Pierwsza taka wizyta od dekady. Stawką będą ceny ropy i paliw
Chińskie władze potwierdziły, że Donald Trump odwiedzi w tym tygodniu Pekin. To pierwsza taka podróż od blisko dekady, ale inwestorzy nie spodziewają się przełomu. - Sukcesem nie musi być szerokie porozumienie, wystarczy brak eskalacji - komentuje dla money.pl analityk Daniel Kostecki.
Do spotkania prezydenta USA z chińskim przywódcą początkowo miało dojść w kwietniu. Pierwotny termin został przesunięty w związku z wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie. Część ekspertów spodziewała się, że Donald Trump będzie chciał do tego czasu ustabilizować sytuację w regionie. Tak się jednak nie stało. Konflikt trwa, co w nadchodzących rozmowach z Pekinem osłabia pozycję USA.
- Trump trochę zgrał karty, które zbierał na Chińczyków, i rozmienił się na drobne - mówił niedawno w wywiadzie dla money.pl wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, dr Jakub Jakóbowski. - Prezydent Stanów Zjednoczonych uwikłał się też w bliskowschodnią awanturę i to mu nie pomaga. Z drugiej strony mamy Chińczyków, którzy czują się coraz pewniej w relacji ze Stanami - dodawał nasz rozmówca.
Uważam, że Amerykanie i Chińczycy są teraz w pewnym śmiertelnym uścisku, z którego trudno im się wyrwać. I to spotkanie będzie w tym kontekście bardzo ciekawe. Po stronie chińskiej sprawa jest jasna: utrzymać sytuację, która jest. Natomiast po stronie Trumpa mamy ewidentnie znak zapytania - mówił dr Jakub Jakóbowski.
Przejął część fabryki Levi'sa. "Włożyłem w firmę wszystko"
Zdaniem obserwatorów tematem numer jeden nadchodzących rozmów będą właśnie dalsze losy wojny w Iranie. Krótkoterminowo, konflikt nie odbija się znacząco na Chinach, m.in. dzięki potężnym inwestycjom w zeroemisyjne technologie i zapasom strategicznych surowców. Ale długoterminowo, przewidywana przez niektórych ekonomistów stagflacja - czyli stagnacja połączona z szybko rosnącą inflacją - prędzej czy później uderzy także w chińską gospodarkę. W interesie obu krajów jest więc załagodzenie konfliktu. Stany Zjednoczone i Chiny mają też za sobą toczącą się od ponad roku wojnę handlową, z epizodami zarówno eskalacji, jak i zawieszenia broni.
"Bazowy scenariusz to utrzymanie status quo"
Napięcia pomiędzy Waszyngtonem i Pekinem są zbyt silne, żeby jedno spotkanie mogło doprowadzić do radykalnej poprawy stosunków. Dlatego do zapowiadanej wizyty Trumpa rynki będą podchodzić w tym tygodniu raczej z rezerwą. - Wydaje się, że najbardziej uwagę inwestorów przykuwa nie tyle perspektywa wielkiego przełomu, ile to, czy spotkanie w Pekinie pozwoli utrzymać przewidywalność w relacjach obu krajów - mówi money.pl Daniel Kostecki, analityk rynkowy CMC Markets.
- Prawdopodobnie rynek patrzy przede wszystkim na trwałość rozejmu handlowego, stabilność dostaw metali ziem rzadkich oraz na to, czy wątek irański nie podbije ponownie premii za ryzyko w surowcach i transporcie. Innymi słowy, dla inwestorów sukcesem nie musi być szerokie porozumienie, ale brak nowej eskalacji - zwraca uwagę nasz rozmówca.
- Bazowy scenariusz to utrzymanie status quo z elementami technicznej deeskalacji, przedłużenie ustaleń dotyczących surowców strategicznych, podtrzymanie dialogu handlowego i ewentualnie konkretne deklaracje zakupowe w sektorach takich jak lotnictwo, rolnictwo czy energia. Znacznie mniej prawdopodobne wydaje się pełne zniesienie ceł - podkreśla Daniel Kostecki.
Zdaniem eksperta inwestorzy będą też pilnie obserwować kurs juana, bo jego zachowanie przed szczytem może być odczytywane jako sygnał intencji Pekinu i barometr napięcia politycznego.
Rozmowy Chiny-USA. Jak zareaguje rynek ropy naftowej?
Na efekty nadchodzących rozmów najbardziej wyczulone będą rynki surowców, przede wszystkim ropy naftowej, choć nie tylko one. - Każdy sygnał deeskalacji wokół Iranu może dalej zdejmować premię wojenną z cen paliw. Równie ważne są również metale, zwłaszcza ziem rzadkich, ponieważ ich dostępność wpływa bezpośrednio na wyceny sektora technologicznego i przemysłowego. To właśnie surowce krytyczne wydają się dziś jednym z najważniejszych praktycznych pól negocjacji między Waszyngtonem a Pekinem - tłumaczy Kostecki.
Spośród wszystkich tematów, jakie planują omówić przywódcy USA i Chin, wojna na Bliskim Wschodzie pozostaje najważniejszym problemem do rozwiązania. Inwestorzy mają nadzieję, że w kwestiach geopolitycznych pojawiła się szansa na przynajmniej częściową stabilizację sytuacji.
- Rynek chciałby zobaczyć, że rozmowy nie zaostrzą retoryki wokół Tajwanu, nie przyniosą nowych ograniczeń eksportowych i przynajmniej pośrednio potwierdzą wolę utrzymania stabilnych dostaw energii oraz stabilnych globalnych łańcuchów dostaw - zaznacza analityk w rozmowie z money.pl. W dłuższym terminie rynek zdaje się oczekiwać nie pełnego porozumienia, lecz kontrolowanej deeskalacji i zarządzanego status quo - dodaje.
- Nawet jeśli to spotkanie ma być początkiem szerszego cyklu rozmów, inwestorzy raczej nie zakładają szybkiego przejścia do rozluźnienia relacji handlowych. Bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym kolejne spotkania między Trumpem a Xi służą ograniczaniu skoków niepewności, budowie technicznych kanałów komunikacji i podtrzymaniu roboczego kompromisu w kluczowych obszarach, takich jak handel, surowce i logistyka - komentuje Daniel Kostecki.
Donald Trump będzie przybywał z wizytą w Chinach w dniach 13-15 maja. To jego pierwsza taka podróż od 2017 roku. Do bezpośrednich rozmów z Xi Jinpingiem ma dojść w piątek, przed powrotem do Stanów Zjednoczonych. To pierwsze z zaplanowanych w tym roku spotkań obu przywódców. Kolejne miałoby się odbyć jesienią w Waszyngtonie, podczas rewizyty w USA szefa chińskiej partii komunistycznej.
Tomasz Setta, dziennikarz money.pl