W parlamencie trwają prace nad rządową ustawą o podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych. Kilka dni temu przepisy w tej sprawie uchwalił Sejm, teraz zajmie się nimi Senat. To drugie podejście rządzących do wprowadzenia nowej daniny. Poprzednią ustawę zablokował prezydent Karol Nawrocki, który skierował ją do zbadania przez Trybunał Konstytucyjny.
Ministerstwo Finansów szacuje, że dzięki podatkowi do budżetu państwa trafią w tym roku blisko 4 mld złotych. Pozyskane w ten sposób dodatkowe pieniądze – zdaniem resortu i premiera Donalda Tuska – mają umożliwić sfinansowanie kolejnej odsłony programu obniżającego ceny paliw.
WIDEOPiS kpi z premiera ws. cen paliw. "1 Tusk = 5,19"
– Nie stać nas na takie propozycje jak kolejna odsłona programu "CPN". Potwierdza to wydana w piątek ocena wiarygodności kredytowej przygotowana przez agencję Moody’s – mówi w rozmowie z money.pl prof. Jacek Tomkiewicz z Rady Fiskalnej. Po 24 latach agencja obniżyła rating Polski, co eksperci uzasadnili między innymi obawą o aktualny stan polskich finansów publicznych.
Przestrzeni fiskalnej jest bardzo mało. Widać to w projekcie przyszłorocznego budżetu państwa. Ministerstwo Finansów uwzględniło tam po stronie dochodowej skutki zmian podatkowych, które nie weszły jeszcze w życie, i nie ma pewności, czy będą obowiązywać – mówi nam prof. Tomkiewicz.
Rada Fiskalna w opinii przygotowanej w połowie września oszacowała, że w przyszłym roku tzw. ryzyko legislacyjne może kosztować budżet ponad 15 mld złotych. Taki ubytek może się pojawić w państwowej kasie, jeśli prezydent odmówi podpisania rządowych ustaw podatkowych i wydatkowych. Money.pl policzył z kolei, że tylko w tym roku na prezydenckich wetach i wnioskach do Trybunału Konstytucyjnego budżet państwa stracił już potencjalnie od 7 do ponad 8 mld złotych dodatkowych dochodów.
Zdaniem naszego rozmówcy to pokazuje, że rządzący mają dziś bardzo niewielkie pole manewru przy planowaniu nowych wydatków i programów wsparcia.
Sytuacja międzynarodowa jest dziś dużo trudniejsza niż jeszcze pół roku temu. Nie możemy przez to zakładać, że koszty ewentualnych obniżek podatku VAT i akcyzy na paliwo będziemy ponosić tylko przez dwa-trzy miesiące, a sytuacja szybko wróci do normy. Przeciwnie, problemy na rynku paliw mogą się przedłużać, a koszt interwencji państwa będzie rósł
– Jednocześnie trudno się spodziewać, by w takim scenariuszu rząd zdecydował się w nadchodzącym roku wyborczym na wycofanie się z programu i de facto ponowną podwyżkę cen paliw – dodaje ekonomista.
Prezydencki projekt też będzie sporo kosztować
Propozycję interwencji na rynku paliw zgłosił również prezydent. Inicjatywa Karola Nawrockiego pod hasłem "Paliw Kosztuje Normalnie" przewiduje tymczasowe zwolnienie sprzedaży paliw z podatku od sprzedaży detalicznej i ograniczenie marż koncernów.
– Na pierwszy rzut oka wydaje się bezkosztowy dla budżetu państwa – komentuje prof. Tomkiewicz. – Ale po dokładniejszej analizie widać, że proponowane ograniczenie marż będzie miało wpływ na niższe zyski koncernów paliwowych, a to przełoży się np. na niższe wpływy z podatku CIT do budżetu państwa – tłumaczy.
Osobną sprawą pozostaje to, jak na takie zmiany zareaguje rynek i czy urzędowe ograniczenie marż nie doprowadzi do ograniczenia podaży paliw. Takie "ręczne sterowanie" branżą jest niebezpieczne, bo jeśli cena produktu spadnie poniżej poziomu opłacalności, to taki produkt będzie po prostu trudniej dostępny – mówi członek Rady Fiskalnej.
– Prezydencka propozycja jest w tym sensie mocno niepewna. Nie wiadomo do końca, jak zachowa się rynek, a jej skutki są dla finansów publicznych tylko pozornie neutralne – dodaje nasz rozmówca.
Oszczędności zamiast dopłat? "Brakuje dyskusji"
W obliczu rekordowo wysokich cen paliw prof. Jacek Tomkiewicz proponuje zupełnie inny kierunek myślenia. – Patrząc na to zdroworozsądkowo, powinniśmy uczciwie przyznać, że jeśli jakiegoś dobra jest mało, to powinniśmy ograniczyć jego zużycie, a nie podtrzymywać konsumpcję przez dopłaty, obniżanie cen, zmniejszanie akcyzy itd. – tłumaczy członek Rady Fiskalnej.
Brakuje mi dyskusji wprost o tym, jak ograniczać wykorzystanie paliw. W niektórych państwach azjatyckich są już takie zalecenia, by np. częściej pracować z domu. Jest szereg takich działań, które można podjąć. Nie twierdzę, że musimy z dnia na dzień sięgać po wszystkie tego typu rozwiązania, ale brakuje mi rozmowy na ten temat – mówi nam prof. Tomkiewicz.
Po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie władze Filipin już w marcu wprowadziły 4-dniowy tydzień pracy w sektorze publicznym. Do podjęcia podobnych kroków zachęcano również sektor prywatny. Międzynarodowa Agencja Energetyczna podaje, że w krajach Azji Południowo-Wschodniej władze rekomendowały też ograniczenie liczby podróży samochodem, pracę zdalną czy krótszy tydzień w pracy w szkołach.
Prof. Jacek Tomkiewicz przypomina także, że już w kwietniu tego roku Rada Fiskalna oceniła pierwszą odsłonę rządowego pakietu "Ceny Paliwa Niżej". – Nasze argumenty pozostają od tamtej pory w praktyce bez zmian. Również wtedy wskazywaliśmy na napiętą sytuację fiskalną – wyjaśnia ekonomista.
Program "CPN" kosztuje bardzo dużo, a efekt redystrybucyjny jest dyskusyjny. Chodzi o to, że w praktyce największą korzyść z takiego pakietu odnoszą ci kierowcy, którzy mają największe samochody, najwięcej tankują i najwięcej jeżdżą. W tym samym czasie pasażer korzystający z komunikacji miejskiej niczego nie dostaje. Co więcej, być może w niedalekiej przyszłości będzie musiał liczyć się z podwyżkami cen biletów – komentuje rozmówca money.pl.
W 2026 r. rząd dwukrotnie interweniował na rynku paliwowym poprzez między innymi redukcję podatku VAT i ustalanie maksymalnych cen. Pierwsza odsłona pakietu "CPN" obowiązywała od końca marca do połowy czerwca, druga przypadła na dwa ostatnie tygodnie szkolnych wakacji. Ministerstwo Finansów szacuje, że ubytki w budżecie państwa wyniosły w związku z tym ok. 4,7 mld złotych.