Karta SIM i odcisk palca. Wiadomo co zdradziło sprawców sabotażu
W miniony weekend doszło do sabotażu na linii kolejowej prowadzącej do granicy z Ukrainą. Sprawcy podłożyli ładunki wybuchowe pod tory, którymi przejeżdżały pociągi pasażerskie. W zaledwie 70 godzin śledczy ustalili tożsamość dywersantów dzięki odciskowi palca na karcie SIM i telefonowi zostawionemu na miejscu - donosi "Rzeczpospolita".
Kluczowym dowodem, który pozwolił śledczym szybko namierzyć sprawców dywersji, okazała się karta SIM pozostawiona na miejscu zdarzenia - wynika z ustaleń dziennika Rzeczpospolita. Dywersanci zostawili telefon, który miał nagrywać efekty ich działania w trybie online - ustaliła "Rzeczpospolita".
Analiza karty SIM wykazała, że była ona wcześniej wykorzystywana w kilku różnych aparatach telefonicznych. Służby sprawdziły historię połączeń oraz logowania do sieci, co w efekcie krzyżowej analizy umożliwiło ustalenie użytkownika urządzeń i karty.
Drugim istotnym tropem okazał się odcisk palca zabezpieczony w miejscu podłożenia materiału wybuchowego. Po sprawdzeniu w bazach danych ustalono, że linie papilarne należą do mężczyzny notowanego w ukraińskich rejestrach kryminalnych. Jak poinformował w parlamencie premier Donald Tusk, jest to obywatel Ukrainy ze Lwowa, wcześniej skazany za dywersję, który do Polski przyjechał przez Białoruś.
Akt dywersji na torach. W Sejmie ostro o działaniach rządu Tuska
Połączenie danych z odcisku palca oraz analizy karty SIM pozwoliło zidentyfikować pierwszego sprawcę, a następnie drugiego. Drugi mężczyzna również jest obywatelem Ukrainy, pochodzi z Donbasu i do Polski dotarł jesienią bieżącego roku, również przez terytorium białoruskie. Po wykonaniu zadania w nocy z soboty na niedzielę obaj uciekli na Białoruś przez przejście graniczne w Terespolu.
System Echelon pomógł w identyfikacji sprawców
W pracach dochodzeniowych kluczową rolę odegrała analiza logowań do stacji bazowych telefonii komórkowej. Funkcjonariusze założyli, że nawet jeśli sprawcy nie mieli przy sobie telefonów podczas wysadzania torów, to musieli wcześniej obserwować teren i w tym czasie mogli korzystać z urządzeń mobilnych. Śledczy wyłuskiwali dane obcych numerów, które logowały się w rejonie zdarzenia w ciągu dwóch tygodni przed atakiem.
Według ustaleń Rzeczpospolitej ABW potrzebowała zweryfikować telefony niezarejestrowane w Polsce. Taką możliwość oferuje amerykański system Echelon, który zbiera i analizuje miliardy przekazów elektronicznych z całego świata, w tym rozmowy telefoniczne, e-maile i inne transmisje.
Tomasz Siemoniak, koordynator służb specjalnych, potwierdził w rozmowie z Rzeczpospolitą, że z wysokim prawdopodobieństwem obaj mężczyźni działali na zlecenie Rosji.
Ładunki na torach
Sprawcy umieścili dwa ładunki w odstępie około jednego metra. Służby nie mają pewności, czy był także trzeci ładunek, czy znalezione elementy to pozostałości urządzeń. Eksplodował tylko pierwszy materiał wybuchowy, powodując jedynie pęknięcie szyny. Z tego powodu mogło po niej przejechać kilka składów pasażerskich, co najmniej cztery pociągi. Wykolejenie nie nastąpiło, ponieważ pociągi jechały z prędkością ponad 160 km na godzinę. Jednak pod ciężarem kolejnych składów uszkodzenie się powiększało, aż w niedzielę rano maszynista zauważył wyrwę w torach i zatrzymał pociąg.
Materiałem wybuchowym był ładunek stosowany przez wojsko. Do detonacji wykorzystano 300-metrowy kabel elektryczny. Miejsce ataku zostało wybrane nieprzypadkowo - na łuku trasy, gdzie tory biegną po nasypie. Na łuku maszynista ma ograniczone pole widzenia, dodatkowo działa tam siła odśrodkowa, co oznacza, że w przypadku wykolejenia skład runąłby w dół z większym impetem, potęgując tragiczne skutki.
Drugie zdarzenie zostało zaplanowane inaczej. Na tej samej linii, bliżej Lublina, między stacjami Puławy Azoty i Puławy Chemia, doszło do celowego uszkodzenia sieci trakcyjnej, co spowodowało zwarcie. W efekcie wybita została szyba w pociągu relacji Świnoujście-Rzeszów przewożącym 475 pasażerów.
Trasa, na której wysadzono tory, prowadzi do granicy w Dorohusku. Kursują nią zarówno pociągi pasażerskie rozwijające prędkość około 160 km na godzinę, jak i składy towarowe. Linia ma duże natężenie ruchu - dobowo pokonuje ją ponad sto pociągów jadących do Dęblina, Lublina, Chełma i dalej do granicy.