Nie kwota wolna, a system podatkowy do zmiany? Ekspert: kolejne rządy tylko go pogarszają

Wprowadzenie wyższej kwoty wolnej od podatku oraz waloryzacja drugiego progu podatkowego to wydatek rzędu 58 mld zł tylko w roku 2027. Takie są wyliczenia Ministerstwa Finansów. Ekonomiści, których poprosiliśmy o opinie, nie mają wątpliwości, że na 60 tys. zł kwoty wolnej Polski nie stać. - Nasz system podatkowy dojrzał do gruntownej zmiany - mówi Marcin Materna z Banku Millennium.

Co z kwotą wolną?Podniesienie kwoty wolnej miało nastąpić w ciągu 100 dni od przejęcia władzy
Źródło zdjęć: © East News, Flickr | Anita Walczewsk, East News, NBP
Robert Kędzierski

Obecna koalicja rządowa szła do wyborów m.in. pod hasłem zwiększenia kwoty wolnej od podatku. Jednym ze "100 konkretów na 100 dni" było podniesienie ważnego dla Polaków progu z 30 do 60 tys. zł. We wtorek Ministerstwo Finansów poinformowało oficjalnie, ile dotrzymanie słowa kosztowałoby budżet państwa. Koszt jest astronomiczny, bo podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł tylko w samym 2027 r. to dla budżetu państwa wydatek na poziomie 58,6 mld zł.

Urzędnicy policzyli również skutki ewentualnego przesunięcia drugiego progu podatkowego. Zwiększenie tego limitu do 140 tys. zł kosztowałoby państwo dodatkowe 11,6 mld zł. Łączny rachunek za obie reformy w 2027 r. wyniósłby zatem 70,2 mld zł.


WIDEO
Namierzyli najemników Grupy Wagnera po jednej komórce. Ich spółka jest warta 850 mln zł


Marcin Materna z Biura Analiz Rynków Kapitałowych Banku Millennium przyznaje w rozmowie z money.pl, że podniesienie kwoty wolnej trudno nazwać realnym scenariuszem.

Po pierwsze, przypomnę, że podniesienie kwoty wolnej miało nastąpić w ciągu 100 dni od przejęcia władzy przez obecną koalicję. Wszelkie obiekcje ekonomistów zbywano tym, że wszystko jest policzone. A wydaje się, że to raczej mrzonka - mówi.

Przedstawia też bardziej realne rozwiązanie, które jego zdaniem miałoby większą szansę wejść w życie. - Wystarczyłoby, aby została ustawowo wprowadzona automatyczna zmiana kwoty wolnej. Jej waloryzacja oparta czy to o inflację czy wzrost płac - mówi Marcin Materna. - To samo dotyczy II progu podatkowego, gdzie sytuacja staje się powoli kuriozalna. Już po przekroczeniu poziomu 1,3-1,4 średniej krajowej stopa podatkowa rośnie drastycznie - z 21 proc. - pamiętajmy o składce zdrowotnej, czyli podatku zdrowotnym - do 41 proc. - wylicza.

Nie dość że to jedna z najwyższych stóp podatku przy tym poziomie dochodów w Europie, to jeszcze musimy pamiętać, że drugi próg podatkowy - który pierwotnie obejmował tylko grupkę naprawdę bardzo dobrze zarabiających (4-5 średnich krajowych) - teraz obejmuje osoby, które ledwie wybiły się ponad przeciętność - wylicza Marcin Materna.

- Tymczasem faktycznie najlepiej zarabiający ukryli się - czy to w JDG i podatku liniowym czy hicie ostatnich lat - JDG i ryczałcie, gdzie płacą znacznie niższe podatki - 8.5 proc., 12 proc., 14 proc. lub 17 proc. - a nie 32 proc., które obowiązują przy pracy na etacie przy tych samych dochodach - wskazuje ekspert.

Dodaje przy tym, że te same osoby mogą cieszyć się też znacznie niższym podatkiem zdrowotnym.

Zamiast zmiany kwoty wolnej posprzątanie bałaganu?

Marcin Materna ocenia, że wyjście z pata i bardziej sprawiedliwe rozłożenie ciężarów podatkowych na poszczególne grupy wymagałyby więcej działań.

- Proponowałbym symboliczne podniesienie kwoty wolnej i nieco większe drugiego progu podatkowego. Powiedzmy do 32 tys. i 130 tys. zł. To mogłoby być sfinansowane wprowadzeniem progów w przypadku ryczałtu. Obecne stawki obowiązywałyby do powiedzmy 200 tys. zł, dochody powyżej tych kwot byłyby opodatkowane już wyższymi stawkami, wynoszącymi 150-200 proc. stawki podstawowej - wylicza ekspert.

Jego zdaniem konieczne są też zmiany w zakresie składki zdrowotnej. - Tak aby od każdej złotówki dochodu była ona pobierana w przypadku ryczałtu jako określony procent. Np. 3-4 proc. Obecnie sytuacja podatników jest dziwna. W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą i podatku liniowego, podatek wynosi 19 proc. i składka 4,9 proc. Z kolei w przypadku ryczałtu stawki są niższe - ale nie wiadomo, czemu składka zdrowotna jest ustalona jako stała. I powyżej pewnego dochodu już nie rośnie - mówi nasz rozmówca.

Z kolei osoby, które prowadzą działalność gospodarczą i odprowadzają podatek liniowy, płacą podatek zdrowotny od całej kwoty dochodu. To nawet kilkanaście tysięcy miesięcznie. Na ryczałcie w przypadku wysokich dochodów tylko od części - maksymalnie ok. 1500 zł miesięcznie. Dlaczego? - Nie wiadomo - mówi ekspert Banku i postuluje, by sposób rozliczania podatków i składek ujednolicić.

Generalnie jednak musimy spojrzeć prawdzie w oczy: polski system podatkowy dojrzał do gruntownej zmiany, a kolejne rządy tylko go pogarszają zamiast cokolwiek naprawiać. Może koncepcja typu jednolita danina, uproszczenie podatków, nie jest taka głupia w obecnych warunkach? - pyta Marcin Materna.

Miliony Polaków wepchnięte na wyższy próg podatkowy

Ekspert Banku Millennium uważa, że w ostatnich latach polski system podatkowy stał się niesprawiedliwy.

- Politycy najpierw przez lata pozwalają, by inflacja i wzrost płac wepchnęły miliony podatników w wyższe obciążenia. Drugi próg podatkowy obejmuje dziś już prawie 3 mln osób, a kilka lat temu było ich 0,7 mln. Ci sami politycy następnie ogłaszają częściowe odwrócenie tego procesu czy samą obietnicę jako dowód troski o obywateli. W efekcie debata publiczna skupia się na tym problemie, zamiast na znacznie ważniejszych reformach podatkowych - ocenia.

Automatyczna waloryzacja nie rozwiązałaby wszystkich kłopotów, ale przynajmniej zakończyłaby jeden z najbardziej jałowych sporów polskiej polityki podatkowej. Miałaby jeszcze jedną zaletę: odebrałaby politykom jeden z ulubionych obecnie tematów kampanijnych. Dziś zmiana progów, która w normalnym systemie byłaby techniczną korektą uwzględniającą inflację i wzrost płac, urasta do rangi politycznego prezentu. Partie licytują się na kolejne zapowiedzi, po czym często o nich zapominają, gdy tylko kończą się wybory. Przez to dyskusja o podatkach kręci się wokół stawek i progów, zamiast wokół tego, jak zbudować system prostszy, bardziej sprawiedliwy i mniej szkodliwy dla wzrostu gospodarczego. Korekta progów, która powinna być zwykłym, technicznym mechanizmem dostosowującym system do inflacji i wzrostu wynagrodzeń, przedstawiana jest jako nadzwyczajny akt hojności rządzących - mówi Materna.

Wskazuje też, jak sytuację Polaków pogorszyły ostatnie rewolucje podatkowe. - Polski Ład wprawdzie podniósł drugi próg podatkowy, ale jednocześnie zwiększył opodatkowanie w tym progu z 33,2 proc. do 41 proc. Bo do tego sprowadziło się zniesienie możliwości odliczania składki zdrowotnej od podatku. Tym samym drugi próg w 2026 r. nie dość, że nawet inflacyjnie nie wzrósł w stosunku do 2018 r., to jeszcze znacznie zwiększono stawkę podatkową dla dochodów, które go przekraczają - przypomina.

60 mld zł czyli ile? "Podatnik realnie zyskałby 300 zł miesięcznie"

Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy InFakt, w rozmowie z money.pl wskazuje, że 60 mld zł to naprawdę duży wydatek dla budżetu. - Dla porównania, to więcej niż roczne wydatki państwa na całe szkolnictwo wyższe i naukę - mówi.

W dobie nadmiernego deficytu, przy rekordowych potrzebach pożyczkowych, podwyższenie progu podatkowego do 60 tys. zł to w mojej ocenie fiskalna abstrakcja. Nie dlatego, że nie chcielibyśmy płacić niższych podatków, tylko dlatego, że nas na to po prostu nie stać. Warto też uczciwie powiedzieć, co podatnik realnie by zyskał. Podniesienie kwoty wolnej z 30 do 60 tys. zł to maksymalnie 3600 zł rocznie, czyli 300 zł miesięcznie. I to niezależnie od tego, czy ktoś zarabia 7 tys. zł, czy 50 tys. zł miesięcznie - korzyść jest identyczna. Państwo oddałoby prawie 60 mld zł, a przeciętny podatnik odczułby to jak jedną dodatkową wizytę w markecie. Relacja kosztu do efektu jest, delikatnie mówiąc, dyskusyjna.

Zdaniem Juszczyka podniesienie progu podatkowego mogłoby zyskać aprobatę prezydenta, ale w tym wypadku to nie kwestia ewentualnego weta jest problemem. - Karol Nawrocki blokuje nowe podatki, ale ich obniżki raczej by podpisał, trudno zawetować prezent dla wyborców - wskazuje ekspert.

Sęk w tym, że rząd musiałby najpierw znaleźć 58,6 mld zł, a tu wybór jest brutalny - albo cięcia wydatków, albo dosypanie długu, albo podniesienie innych danin. A na to ostatnie zgody prezydenta już nie będzie. Aczkolwiek pojawia się propozycja dalszych podwyżek CIT dla banków. Jeżeli szukać rozwiązania racjonalnego, to jest nim waloryzacja drugiego progu do 140 tys. zł - koszt 11,6 mld zł, czyli sześć razy mniej. Próg 120 tys. zł stoi w miejscu od 2022 r., a w zeszłym roku przekroczyło go już ponad 2,4 mln osób, czyli co 10. podatnik. To nie jest już podatek dla bogatych, a podatek od inflacji płac. Zamiast obiecywać kwotę wolną, na którą nas nie stać, podnieśmy drugi próg. Mniejszy koszt, bardziej sprawiedliwy efekt, a co najważniejsze wykonalne budżetowo - wylicza Piotr Juszczyk.

Duży bank nie widzi przestrzeni

Czy zatem zmiana progu podatkowego jest jakkolwiek realna? Łukasz Kąsek z ING w komentarzu dla money.pl przesłanek ku temu nie dostrzega. "Nie widzimy przestrzeni dla istotnego uszczuplenia dochodów publicznych w Polsce z uwagi na długą listę czynników: jeden z najwyższych deficytów sektora finansów publicznych w EU, szybko rosnący dług publiczny, negatywną perspektywę ratingu w dwóch z trzech wiodących agencji ratingowych, ograniczenia wynikające z reguły wydatkowej czy podwyższoną niepewność geopolityczną" - wskazuje.

Odpowiedzialność budżetowa jest przesłanką dla bezpieczeństwa i perspektyw rozwoju kraju. W takim kontekście właściwa byłaby dyskusja o możliwościach zwiększenia dochodów publicznych lub zmniejszenia wydatków, a nie odwrotnie - podkreśla Kąsek.

Realizacja obietnicy wyborczej

Podniesienie kwoty wolnej z obecnych 30 do 60 tys. zł to jeden ze sztandarowych postulatów Koalicji Obywatelskiej z kampanii parlamentarnej w 2023 r. Zgodnie z zapowiedziami zmiana ta ma objąć osoby na skali podatkowej, a w tym również przedsiębiorców oraz emerytów.

Przedstawiciele koalicji rządzącej w ostatnich dniach zabierali głos w sprawie terminu wprowadzenia tych zmian. Minister finansów Andrzej Domański ocenił niedawno, że w budżecie na 2026 r. wyższa kwota wolna raczej się nie zmieści.

Z kolei wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz na antenie stacji TVN24 zapewnił, że doczeka się ona realizacji w obecnej kadencji Sejmu. Lider PSL podkreślił, że to sprawa fundamentalna dla rządu, ponieważ realizuje również postulat emerytury bez podatku. Dodał przy tym, że preferuje całościowe rozwiązanie, bez rozdzielania kwestii kwoty wolnej i wyższego progu.

autopromocja © Licencjodawca | money
Wybrane dla Ciebie