"Rz" przytacza wyniki sondażu instytutu Maskina, który wskazuje, że wciąż przewagę mają zwolennicy zbliżenia z Brukselą, ale coraz mniejszą.
"Mieliby oni stanowić 51,3 proc. tych, którzy pójdą do urn wobec 48,7 proc. dla przeciwników integracji. W Islandii uprawnionych do oddania głosu jest około 350 tys. osób. Oznacza to, że dosłownie pojedyncze głosy zdecydują o wyniku" - pisze dziennik.
Gazeta zwraca uwagę, że ważne będzie w tym kontekście stanowisko Polaków. "Na wyspie żyje ok. 23 tys. naszych rodaków: to największa mniejszość narodowa (6 proc. całej ludności). Część z nich ma podwójne obywatelstwo" - czytamy w "Rzeczpospolitej".
WIDEOBogaci też tracą fortuny. "Inwestowanie może być ukrytym hazardem"
Rybołówstwo i euro
Położona na północnym Atlantyku Islandia należy od 1994 r. do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, ale w relacjach z UE pozostaje poza czterema obszarami: rybołówstwem, rolnictwem, polityką pieniężną oraz bezpieczeństwem. W ocenie politologa prof. Eirikura Bergmanna z Uniwersytetu Bifroest jednym z głównych tematów sporu pozostaje właśnie kontrola nad łowiskami.
Rybołówstwo ma dla islandzkiej gospodarki kluczowe znaczenie, mimo rozwoju turystyki. Islandia należy też do nielicznych państw, które dopuszczają polowania na wieloryby. W przypadku wejścia do UE Islandia stałaby się największym producentem ryb we Wspólnocie.
W przedreferendalnej debacie jako potencjalnie korzystną dla Islandczyków w przypadku wejścia do UE wskazuje się wspólną politykę pieniężną. Prof. Bergmann zwraca uwagę na oczekiwania części społeczeństwa związane z euro, inflacją i oprocentowaniem.
- Wiele osób postrzega możliwość wprowadzenia euro jako narzędzia do obniżenia bardzo uporczywej inflacji i stóp procentowych, a co za tym idzie kosztów kredytów. Islandia od dłuższego czasu zmaga się z rosnącymi cenami - podkreślił Bergmann.
Islandia obok Szwajcarii czy Norwegii pojawia się w wielu rankingach najdroższych państw do życia na świecie.
Bezpieczeństwo w Arktyce schodzi na dalszy plan
Zdaniem prof. Bergmanna Islandczycy przez lata nie postrzegali Unii Europejskiej jako instytucji powiązanej z bezpieczeństwem, choć jego zdaniem podejście zaczyna się zmieniać.
- Jednak to zaczyna się zmieniać, stało się jasne, że obronność w Europie przesuwa się na wschód, a pod wieloma względami wkracza do samej Unii - zaznaczył. Politolog dodał jednocześnie, że temat bezpieczeństwa nie jest jeszcze w pełni obecny w publicznej dyskusji.
Według prof. Bergmanna polityka prezydenta USA Donalda Trumpa wobec Arktyki zmieniła kontekst rozmów o członkostwie. Wskazał przy tym, że argumenty Donalda Trumpa dotyczące Grenlandii odnoszą się również do Islandii. - Jedyna różnica polega na tym, że jesteśmy niepodległym państwem - zauważył.
Drugi problem w obszarze bezpieczeństwa to rosnąca utrata zaufania do Stanów Zjednoczonych jako partnera w tej dziedzinie. Islandia nie ma własnej armii, jest członkiem NATO i opiera się na dwustronnej umowie obronnej z USA z 1951 r.
Skąd wzięło się referendum i co było wcześniej z akcesją?
Prof. Bergmann przypomniał, że samo rozpisanie referendum nie wynika z kryzysów geopolitycznych, lecz z konsekwencji zmian w polityce wewnętrznej. W 2024 r. władzę na Islandii przejęła proeuropejska koalicja socjaldemokratycznego Sojuszu, liberalnego Odrodzenia oraz bardziej sceptycznej wobec UE Partii Ludowej. Przeciw wejściu do Wspólnoty opowiada się opozycyjna Partia Niepodległości.
Islandia złożyła wniosek o członkostwo w UE w 2009 r., w szczytowym momencie kryzysu finansowego. Proces akcesyjny zamrożono w 2013 r., gdy eksperci ostrzegali przed potencjalnym rozpadem strefy euro. Ostatecznie starania wstrzymano w 2015 r., gdy większość rozdziałów negocjacyjnych była już zamknięta.