 47,5 proc. - wynika z wyliczeń Peterson Institute for International Economics.
- Wydaje się, że UE po prostu chciałaby mieć temat ceł za sobą i zredukować niepewność co do ich kształtu i zakresu do minimum - komentuje z kolei w rozmowie z money.pl dr Piotr Bartkiewicz z departamentu Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao.
- Stąd wezwania do honorowania porozumienia z zeszłego roku (czyli umowy handlowej UE-USA - przyp. red.). Jest jeszcze jeden niewypowiedziany aspekt wyroku Sądu Najwyższego. Cła wracają do dziedziny polityki gospodarczej i przestają być instrumentem polityki zagranicznej. Amerykański SN orzekł, że prezydent nie ma prawa podwyższać ceł w sposób, w jaki chętnie to robił w poprzednim roku. Znika więc część średnio- i długookresowej niepewności - ocenia Bartkiewicz.
- Cła są skrajnie niepopularne w USA a sami Amerykanie – niezadowoleni z sytuacji gospodarczej i osiągnięć prezydenta w zakresie walki z inflacją, drożyzną oraz w szeroko pojętej sferze gospodarczej - stwierdza.
W systemie ceł zbudowanym przez prezydenta Trumpa pojawiały się coraz to nowe wyłomy: wyłączenia i wyjątki, przerejestrowywanie handlu z Meksykiem i Kanadą tak, aby podpadał pod umowę USMCA, przekierowywanie strumieni handlu z państw obłożonych relatywnie wysokimi stawkami cła do państw objętych relatywnie niskimi stawkami itp. Osobiste preferencje prezydenta były więc w konflikcie z realiami ekonomicznymi i te drugie zaczęły wygrywać - podsumowuje.
"Wszyscy wolą spokój niż kolejną wojnę"
O tym, jak wyrok amerykańskiego SN wpłynie na pozycję negocjacyjną partnerów USA, oraz jakie mogą być długofalowe skutki polityczne tej decyzji, mówi money.pl dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.
- Dla partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych wyrok tworzy mieszany obraz. Państwa, które już zawarły porozumienia handlowe z administracją Trumpa, w tym Japonia czy Unia Europejska, mogą być skłonne utrzymać dotychczasowe ustalenia w imię stabilności i przewidywalności - wskazuje. - Z kolei kraje będące w trakcie negocjacji mogą uzyskać silniejszą pozycję przetargową, wiedząc, że administracja ma ograniczone pole manewru w zakresie jednostronnego nakładania ceł - dodaje.
Jego zdaniem ewentualne wycofywanie się z dotychczasowych porozumień lub ich renegocjacja mogłyby wywołać istotne skutki dla gospodarki amerykańskiej, w tym dla eksportu oraz globalnych łańcuchów dostaw.
Myślę, że wszyscy wolą spokój niż kolejną wojnę handlową, a prezydent USA będzie próbował użyć innych podstaw prawnych, by ratować sytuację fiskalną USA, bo decyzja Sądu Najwyższego zabrała ponad 0,5 proc. PKB przychodów budżetu - wskazuje dr Piotr Arak.
- Przegrana może mieć konsekwencje w wyborach połówkowych do Senatu i Izby Reprezentantów jesienią 2026 r., ponieważ kwestie gospodarcze oraz koszty życia pozostają kluczowe dla wyborców. Biały Dom stanie przed wyzwaniem przedefiniowania swojej strategii – poszukiwania sukcesów w innych obszarach polityki krajowej lub na arenie międzynarodowej, co może oznaczać, że Iran nie może spać spokojnie - dodaje ekspert.
Sąd Najwyższy: decyzja Trumpa to samowola
Dlaczego decyzje Donalda Trumpa zostały podważone? W uzasadnieniu wyroku prezes Sądu Najwyższego John Roberts podkreślił, że przepisy, na mocy których prezydent ustanawiał cła, nie upoważniają głowy państwa do jednostronnego wprowadzania taryf o nieograniczonej wysokości i czasie trwania. Sąd zwrócił uwagę na historyczny kontekst: przez blisko pół wieku istnienia ustawy żaden z poprzedników Trumpa nie wykorzystał jej w taki sposób.
Jak czytamy w CNCB, konstytucja USA precyzyjnie dzieli kompetencje – polityka zagraniczna należy do prezydenta, ale kwestie podatków i ceł leżą w gestii Kongresu. Argumentacja Białego Domu, próbująca połączyć cła z polityką bezpieczeństwa narodowego, nie przekonała większości składu sędziowskiego, w tym trzech sędziów uznawanych za konserwatywnych.
Błyskawiczna kontra Białego Domu
Radość partnerów handlowych USA i importerów trwała zaledwie kilka godzin. Administracja Trumpa natychmiast uruchomiła plan awaryjny. Już w weekend ogłoszono wprowadzenie nowych stawek celnych w oparciu o zupełnie inne podstawy prawne. Sięgnięto po sekcję 122. Ustawy o handlu z 1974 roku, która pozwala na tymczasowe działania w przypadku poważnych problemów z bilansem płatniczym.
Nowe przepisy wchodzą w życie niemal natychmiast, co wywołało gigantyczne zamieszanie w globalnych łańcuchach dostaw. Przedstawiciel USA ds. handlu Jamieson Greer w serii wywiadów telewizyjnych zapewnił, że choć zmieniają się narzędzia prawne, cel polityki pozostaje ten sam: ochrona amerykańskiego przemysłu i redukcja deficytu handlowego. Zaznaczył jednak, że nowe uprawnienia są ograniczone czasowo – mogą obowiązywać przez 150 dni, po czym wymagana będzie zgoda Kongresu.
Geopolityczna szachownica: Chiny zyskują czas
Decyzja amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości ma swoje reperkusje daleko poza granicami USA. W Pekinie wyrok przyjęto z ostrożnym optymizmem. Jak zauważają analitycy cytowani przez CNBC, podcięcie skrzydeł Trumpowi w kwestii IEEPA daje Chinom niespodziewaną przewagę negocjacyjną przed planowanym na kwiecień szczytem przywódców obu mocarstw.
Waszyngton wciąż dysponuje jednak potężnym arsenałem środków pozataryfowych, takich jak kontrole eksportu technologii czy sankcje wymierzone w konkretne podmioty. Dan Wang z Eurasia Group zwraca uwagę, że to właśnie te narzędzia – blokujące dostęp do zaawansowanych procesorów czy technologii – mają dla Chin znaczenie strukturalne, być może nawet większe niż same cła. Mimo to chińskie ministerstwo handlu już wezwało USA do całkowitego zniesienia jednostronnych taryf, podkreślając, że współpraca opłaca się obu stronom bardziej niż konfrontacja.
Europa w kleszczach niepewności
Dla Unii Europejskiej sytuacja jest równie skomplikowana. Bruksela, która w sierpniu 2025 roku zawarła z USA porozumienie handlowe, liczyła na stabilizację. Tymczasem nowa, 15-procentowa dopłata importowa wprowadzona przez Trumpa w oparciu o sekcję 122., narusza warunki tej umowy.
Ryzyko eskalacji jest realne. Biały Dom zapowiada bowiem kolejne dochodzenia w sprawie "nieuczciwych praktyk handlowych", które mogą objąć europejskie regulacje cyfrowe czy politykę cenową leków. W odpowiedzi Unia może być zmuszona do użycia swojego nowego Instrumentu Przeciwdziałania Wymuszaniu (Anti-Coercion Instrument), co otworzyłoby drogę do szeroko zakrojonych retorsji obejmujących nie tylko towary, ale i usługi czy prawa własności intelektualnej - podaje Reuters.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl