"Król Słońce" przegrał z kretesem. Zapomniał o milionach Amerykanów [OPINIA]

Wybory połówkowe w USA od zawsze były traktowane jak referendum osoby zasiadającej aktualnie w Białym Domu. Nie inaczej było 3 listopada. Amerykanie wystawili prezydentowi i jego jakże lojalnej partii fatalną ocenę. Donald Trump nie uchronił się przed błędem, który popełnił jego poprzednik Joe Biden.

Donald Trump"Ja, ja, ja. Mnie, mnie, mnie" – to słyszą od dwóch lat wyborcy od Donalda Trumpa
Źródło zdjęć: © GETTY | C. Somodevilla, E. Elconin
Marta Bellon

Demokraci przejęli co najmniej sześć senackich mandatów należących dotąd do Republikanów, zapewniając sobie większość w Senacie – wynika z prognoz opartych na niepełnych wynikach. Demokraci przejmą też kontrolę nad Izbą Reprezentantów.

Na długo przed chaosem wywołanym wycofaniem się Joego Bidena z walki o drugą kadencję w Białym Domu obserwatorzy amerykańskiej polityki alarmowali, że prezydent popełnia poważny błąd – sprzedaje Amerykanom wizję kraju stabilnego gospodarczo, który wyszedł zwycięsko z kryzysu covidowego. Takiego, z którego Amerykanie mogą być dumni i niezmiennie wierzyć, że nigdzie indziej nie byłoby im lepiej.

Tyle że Amerykanie tej wizji nie kupili.


WIDEO
Polacy wyprzedzą zachodniego giganta? Prezes mówi, że są na dobrej drodze

Biden i jego administracja albo tego nie dostrzegli, albo zignorowali, albo nie mieli odwagi, by przyznać, że słynne American dream (amerykańskie marzenie – red.) dla wielu stało się nieosiągalne.

Dopiero pod koniec kadencji komunikaty Bidena stały się bardziej realistyczne. "Wiemy, że ceny zbyt wielu produktów są wciąż zbyt wysokie, a sytuacja zbyt wielu rodzin wciąż jest zbyt trudna" – mówił. "Ale osiągnęliśmy postęp" – zaraz dodawał.

"Złoty wiek" Trumpa

Ten sam błąd popełnia Donald Trump. Wyraźnie było to widać w ostatnich tygodniach. Chwalił się, że nikt nie zrobił dla USA więcej, nikt nie zrealizował tylu obietnic ("nawet tych, których nie złożył"), że wprowadził Stany Zjednoczone w nowy "złoty wiek".

W ciągu dwóch lat osiągnęliśmy więcej niż jakakolwiek administracja w amerykańskiej historii. Zrealizowałem każdą złożoną obietnicę, a nawet więcej – właściwie to zrobiliśmy znacznie więcej niż obiecałem, że zrobimy – mówił podczas przemowy w Waszyngtonie tuż przed wyborami do Kongresu.

I tym razem wszystko wskazuje na to, że gros wyborców takiej wizji nie kupuje. Widać to m.in. w sondażach poparcia dla prezydenta, które po atakach na Iran szorują po dnie (poparcie jest w okolicach zaledwie 32 proc.).

Choć Trumpowi bardzo się to nie podoba, to motywem przewodnim poprzednich, obecnych i niemal na pewno kolejnych wyborów w USA są koszty życia. A w ostatnim czasie nawet republikanie coraz gorzej oceniają sposób, w jaki prezydent radzi sobie z tą kwestią. A na pewno znacznie gorzej widzą to ci wyborcy, którzy dali Trumpowi drugie zwycięstwo w wyborach prezydenckich – Latynosi i młodzi mężczyźni.

Drożyzna w sklepach i rekordowe ceny

Media za oceanem podkreślają, że przez wiele lat Trump i jego partia dysponowali potężnym atutem politycznym: wyborcy na ogół ufali im w kwestiach gospodarczych. To się jednak zmienia.

Gros Amerykanów nie czuje, że kraj zmierza we właściwym kierunku, nie ocenia dobrze swojej sytuacji ekonomicznej, widzi drożyznę w sklepach i rekordowe ceny na stacjach paliw. Nie widzi nadziei na kupno domu, a jedynie stos piętrzących się rachunków, których opłacenie jest z każdym miesiącem coraz większym wyzwaniem.

Jak w każdych wyborach, w każdym kraju, także i w USA politycy z jednej i drugiej strony wskazują wyborcom winnego wszelkich bolączek – tego, że im się nie powodzi tak, jakby chcieli, tego, że jest coraz drożej.

W kampanii prezydenckiej w 2024 r. według Trumpa i republikanów byli to migranci, przede wszystkim ci z Ameryki Środkowej i Południowej. W tej – m.in. Ukraina, która atakuje rosyjskie rafinerie i przez to – jak próbuje przekonywać Trump – ceny diesla osiągnęły za oceanem rekordy.

"Mówią o cenach benzyny. Mówią o cenach wołowiny"

"Pytamy ludzi: Jak waszym zdaniem wygląda sytuacja w kraju? I w każdej grupie fokusowej, za każdym razem – bez względu na to, czy są to osoby z lewicy, prawicy czy centrum – ludzie odpowiadają: źle. A potem od razu zaczynają mówić o cenach różnych rzeczy. Mówią o cenach benzyny. Mówią o cenach wołowiny. Ale mówią o czymś, co sami przeżyli: 'wszedłem dzisiaj do sklepu, a wołowina kosztowała X dolarów, czyli o 2 dolary więcej niż wcześniej, a to nawet nie była ta lepsza odmiana'" – tak o nastrojach wyborców w USA przed wyborami do Kongresu opowiadała Sarah Longwell, konsultantka polityczna, ekspertka od badań fokusowych z udziałem tysięcy amerykańskich wyborców, w podcaście "The Ezra Klein Show".

Choć Trump próbuje obwinić za drożyznę na stacjach m.in. Ukraińców, a gdy mówi o wojnie w Iranie, przekonywać, że Amerykanie pocierpią tylko przez chwilę i w szczytnym celu, bo przecież wszystko jest po to, by uratować ich przed nuklearnym atakiem ze strony Irańczyków – wyborcy bez większego intelektualnego wysiłku łączą to, co dzieje się w kraju, z kolejną wojną na Bliskim Wschodzie (której Trump obiecał nie rozpętywać) i wojną celną.

Łączą, bo Trump im to znacząco ułatwił. To on skupia na sobie całą uwagę, to on doprowadził do tego, że Kongres – gdy większość w nim mają republikanie – jest instytucją bezzębną i bezużyteczną. To on podpisuje rozporządzenia i sam na siebie kieruje najjaśniejsze reflektory. "Ja, ja, ja. Mnie, mnie, mnie" – to słyszą od dwóch lat wyborcy.

I to, że Stanom Zjednoczonym nigdy nie wiodło się lepiej, że "zarabiamy cholerną fortunę" na ropie i gazie, że do budżetu płyną gigantyczne pieniądze z ceł.

Tymczasem sami widzą, że "the math ain't mathing", czyli ta trumpowa matematyka im się nie zgadza. Bo skoro jest tak dobrze, to czemu im jest źle? A skoro jest tak dobrze, to właściwie komu? Odpowiedź na to pytanie podsuwają od czasu do czasu media.

Wybrane dla Ciebie