Lockdown w Niemczech. "Polskie pierogi sprzedają się jak nigdy dotąd"

Niemcy boją się mutacji koronawirusa i zaostrzają obostrzenia. Już wiadomo, że gospodarka prędko rozmrożona nie będzie. Jak radzą sobie tysiące polskich przedsiębiorców za Odrą? - Tylu klientów nie mieliśmy nigdy - słyszymy w kilku miejscach.

Właściciele polskich sklepów i restauracji próbują przetrwać ciężki czas w Niemczech. Często nie muszą sięgać po państwową pomocWłaściciele polskich sklepów i restauracji próbują przetrwać ciężki czas w Niemczech. Często nie muszą sięgać po państwową pomoc
Źródło zdjęć: © Facebook | Mały książę
Mateusz Madejski

Lockdown w Niemczech będzie wydłużony przynajmniej do połowy lutego, a zapewne dłużej. Władze kraju tak boją się nowych mutacji koronawirusa, że co chwilę pojawiają się nowe pomysły na obostrzenia.

W mediach długo dyskutowano nad całkowitym wyłączeniem transportu publicznego i nad zakazem wychodzenia z domu. Nawet, jeśli te pomysły na razie nie wejdą w życie, to pewne jest jedno - prędko rozmrożenia gospodarki nie będzie. Być może nawet do kwietnia.

Jak w tej sytuacji radzą sobie polscy właściciele biznesów w Niemczech? - Powiem szczerze, nie możemy narzekać - słyszymy zaskakujące słowa od właścicielki polskiego sklepu i kawiarni Mały książę z południowego Berlina.

Puste stoliki, długi, prośby o pomoc. "Liczmy, że szczepionki zmienią sytuację"

Moda na polskie smaki

Wiele się oczywiście zmieniło - przed pandemią można było zjeść pierogi czy polskie ciasto w lokalu. Teraz kawiarnia oferuje tylko dania na wynos.

- Jednak na święta wielu Polaków zostało w Niemczech, bo nie mogli łatwo pojechać do rodzinnych domów. I to pozytywnie przełożyło się na nasze zamówienia - mówi nam właścicielka Małego Księcia.

Firma korzysta też z tego, że Niemcy nie mogą już łatwo jeździć na zakupy do Polski. - Więc jest teraz naprawdę więcej klientów niemieckich. Ci coraz częściej doceniają polskie smaki - słyszymy.

Co najlepiej się sprzedaje? - Można powiedzieć, że naszym największym hitem były pierogi w różnych smakach, pakowane na 400-gramowych tackach. Tak jest i teraz. Chyba wręcz nigdy się ich u nas tyle nie rozchodziło. W niedzielę, po mszy, wielu Polaków przychodziło do nas posiedzieć przy przywożonym z Polski cieście. Teraz już posiedzieć nie mogą, ale po ciasta i tak przychodzą - dodaje właścicielka lokalu.

- U nas jest podobnie. Polacy zjeżdżają rzadziej do domów, Niemcy nie jeżdżą do Polski na zakupy. Efekt jest taki, że mamy więcej klientów niż przed pandemią - mówią nam pracownicy sklepu Polnische Spezialitäten z Wolfsburga.

Pierogi dla straży i policji

Kucharka z zachodnich Niemiec opowiada natomiast, że wraz ze wspólniczką musiała zamknąć swój lokal gastronomiczny. I tak jak w Polsce, nie obyło się bez kombinowania, jak tu obejść zakazy.

- Musieliśmy sobie radzić i radzimy sobie - mówi wiele sugerującym tonem. Robi teraz jedzenie na zamówienie dla większych grup odbiorców. Są to czasem dania polskiej kuchni, a czasem niemieckiej.

- Nawet dostarczamy jedzenie do jednostki straży pożarnej oraz policji. Robimy to jednak nieoficjalnie, żeby Finanzamt [urząd skarbowy - red.] się nie dowiedział - słyszymy.

Polscy przedsiębiorcy, z którymi rozmawialiśmy, rzadko sięgają po rządową pomoc. A ta bywa bardzo wysoka. Firmy mogą liczyć na zwrot kosztów operacyjnych nawet w wysokości do pół miliona euro w przypadku zupełnego zamknięcia lub do 200 tys. euro w przypadku spadku obrotów przynajmniej o 30 proc.

- My pomocy nie potrzebujemy, bo po prostu działamy i radzimy sobie dobrze. Jednak faktycznie, znam fryzjerów czy właścicieli restauracji, którzy rządową pomoc pobierają - opowiada nam właścicielka polskiego sklepu z Wolfsburga.

Nie wszystkim przedsiębiorcom jednak pomoc wystarcza. W ostatnich dniach było głośno o niemieckiej sieci restauracji Maredo, która zwolniła wszystkich swoich pracowników. Sieć tłumaczyła, że od listopada nie ma żadnych przychodów.

Przed pandemią firma miała 35 lokali i zatrudniała niemal 1000 osób. To już kolejna duża sieć, która nie wytrzymała w Niemczech pandemii - w 2020 roku zbankrutowała firma Vapiano. Również niektóre niemieckie sieci odzieżowe nie radzą sobie z kryzysem - kilka dni temu o upadłości poinformowała sieć Adler.

Wybrane dla Ciebie
Drugie polskie miasto chce mieć metro. Powstał specjalny zespół
Drugie polskie miasto chce mieć metro. Powstał specjalny zespół
Gaz w Europie podrożał w tydzień o 30 proc. To największy skok od ponad dwóch lat
Gaz w Europie podrożał w tydzień o 30 proc. To największy skok od ponad dwóch lat
Coraz częstsze ataki na infrastrukturę krytyczną. Ekspert mówi, co się dzieje w Niemczech
Coraz częstsze ataki na infrastrukturę krytyczną. Ekspert mówi, co się dzieje w Niemczech
Biliony z gazu i ropy? Jak wojna w Ukrainie wpłynęła na finanse Norwegii
Biliony z gazu i ropy? Jak wojna w Ukrainie wpłynęła na finanse Norwegii
Trump gra cłami o Grenlandię. "Le Monde" pisze o samolikwidacji NATO
Trump gra cłami o Grenlandię. "Le Monde" pisze o samolikwidacji NATO
Jedyna w kraju rafineria wznowiła pracę. Paliwa wkrótce wrócą na stacje
Jedyna w kraju rafineria wznowiła pracę. Paliwa wkrótce wrócą na stacje
Pekin kontra Tokio. Napięcia uderzają w eksport kluczowych surowców
Pekin kontra Tokio. Napięcia uderzają w eksport kluczowych surowców
Spór o Lisę Cook. Sąd Najwyższy testuje granice władzy Trumpa i niezależności Fed
Spór o Lisę Cook. Sąd Najwyższy testuje granice władzy Trumpa i niezależności Fed
Armia zajęła największe pole naftowe w Syrii. Strategiczne punkty
Armia zajęła największe pole naftowe w Syrii. Strategiczne punkty
Wzrost płacy minimalnej w Niemczech. Fala podwyżek
Wzrost płacy minimalnej w Niemczech. Fala podwyżek
Zakusy Trumpa na Grenlandię. Europa stawia na determinację
Zakusy Trumpa na Grenlandię. Europa stawia na determinację
Polskie przedsiębiorstwa "nie potrafią samodzielnie zbudować pociągów szybszych niż 200 km/h"
Polskie przedsiębiorstwa "nie potrafią samodzielnie zbudować pociągów szybszych niż 200 km/h"