Ameryka Trumpa będzie mieć "przerąbane"? Biały Dom czeka na ultraważny wyrok ws. ceł
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych zadecyduje, czy większość ceł wprowadzonych przez Donalda Trumpa jest legalnych. Sam prezydent ostrzega, że USA mogą mieć "przerąbane", jeśli decyzja sądu będzie niekorzystna. Zdaniem amerykanisty Rafała Michalskiego może dojść do ogłoszenia "najbardziej kontrowersyjnego wyroku" w ostatnich kilkunastu latach.
Sąd Najwyższy oceni legalność ceł nałożonych na podstawie ustawy International Emergency Economic Powers Act (IEEPA). Mowa m.in. o wszystkich cłach ogłoszonych w trakcie tzw. Dnia wyzwolenia (2 kwietnia 2025 r.), w tym 10-proc. taryfy minimalnej na towary z całego świata. Prezydent USA korzystał też z tego aktu prawnego, by zwiększyć podatek na import z Indii za to, że kraj ten kupował rosyjską ropę.
Na początku tygodnia Trump ostrzegł, że niekorzystny dla Białego Domu wyrok Sądu Najwyższego, który miał być ogłoszony już w środę 14 stycznia, oznaczałby "kompletny bałagan", a same Stany Zjednoczone musiałyby "zwrócić setki miliardów dolarów". Waszyngton wstrzymał oddech.
Ostatecznie Sąd Najwyższy nie wydał orzeczenia, "pozostawiając świat w niepewności co do losów tej charakterystycznej dla niego polityki gospodarczej co najmniej do przyszłego tygodnia" - podaje Bloomberg.
Zatrudnia 10 tys. osób. Mówi, jak rozwiązać problem umów
– Mowa o ewentualnym ograniczeniu prawa władzy wykonawczej do ich wprowadzenia, chodzi o tylko jeden przypadek – gdy prezydent korzysta z ustawy o nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych. Ta ustawa mówi o tym, że władza wykonawcza może wprowadzić ograniczenia, gdy handel lub bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych są zagrożone. W tym kontekście mówimy o uprawnieniach nadzwyczajnych – wyjaśnia nam Rafał Michalski, amerykanista.
Ekspert dodaje, że istnieje druga podstawa prawna pozwalająca na wprowadzenie ceł, ale na podstawie raportu o zagrożeniach dla amerykańskiego rynku wydanego przez Departament Handlu.
– Skorzystano z niej w pierwszej kadencji Trumpa, gdy nałożono cła na stal i aluminium. Wykorzystano Trade Expansion Act (1962 r.) – to osobna ustawa od IEEPA, co do której Sąd Najwyższy ma wątpliwości. Departament Handlu przygotował długi raport, w którym opisał, dlaczego należy ograniczyć wymianę handlową w kwestii aluminium i stali, i w jaki sposób pomoże to uregulować rynek amerykański. Nałożenie ceł na podstawie raportu jest możliwe, ale na konkretny produkt, a nie szeroko, tak jak Trump zrobił z Iranem – dodaje Michalski.
Co może zrobić Donald Trump?
Prezydent USA na swojej platformie Truth Social ogłosił niedawno 25-proc. cła na kraje prowadzące interesy z Iranem. Nie wyjaśnił, o które państwa chodzi, ale ograniczenia mają być "ostateczne i wiążące". Jeśli Sąd Najwyższy uzna, że prezydent nie może nakładać ceł na podstawie IEEPA, to Trump już nie będzie mógł w dowolnej chwili ogłosić w mediach społecznościowych, że wprowadza z dnia na dzień ograniczenia. Tak jak zrobił z Iranem.
– Cła, które Donald Trump wprowadził na państwa handlujące z Iranem są bardzo ogólne i dotyczą całości wymiany handlowej na podstawie ustawy o uprawnieniach nadzwyczajnych. Czyli tej podstawy, nad którą pochyla się Sąd Najwyższy. Jeśli sąd to zaneguje, to prezydentowi pozostanie ścieżka nakładania ceł przy akceptacji Departamentu Handlu. A to będzie trwać znacznie dłużej niż podjęcie decyzji tu i teraz – wyjaśnia amerykanista.
W takiej sytuacji przywódca Stanów Zjednoczonych musiałby dokładnie wskazać np. na jakie towary nakłada 25-proc. cła za współpracę danego państwa z Iranem.
Nie można wprowadzić ograniczeń na cały rynek. Administracja musi wskazać dokładnie, o jakich produktach mowa i przedstawić uzasadnienie, dlaczego te konkretnie działania celne mają wpłynąć na bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych. Przygotowanie tego może trwać tygodnie, a nawet miesiące, tak jak w przypadku ceł na stal i aluminium w pierwszej kadencji – zaznacza Michalski.
Będzie zwrot miliardów dla firm?
Trump oczywiście nie byłby zadowolony z takiego rozwiązania. Amerykański przywódca używa ceł jako twardego środka w walce politycznej i realizacji swoich celów. Drugim aspektem, który może spędzać mu sen z powiek, jest ewentualny "zwrot setek miliardów dolarów".
Nie wiemy, co może znaleźć się w orzeczeniu, ale to naturalne, że w tej sytuacji zastanawiamy się, co z firmami, które od roku płacą cła. Pytanie, czy Sąd Najwyższy zmierzy się z pytaniem, czy takim firmom należy się zadośćuczynienie. W tej kwestii jestem sceptyczny, gdyż jest to bardzo skomplikowana sprawa, która mogłaby złamać konserwatywną większość w Sądzie Najwyższym – ocenia Michalski.
W amerykańskim Sądzie Najwyższym zasiada dziewięciu sędziów, z czego sześciu jest konserwatywnych, a trzech liberalnych. Jednak w opinii amerykanisty ten podział "jest bardziej skomplikowany".
– Wśród większości konserwatywnej dwoje sędziów w przeszłości wyrażało poglądy nieco bardziej zniuansowane. Pierwszym jest prezes John Roberts, który nieraz poczuwał się do znalezienia kompromisu z mniejszością liberalną i kilkukrotnie głosował przeciwko Trumpowi. Drugą sędzią jest instytucjonalistka Amy Barrett wskazująca w swoich orzeczeniach na ustawową ochronę uprawnień instytucji federalnych – tłumaczy nasz rozmówca.
Przewaga konserwatystów w SN może spowodować, że władza wykonawcza otrzyma większe uprawnienia i Trump oraz kolejni prezydenci po nim, będą mogli nakładać cła w każdej chwili. Jednak danie takich uprawnień prezydentowi – zdaniem Michalskiego – byłoby kontrowersyjne.
– Konstytucja mówi, że prawo do nakładania podatków to jest prawo należące do władzy ustawodawczej. Dlatego w dyskursie o cłach opinia, że prezydent ma nieograniczone prawo jest w mniejszości. Już od Ojców Założycieli to Kongres decydował o ustawach taryfowych. Niemniej możliwe, że Sąd Najwyższy wprowadzi jakiegoś rodzaju klauzulę związaną z uprawnieniami dla prezydenta w sytuacji nadzwyczajnej, a tę sytuację zdefiniuje sam prezydent swoimi działaniami. Całkowite nadanie prezydentowi uprawnień do prawa celno-podatkowego byłoby najbardziej kontrowersyjnym wyrokiem w SN od kilkunastu lat – uważa ekspert.
Trump patrzy na sędziów
Michalski dodaje, że presja Białego Domu na Sąd Najwyższy jest wielka. Dlatego trudno przewidzieć, jak zachowają się sędziowie.
Nie było sytuacji, w której byłaby tak duża presja medialna na sędziach. Zwłaszcza, że ostrzał z Białego Domu trwa od tygodni, gdy Sąd Najwyższy ochronił Lisę Cook, która zasiadała w Radzie Gubernatorów Rezerwy Federalnej. Sąd orzekł, że prezydent nie może samodzielnie zwalniać członków Rezerwy Federalnej – przypomina Michalski.
Sprawa Lisy Cook pokazała, że Sąd Najwyższy w sprawach politycznych potrafi wyrazić opinię odmienną od prezydenta, a to nie podoba się Trumpowi i ruchowi MAGA (Make America Great Again).
– To istotne, ponieważ przyjęło się, iż konserwatywni sędziowie stronią od "pytań politycznych" – czyli nie chcą wypowiadać się w kwestiach, które nie dotyczą ściśle interpretowania prawa – a Biały Dom Donalda Trumpa uważa, że obsada Rezerwy Federalnej jest właśnie taką kwestią całkowicie polityczną. Stąd presja na sędziów jest większa, bo niektórzy, szczególnie prezes Roberts, postrzegani są jaką łamiący własne zasady – podsumowuje Michalski.
Piotr Bera, dziennikarz money.pl