Czy pracodawcy będą musieli udowadniać brak etatu? Szef PIP: przewrót kopernikański
Ciężar dowodu spoczywający na firmie, a nie na podwładnym. Taka zmiana w przepisach może wkrótce stać się faktem. Główny Inspektor Pracy nie ukrywa, że wprowadzenie powszechnego domniemania etatu fundamentalnie zmieniłoby relacje na linii pracodawca-pracownik.
Polski rynek pracy stoi w obliczu potencjalnie największej zmiany legislacyjnej od lat. Podczas konsultacji dotyczących nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) na stole pojawił się postulat, który może całkowicie zmienić reguły gry w zatrudnianiu. Mowa o wprowadzeniu do przepisów zasady domniemania zatrudnienia na etacie. W praktyce oznaczałoby to odwrócenie ról procesowych w sporach pracowniczych.
Obecnie to pracownik, czujący się pokrzywdzonym przez zatrudnienie na umowie cywilnoprawnej w warunkach właściwych dla etatu, musi udowadniać swoje racje przed sądem. Proponowana zmiana przerzuciłaby ten obowiązek na przedsiębiorcę. To pracodawca musiałby wykazać przed organami kontrolnymi lub sądem, że dana osoba faktycznie jest niezależnym zleceniobiorcą, a nie pracownikiem.
– To byłby prawdziwy przewrót kopernikański – ocenia Marcin Stanecki, główny inspektor pracy cytowany przez TVN24.pl.
Szef PIP wyjaśnia, że mechanizm ten miałby działać z automatu na korzyść zatrudnionego. Wskazuje również, że Polska i tak nie uniknie debaty na ten temat ze względu na regulacje unijne. Tzw. dyrektywa platformowa przewiduje wprowadzenie domniemania etatu dla osób pracujących za pośrednictwem aplikacji i platform cyfrowych. Szacuje się, że dotyczy to około pół miliona osób w Polsce. Stanecki idzie jednak krok dalej – jego zdaniem rozszerzenie tej zasady na cały rynek pracy, a nie tylko sektor gig-economy, mogłoby realnie ukrócić patologie związane z nadużywaniem "śmieciówek".
Chaos interpretacyjny i orzecznictwo sądów
Konieczność zmian wynika nie tylko z chęci poprawy bytu pracowników, ale także z problemów natury prawnej, z jakimi borykają się inspektorzy i sądy. Artykuł 22 Kodeksu pracy, który definiuje stosunek pracy, mimo swojej pozornej prostoty, stał się źródłem licznych kontrowersji. Obecne brzmienie przepisu generuje gigantyczne rozbieżności w orzecznictwie, co sprawia, że wynik sprawy sądowej o ustalenie istnienia stosunku pracy często przypomina loterię.
Stanecki apeluje o powołanie szerokiego zespołu ekspertów – od przedstawicieli pracodawców, przez związki zawodowe, aż po środowiska naukowe – w celu opracowania nowej, precyzyjnej definicji. Niedookreśloność obecnych przepisów skutkuje tym, że wyroki sądów, w tym Sądu Najwyższego, nierzadko wzajemnie się wykluczają. Brak domniemania etatu w obecnym Kodeksie pracy sprawia, że sędziowie często wydają wyroki, które w ocenie inspektorów pracy są krzywdzące dla zatrudnionych.
Szef PIP przytacza przykład z własnej praktyki inspektorskiej, który obrazuje skalę problemu. Sprawa dotyczyła kobiety pracującej przez trzy lata na kontrakcie, w ściśle określonych godzinach, w biurze pracodawcy i pod jego bezpośrednim kierownictwem. Są to klasyczne przesłanki stosunku pracy.
– Sąd uznał, że nie ma prawa do umowy o pracę, bo przez te lata godziła się na kontrakt i wcześniej nie zgłaszała zastrzeżeń. Sąd nie wziął przy tym pod uwagę, że nie miała wyboru i musiała pracować na kontrakcie, bo inaczej w ogóle nie miałaby pracy – podkreśla Marcin Stanecki w rozmowie z TVN24.pl.
Planowane wzmocnienie kompetencji PIP zakłada, że inspektorzy zyskają prawo do systemowego przekształcania umów cywilnoprawnych w etaty za pomocą decyzji administracyjnej. Jednak bez zmiany definicji stosunku pracy i wprowadzenia domniemania etatu, skuteczność tego narzędzia może być ograniczona. Inspekcja musiałaby bowiem bronić każdej takiej decyzji przed sądem, a biorąc pod uwagę niejednolite orzecznictwo, wynik tych starć byłby nieprzewidywalny.
Finansowe skutki decyzji i parasol ochronny
Jednym z najbardziej dyskutowanych aspektów reformy jest kwestia kosztów. Przekształcenie umowy cywilnoprawnej w etat wiąże się z koniecznością uregulowania zaległych składek na ubezpieczenia społeczne oraz podatków. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zapowiedziała rozwiązanie, które zelektryzowało ekspertów finansowych.
Według propozycji resortu, skutki finansowe decyzji inspektora o przekształceniu umowy (obejmujące okres do trzech lat wstecz) miałyby być pokrywane ze środków publicznych. Taki mechanizm stanowiłby swoisty bezpiecznik, chroniący zarówno inspektorów przed odpowiedzialnością majątkową za ewentualne błędy, jak i firmy przed nagłym załamaniem płynności finansowej.
Szef PIP zapewnia, że mimo nowych uprawnień, decyzje o przekształceniu umów będą podejmowane z "dużą rozwagą". Proces ten nie jest zresztą całkowitą nowością dla inspektorów. W minionym roku, wykorzystując tzw. środki miękkie (czyli perswazję i wystąpienia, a nie nakazy administracyjne), doprowadzili oni do zmiany 3200 umów cywilnoprawnych na umowy o pracę.
Warto zauważyć, że ewolucja prawa pracy w kierunku domniemania etatu jest trendem widocznym w wielu gospodarkach zachodnich. Historycznie prawo pracy wyrosło z potrzeby ochrony słabszej strony kontraktu w epoce industrialnej. Przez dekady model "jeden pracodawca – jeden pracownik na pełen etat" był standardem. Jednak elastyczność rynku wymuszona przez globalizację i cyfryzację w latach 90. i 2000. doprowadziła do erozji tego modelu na rzecz samozatrudnienia i umów cywilnoprawnych (B2B).
Obecne działania legislacyjne, zarówno na poziomie UE, jak i krajowym, są próbą wahadłowego powrotu do większej stabilizacji zatrudnienia, co ma kluczowe znaczenie dla systemów emerytalnych i wpływów podatkowych państwa.