Notowania

dino
15.11.2019 13:33

Dino miało ścigać się z Biedronką. Na razie przegrywa z oczekiwaniami

Sieć marketów Dino przez lata tak mocno urosła, że już nie wytrzymuje własnego tempa. Prezes, przyznając to otwarcie, sprowadził inwestorów na ziemię. Niestety było to twarde lądowanie. W kilka dni majątek jednego z najbogatszych Polaków zmniejszył się o miliard złotych.

Podziel się
Dodaj komentarz
(WP.PL)
Sieć Dino przez lata rosła jak na drożdżach, ale nie da się w nieskończoność utrzymywać takiego tempa. (Fot: WP.PL)

Warszawska giełda od dwóch lat jest pogrążona w marazmie. Są jednak spółki, które w tym czasie błyszczały. Do nich należy Dino - spółka zarządzająca siecią marketów o tej samej nazwie. Od momentu debiutu na GPW na początku 2017 roku jej akcje skoczyły prawie 5-krotnie.

Firma jeszcze dwa i pół roku temu była wyceniana na około 3,4 mld zł. Z kolei w szczytowym momencie we wrześniu tego roku dobijała do 16 mld zł. W - wydawać by się mogło - dobrze naoliwionej maszynie coś się jednak zacięło. Notowania zaczęły spadać, a kumulacja nastąpiła w ostatnich kilku dniach.

Od czwartku 7 listopada wartość biznesu Dino spadła o blisko 15 proc. Przekładając to na pieniądze wychodzi, że z giełdy wyparowały ponad 2 mld zł.

Kto stracił? Najwięcej, bo blisko 1 mld zł w niecałe dwa tygodnie zniknęło z konta maklerskiego Tomasza Biernackiego. To główny właściciel i założyciel sieci Dino. W jego rękach jest 51 proc. wszystkich akcji spółki.

Miliard to ogromna kwota, ale trzeba pamiętać, że akcje Biernackiego ciągle warte są prawie 7 mld zł. Plasuje go to w ścisłej czołówce TOP10 najbogatszych Polaków. W publikowanym kilka miesięcy temu rankingu Forbes'a taki majątek mieli z osobna Sebastian i Dominika Kulczyk, zajmując na równi trzecie miejsce wśród najzamożniejszych.

Zakaz handlu w niedziele. Ucierpiały sklepy z wyposażeniem i budowlane

Co się dzieje z notowaniami Dino? Miała być przecież polską odpowiedzią na portugalską Biedronkę. Inwestorzy mają co do tego wątpliwości?

Nie da się rosnąć w nieskończoność

Dariusz Dadej, analityk Noble Securities, uspokaja. Sama sieć ma się dobrze i perspektywy też wyglądają nieźle. Wskazuje, że giełda rządzi się swoimi prawami.

- W spółce nie dzieje się nic złego. Nie ma problemów z działalnością jako taką czy wynikami. Ostatnio obserwowany spadek cen akcji wynika przede wszystkim z zawiedzionych oczekiwań - tłumaczy Dariusz Dadej.

- Inwestorzy i analitycy mieli zbyt duże oczekiwania odnośnie dalszego rozwoju sieci Dino. Wszyscy zakładali, że utrzyma dotychczasowe tempo zwiększania powierzchni sprzedaży o 25 proc. rok do roku. Wypowiedzi prezesa spółki przy okazji prezentacji wyników kwartalnych sprzed kilku dni wskazały jednak, że będzie ono mniejsze - komentuje.

Analityk Noble Securities precyzuje, że spółka zakłada ilościowo taki sam przyrost liczby sklepów w 2020 roku jak w 2019, czyli około 240. Dawałoby to wzrost powierzchni sprzedaży o około 21 proc.

Warto odnotować, że od 2010 roku liczba sklepów z logo Dino wzrosła ze 111 do blisko 1200. Są zlokalizowane głównie w mniejszych miejscowościach, małych i średnich miastach oraz na peryferiach dużych miast, przede wszystkim w wzachodniej części kraju.

(Dino Polska)
(Fot: Dino Polska)

Koszty w górę, marże w dół

Dino nie tylko hamuje z dynamiką nowo otwieranych sklepów, ale też może mieć problem z wysoko zawieszoną poprzeczką, jeśli chodzi o zyski ze sprzedaży. Dokładnie chodzi o marże, a więc procent, jaki z każdej złotówki sprzedanych towarów przekłada się na zarobek firmy.

- Solą w oku jest wypowiedź prezesa, że celem spółki na przyszły rok nie jest już wzrost marży ze sprzedaży, ale zachowanie jej poziomu. A dodatkowo powiedział, że już samo utrzymanie może być wyzwaniem, co sugeruje, że nie można wykluczyć pogorszenia statystyk - podkreśla Dariusz Dadej.

Ekspert wskazuje, że głównym czynnikiem, który będzie negatywnie wpływał na marże, jest wzrost kosztów pracy. Chodzi m.in. o wynagrodzenia. Ekonomiści spodziewają się w 2020 roku blisko 7-procentowego wzrostu średniej krajowej i dwukrotnie większej podwyżki minimalnej płacy. Niewiadomą jest też m.in. podatek od handlu detalicznego, choć na razie jest on w zawieszeniu.

Co dalej z wynikami?

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku Dino sprzedało towary za około 5,5 mld zł. To oznacza wzrost przychodów o 30 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2018 roku. W tym samym tempie zwiększyły się koszty własne sprzedaży.

Na czysto spółka zarobiła 282 mln zł (o 35 proc. więcej). Marża EBITDA wyniosła niewiele ponad 9 proc., rosnąc o 0,4 pkt proc. w porównaniu do ubiegłego roku.

Według ostatniego raportu Noble Securities (wydanego przed publikacją najnowszych wyników finansowych Dino) w całym 2019 roku sprzedaż spółki może wynieść około 7,6 mld zł, dając 421 mln zł zysku netto. W przyszłym roku mogą wzrosnąć odpowiednio do 9,3 mld zł i 525 mln zł.

Jednak jak podkreśla Dariusz Dadej, jeden z autorów tych wyliczeń, najprawdopodobniej prognozy ulegną pewnym zmianom w związku z ostatnimi zapowiedziami prezesa Dino. Choć analityk nie przyznał tego, można się spodziewać nieco niższych szacunków.

Co z akcjami? Ostatnie rekomendacje domów maklerskich jednoznacznie sugerują, że Dino szczyt na giełdzie ma już za sobą. Wyceny Noble Securities, mBanku i BOŚ wahają się w dość szerokim przedziale od 130 do 149 zł, ale nawet najbardziej optymistyczne szacunki są wyraźnie poniżej rekordowych poziomów (około 160 zł) sprzed dwóch miesięcy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
15-11-2019

JoeTanie piwo mają i butelki można zwrócić nie jak u śmieciarzy biedronkowych i lidlach

15-11-2019

Mario89Z jego kieszeni to nawet grosz nie wyparował... bo nie sprzedał żadnej akcji...

15-11-2019

MareJa kupuję tylko w Dino .

Rozwiń komentarze (123)