Notowania

koronawirus
18.03.2020 13:57

Pakiet pomocowy dla firm. Pensje części Polaków w modelu 40-40-20

20 proc. czasowej obniżki pensji, ale nie dla wszystkich - tak rząd zamierza radzić sobie z kryzysem. Wszystko po to, by ratować miejsca pracy w firmach najmocniej dotkniętych przestojem z powodu koronawirusa. Wiemy, jak ma wyglądać nowy model wypłat.

Podziel się
Dodaj komentarz
(East News)
Prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki przedstawili zarys rozwiązań, które mają ratować polską gospodarkę przed skutkami koronawirusa (Fot: Tomasz Jastrzebowski/REPORTER)

- Gospodarka zostanie uderzona co najmniej tak mocno, jak kilkanaście lat temu - dodawał premier Mateusz Morawiecki. Stąd tzw. tarcza antykryzysowa, przygotowana przez rząd. Wszystkie rozwiązania w niej zawarte mają kosztować 212 mld zł. To połowa tegorocznego budżetu.

Nowy system wypłaty wynagrodzeń ma zakładać model 40-40-20. - Pracownik, pracodawca i państwo muszą solidarnie brać udział w obronie miejsc pracy - wytłumaczył Morawiecki. Model nie obejmie jednak wszystkich polskich pracowników.

Co oznacza wspomniany model? Mniej więcej tyle, że pracodawca wypłaci swojemu pracownikowi przynajmniej 40 proc. przysługującego wynagrodzenia. Drugie 40 proc. dołoży państwo (ale tylko do wysokości średniego wynagrodzenia) za pośrednictwem Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Obejrzyj: Był nauczycielem, dzięki jednej rozmowie został miliarderem

Gdzie brakujące 20 proc.? Ta część spadnie na barki pracowników. Czyli - mówiąc wprost - o tyle mniej wyniesie pensja niektórych Polaków. Chodzi przede wszystkim o tych, którzy nie mogą pracować ze względu na przestój w firmie. Ich wymiar czasu pracy zostanie też zmniejszony do 0,8 etatu.

Prawdopodobnie (premier nie podał szczegółów) nie będzie to później wyrównane, więc część pracowników będzie musiała pogodzić się z czasowo niższą pensją.

Które firmy skorzystają? Te ze spadkiem obrotów

Takie rozwiązanie ma jednak nie obowiązywać "z automatu". Będą mogły z niego korzystać tylko firmy, które - jak powiedział premier - spełnią kryteria.

Jakie to kryteria? Spadek obrotów o 15 proc. w ciągu dwóch miesięcy lub 25 proc. w miesiąc. Wtedy firma będzie mogła skorzystać z modelu 40-40-20.

Co ma dać takie rozwiązanie? Przede wszystkim zachowanie miejsc pracy i klasyczny wybór "mniejszego zła". Rząd wychodzi z prostego założenia - albo czasowo zmniejszymy pensję w najbardziej dotkniętych firmach, albo firma upadnie i miejsca pracy po prostu znikną.

To podobne rozwiązanie do tego, które w poniedziałek po południu zaproponował Narodowy Bank Polski.

"Dość radykalnym, ale skutecznym rozwiązaniem byłaby w uzasadnionych przypadkach możliwość obniżenia wynagrodzenia (nie niżej niż płaca minimalna) na określony okres, przy obowiązku późniejszego wyrównania. Tego typu rozwiązanie jest z pewnością korzystniejsze niż upadłość i bezrobocie" - głosił komunikat banku centralnego.

Związkowcy niezadowoleni

Takie rozwiązanie bardzo nie podoba się związkowcom. - To poroniony pomysł - mówił money.pl we wtorek Marek Lewandowski, rzecznik prasowy "Solidarności".

- Dzisiejsze przepisy pozwalają na obniżenie pensji załodze. Nawet bez koronawirusa mieliśmy takie przypadki. Kluczem są rozmowy i zawarcie porozumienia ze związkami - twierdzi Lewandowski. Jak dodaje, związkowcy mają świadomość, że wiele firm - w tym przede wszystkim z sektora MŚP - może stracić płynność, co odbije się na pracownikach.

W poniedziałek NBP zaproponował, by czasowo obniżyć pensje Polakom. "Lepsze to niż bezrobocie" - czytamy w komunikacie banku.
Obniżki pensji przez koronawirusa. Pomysł budzi gigantyczne kontrowersje

Związkowcy są przeciwni administracyjnemu narzucaniu obniżek firmom. Ich zdaniem niektórzy pracodawcy mogliby to wykorzystywać, nawet jeśli nie są w dramatycznej sytuacji.

Jak jednak mówi Lewandowski, "Solidarność" zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. - Jeśli w firmie funkcjonują związki zawodowe, to nie obawiałbym się takiego pomysłu - przyznaje.

Pracodawcy patrzą przychylniej

- Wszystko zależy od tego, o jakiej perspektywie mówimy. Jeśli miałoby to potrwać do końca maja, to takie rozwiązanie miałoby sens - mówi money.pl Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Kaźmierczak podkreśla, że czas zrozumieć, że kryzys uderzy we wszystkich. I wszyscy odczują jego konsekwencję. Czasowa obniżka pensji jest tego najlepszym przykładem.

Prezes NBP Adam Glapiński
NBP zasili banki. Rekomenduje rządowi radykalne kroki

Podobnego zdania jest Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. - My proponowaliśmy podobne rozwiązanie. Może nie tak radykalne, by każdemu nagle płacić minimalne wynagrodzenie - mówi money.pl Kozłowski. Mówi o 30 proc. obniżki.

Jak dodaje, w niektórych przypadkach taka decyzja pozwoliłaby firmom na utrzymanie płynności.

- Musimy pogodzić się, że straty czekają zarówno firmy, jak i pracowników. Wszystko po to, by zachować miejsca pracy - twierdzi główny ekonomista FPP.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Obejrzyj i dowiedz się, jak chronić się przed koronawirusem

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
18-03-2020

stop 500+wstrzymajcie 500+ i ładujcie wszystko w firmy bo będzie klęska ekonomiczna !

18-03-2020

klirnt bankuA ten facet na zdjęciu z czego się cieszy - niech zmniejszy wynagrodzenia swojej kadrze o połowę na pewno przeżyją kryzys,

18-03-2020

emerytSzybko czar prysł! Rozdali i rozkradli dotychczasowy dorobek Polski a teraz nas zadłużą na kilkadziesiąt lat. Brawo ciemnoludzie

Rozwiń komentarze (1577)