Detonacja na torach. Media: ustalono, kto kupił karty SIM
Służby ustaliły dane paszportowe osoby, na którą kupiono karty SIM użyte do zdalnego odpalenia ładunków na trasie Warszawa–Lublin. To pierwszy istotny trop w śledztwie dotyczącym aktów dywersji, które prokuratura bada jako działania o charakterze terrorystycznym.
Służby mają pierwszy konkretny trop w sprawie dwóch aktów dywersji na trasie kolejowej Warszawa–Lublin. Jak ustalił nieoficjalnie reporter RMF FM, funkcjonariusze dotarli do danych paszportowych osoby, na którą zarejestrowano dwie karty SIM użyte do zdalnej detonacji ładunków wybuchowych w okolicach miejscowości Mika na Mazowszu.
Z ustaleń wynika, że ładunki miały być odpalone zdalnie przy użyciu telefonów komórkowych. Jeden z nich eksplodował, niszcząc tor kolejowy. Drugi, umieszczony niedaleko stacji Gołąb, nie zdetonował z niewyjaśnionych przyczyn. Służby zabezpieczyły telefony i karty SIM, a analiza ich rejestracji pozwoliła dotrzeć do danych paszportu, na który zakupiono numery.
Według informacji RMF FM chodzi o karty polskiego operatora. Źródła podkreślają, że ustalenie danych nabywcy jest ważnym elementem śledztwa, choć osoba widniejąca w dokumentach nie musi być sprawcą dywersji. To jednak pierwszy ślad mogący pozwolić na rekonstrukcję działań sabotażystów.
"Politycy nie mają czasami pojęcia". Mówi, jak potrafią zaszkodzić
Śledztwo o charakterze terrorystycznym
W poniedziałek Prokuratura Krajowa poinformowała o wszczęciu śledztwa "w sprawie aktów dywersji o charakterze terrorystycznym, skierowanych przeciwko infrastrukturze kolejowej i popełnionych na rzecz obcego wywiadu". Chodzi o zdarzenia z 15–17 listopada na linii kolejowej nr 7 między Warszawą Wschodnią a Dorohuskiem.
Jak przekazał rzecznik Prokuratury Krajowej, prok. Przemysław Nowak, badane są dwa incydenty: wysadzenie toru w miejscowości Mika oraz uszkodzenie torów niedaleko stacji Gołąb, które w niedzielę zmusiło maszynistę pociągu z 475 pasażerami do gwałtownego hamowania.
Śledczy badają wątki dotyczące szpiegostwa, sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym oraz wytwarzania i obrotu urządzeniami niebezpiecznymi. Za te czyny grozi nawet kara dożywocia.
Według premiera Donalda Tuska celem pierwszego z ataków mogło być wysadzenie pociągu pasażerskiego. Eksplozja ładunku w okolicach Miki wyrwała fragment toru, co – gdyby doszło do przejazdu składu – mogłoby doprowadzić do katastrofy. Drugi ładunek, umieszczony na torach niedaleko Gołębia, nie eksplodował, ale doprowadził do poważnego incydentu – maszynista musiał natychmiast zatrzymać pociąg z setkami podróżnych.
Źródło: RMF FM