Prokuratura oskarża 98 osób, w tym obywateli Polski, Białorusi, Ukrainy i Kazachstanu, o umożliwienie nielegalnego przekroczenia polskiej granicy ponad 3 tys. cudzoziemców. Większość z oskarżonych decyzję o dobrowolnym poddaniu się karze podjęła jeszcze przed rozpoczęciem procesu.
Podczas środowej sesji 11 członków gangu stanęło przed sądem, z czego sześciu przyznało się do winy. Prokurator Paweł Jasiak, autor aktu oskarżenia, zwrócił uwagę na wyjątkową skalę postępowania przygotowawczego, które trwało półtora roku i objęło wielu podejrzanych.
DLA CIEBIENajwiększe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6
Zarzuty dotyczyły między innymi organizowania nielegalnego przekraczania granicy, wyłudzania poświadczeń nieprawdy oraz podrabiania dokumentów.
Cztery rodzaje wiz
Według aktu oskarżenia, działania gangu były prowadzone przez obywatela Białorusi, ale w skład grupy wchodzili także Polacy, Ukraińcy i Kazachowie. W grupie znaleźli się również prawnicy, którzy przygotowywali świadków do składania fałszywych zeznań.
Prokurator Jasiak podkreślał, że śledztwo rozpoczęto po zawiadomieniu konsula RP w Grodnie o przypadkach nieprawdziwych oświadczeń o zatrudnieniu, na których podstawie przekraczano granicę.
Prokurator wyjaśnił, że w śledztwie badał cztery rodzaje wiz uzyskiwanych przez osoby, które były zainteresowane dostaniem się do Polski. Były to m.in. oświadczenia o powierzeniu pracy i związane z nimi wizy pracownicze wydawane przez nieistniejące spółki.
Drugi rodzaj wiz, który badała prokuratura, to wizy zaproszeniowe dla gości i przyjaciół. Prokurator Jasiak wyjaśnił, że zgodnie z zasadami osoba zapraszająca powinna znać zapraszanego cudzoziemca, musi zapewnić mu zakwaterowanie i posiadać fundusze na zagwarantowanie tej osobie godnych warunków bytowych.
– Osoby oskarżone, które w tej sprawie zapraszały cudzoziemców, nie znały ich, nie miały żadnego pojęcia o ich miejscu pobytu, ani nie posiadały pieniędzy na utrzymanie gościa – powiedział prokurator.
Osobną formą legalizacji wjazdu cudzoziemców do Polski były tzw. wizy kulturalne lub edukacyjne. Według prokuratora w Polsce powstawały wręcz fikcyjne szkoły i muzea. Jako przykład podał Muzeum Przyjaźni Polsko-Białoruskiej, które miało tylko jeden eksponat, a cudzoziemcy uzyskiwali wizy i przekraczali polską granicę pod pozorem zwiedzania tej placówki.
– Odkryliśmy też fikcyjne szkoły oferujące kierunki, m.in. historię kuchni japońskiej z programem nauczania obejmującym 200 godzin techniki sporządzania sushi przez internet – powiedział prokurator.
Dodał, że utworzone na potrzeby grupy przestępczej szkoły miały jedynie witrynę w internecie i fikcyjny program kształcenia. Poza tym nie oferowały żadnych usług.
Tysiąc złotych za wizę
Polska wiza organizowana przez tę grupę przestępczą kosztowała ok. tysiąca zł płatnych w dolarach, a organizatorzy procederu z jednej wizy mieli ok. 700 zł zysku.
Na potrzeby działalności przestępczej oskarżeni stworzyli profil w popularnej aplikacji i na stronie internetowej, gdzie umieścili zakres usług grupy i cennik. Zainteresowani wjazdem do Polski mogli nawet swobodnie wybrać, na jakiej podstawie chcą przekroczyć granicę RP i zalegalizować swój pobyt.
– Bierzemy pod uwagę, że są pewne wątki w tej sprawie, do których nie udało nam się dotrzeć. Taka działalność cały czas trwa. W internecie, na różnych forach oraz w aplikacjach internetowych można znaleźć ogłoszenia o zakupie polskiej wizy. Jeden proces nie zlikwiduje całego procederu, ale musimy podejmować starania, żeby go jak najbardziej ukrócić - powiedział prokurator.
W pierwszym dniu procesu sędzia Karolina Paszkowska-Masłowska rozpatrywała wnioski o dobrowolne poddanie się karze oraz zaczęła odczytywać zeznania złożone przez oskarżonych w śledztwie. Większość przyznała się do winy, lecz odmówiła składania dalszych wyjaśnień.
Źródło: PAP