Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Maseczki od instruktora narciarstwa. Od początku było wiadomo, że to nie jest wyrób medyczny

W marcu Ministerstwo Zdrowia kupiło za ponad 5 mln zł maseczki od instruktora narciarstwa z Zakopanego. Dzięki dziennikarzom wyszło na jaw, że nie spełniały norm. Po upublicznieniu tego faktu ministerstwo zgłosiło sprawę do prokuratury. Tyle że od początku wiedziało, że kupuje coś, co nie jest wyrobem medycznym.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP)
Kupione przez resort Łukasza Szumowskiego maseczki nie spełniają norm. Można to było wywnioskować jeszcze przed zakupem

Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", instruktor narciarstwa Łukasz G. w mailowej korespondencji z resortem zaproponował maseczki obłożone 23-procentową stawką VAT. Zapewniał, że spełniają one wszystkie normy i na dowód przedstawił skan odpowiedniego certyfikatu.

Jednak - jak podkreśla "Gazeta" - certyfikowane wyroby medyczne są obłożone 8-procentowym VAT-em. Od początku można było więc wywnioskować, że coś jest z nimi nie tak.

W rzeczywistości - jak się później okazało - certyfikat został sfałszowany, a maseczki nadają się do wyrzucenia (choć w dużej mierze zostały już wykorzystane).

Obejrzyj też: Maseczki niespełniające norm przyleciały Antonowem. Co się z nimi stało?

Jak to tłumaczy resort? "Kwestia właściwej stawki VAT leży po stronie dostawcy. Ministerstwo nie jest czynnym podatnikiem VAT" - napisał w odpowiedzi na pytania "Wyborczej".

Ministerstwo zapłaciło za maseczki ponad 5 mln zł. Łukasz G., do którego popłynęły pieniądze, jest przyjacielem rodziny obecnego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Do czasu wybuchu pandemii nie zajmował się interesami w branży medycznej, skupiał się na pracy w szkole narciarstwa na zakopiańskiej Harendzie.

Interes z rządem zrobił dzięki kontaktowi z bratem Szumowskiego, Marcinem, który to z kolei przekierował go do wiceministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego.

Co ciekawe, ten ostatni odpowiada za wprowadzenie do polskiego prawa braku odpowiedzialności urzędników za nadużycie uprawnień funkcjonariusza publicznego i wyrządzenie szkody majątkowej w obrocie gospodarczym, jeśli ktoś kupował towary i usługi niezbędne do zwalczenia epidemii, działał w interesie społecznym oraz w sytuacji zagrożenia i wyższej konieczności.

Po nagłośnieniu sprawy przez "Wyborczą" resort zgłosił sprawę instruktora narciarskiego do prokuratury. W rozmowie z Money.pl minister Szumowski zapewniał, że nie ma sobie nic do zarzucenia. - Jestem gotowy na przesłuchanie. Chcę, żeby śledczy szybko przesłuchali mnie i mojego brata - mówił.

- To nie jest mój przyjaciel - mówił o Łukaszu G. - I nie jest to też przyjaciel mojego brata. To człowiek, który uczył nas jeździć na nartach i który organizował obozy sportowe. Nie ma i nie było żadnej bliskiej relacji. Od lat się z nim nie widziałem, wbrew temu, co sugerują niektóre media - tłumaczył.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
28-05-2020

ddddza tych nieudaczników tysiace ludzi traca prace !! pisowska banda !!!

28-05-2020

Złodziej...to nie moja ręka !!!!!!!!!!!!!

28-05-2020

Ugajego konflikt interesów jest mniejszy od naszego...

Rozwiń komentarze (15)